Mały krok w złą stronę
  • Tomasz RowińskiAutor:Tomasz Rowiński

Mały krok w złą stronę

Dodano: 
Posiedzenie rządu pod przewodnictwem premiera Mateusza Morawieckiego
Posiedzenie rządu pod przewodnictwem premiera Mateusza Morawieckiego Źródło: Flickr / Kancelaria Premiera / Domena publiczna
Jeśli PiS – nawet instrumentalnie – podejmuje grę przeciwko opartej na prawie naturalnym cywilizacji chrześcijańskiej w Polsce, to należy patrzeć na to z podejrzliwością. Nie mają wtedy znaczenia ani minione zasługi, ani środowiskowe sympatie czy interes.

Czy przyjęta przez Radę Ministrów 24 maja br. uchwała w sprawie ustanowienia Krajowego Programu Działań na rzecz Równego Traktowania na lata 2022–2030, czyli tzw. uchwała antydyskryminacyjna, będzie wstępem do wprowadzania w naszym kraju polityki równościowej? Mam na myśli tę zideologizowaną politykę zgodną z dominującymi na Zachodzie lewicowymi standardami? I czy rzeczywiście może to nastąpić jeszcze w tej dekadzie?

Jednoznacznie twierdzącą odpowiedź na tak postawione pytanie można było przeczytać kilka dni temu na portalu pch24.pl w formie komentarza do informacji o działaniach rządu podanej przez PAP. Warto jednak sprawę szerzej rozważyć. Z jednej strony możemy założyć, że wcale tak nie będzie, ponieważ Jarosław Kaczyński raczej instrumentalnie traktuje programy, uchwały czy deklaracje. Nie jest także osobiście skłonny do popierania radykalizmu społecznego, choć lubi radykalne metody w polityce. Nieprzypadkowo Marek Jurek sformułował przed laty określenie „radykalnej centroprawicy”.

Z drugiej zaś strony pojawia się oczywiście inna, niepokojąca, odpowiedź, że jest wielce prawdopodobne, iż tak właśnie się stanie. PiS bowiem, chcąc być w oczach swoich wyborców tamą, która staje na drodze toczącej Zachód rewolucji moralnej, nieustannie zmaga się z pokusą, by samodzielnie także przykładać rękę do wzmacniania poczucia zagrożenia. Można podać przynajmniej jeden bardzo poważny przykład takiego „budowania zagrożenia” z minionych lat. Tego typu polityczna gra na ostrzu noża może skończyć się utratą kontroli nad sytuacją.

O jaki przykład mi chodzi? Ktoś mógłby sądzić, że brak wypowiedzenia przez PiS tzw. antyprzemocowej konwencji stambulskiej – co partia Kaczyńskiego zapowiadała, gdy była jeszcze w opozycji – jest przypadkiem lub wynika ewentualnie z niedopatrzenia czy też słabości obozu rządzącego. To bardzo wątpliwe. Prędzej można by się spodziewać, że Jarosław Kaczyński rzeczywiście uważa konwencję za dokument w jakiejś mierze pożyteczny lub na tyle pozbawiony znaczenia politycznego, że nadający się do prowadzenia wewnętrznych rozgrywek z własnym elektoratem. Mówił o tym w jednym ze swoich najważniejszych „doktrynalnie” przemówień, które miało miejsce w 2018 r. w Trzciance. Wyłożył wtedy słuchaczom wiele swojej politycznej filozofii. O konwencji stambulskiej mówił tak:

Całość dostępna jest w 23/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także