Ziemkiewicz: W stronę III wojny światowej?
  • Rafał A. ZiemkiewiczAutor:Rafał A. Ziemkiewicz

Ziemkiewicz: W stronę III wojny światowej?

Dodano: 4
Wojna na Ukrainie. Obwód charkowski. Ukraińscy żołnierze podczas ostrzału rosyjskich pozycji.
Wojna na Ukrainie. Obwód charkowski. Ukraińscy żołnierze podczas ostrzału rosyjskich pozycji. Źródło: PAP / Alena Solomonova
Trzecia wojna światowa trwa już od dłuższego czasu, jedynie specyfika współczesnej cywilizacji utrudnia wyznaczenie momentu, w którym się zaczęła. Ale powody były te same, co zwykle: jedne państwa słabną, inne rosną i trzeba na nowo poustawiać światową „hierarchię dziobania”. Historia pokazała, że mimo wszelkich starań, za każdym razem wspartych przekonaniem, że ludzie się od poprzedniego razu zupełnie zmienili, nigdy jeszcze w takiej sytuacji nie udało się wojnie zapobiec

Dochodzenie, kto jest winien obecnemu konfliktowi, nie ma większego sensu. Można powiedzieć, że Rosja, która nie jest w stanie pogodzić się z utratą mocarstwowości i próbuje za wszelką cenę, właściwymi sobie zbrodniczymi metodami, odbudować utracone wpływy. Można powiedzieć, że Ukraińcy, którym – jak kiedyś Polakom, co cały cywilizowany świat miał im za złe – zamarzyło się być niepodległym narodem i państwem. Można też, że Amerykanie, którzy narodowe aspiracje Ukrainy uwzględnili w swojej polityce i postanowili wykorzystać dla swych mocarstwowych interesów, tak jak kiedyś wykorzystali niepodległościowe aspiracje narodów Europy Środkowej do pokonania ZSRS. Historia uczy, że ostateczna ocena zależy od tego, kto ostatecznie obecną wojnę wygra. Porównanie potencjałów, stopnia organizacji Zachodu, możliwości gospodarczych i mobilizacyjnych, procesów demograficznych i migracyjnych nie pozostawia wątpliwości, że długofalowo rywalizacji z Zachodem Rosja wygrać nie może. Nie mogłaby nawet, gdyby zyskała jednoznaczne, silne poparcie Chin, a te nie mają przecież żadnego powodu, by cokolwiek dla obrony Rosji poświęcać. Przeciwnie, upadek Rosji jest im na rękę, bo jakkolwiek kontynent azjatycki jest największy na świecie, to nie jest w stanie pomieścić jednocześnie Wielkiej Rosji i Wielkich Chin; tym bardziej że te ostatnie wskutek popełnionych błędów złapały ostatnio zadyszkę.

Podobnie inni potencjalni sojusznicy, których próbuje Rosja porwać do wielkiej konfrontacji z Ameryką – Turcja, Iran, Indie… Każdy z tych krajów ma swoje do ugrania, ale jeśli wiąże je coś z Rosją, to tylko interesy doraźne. Oczywiście na wojnie nigdy nie należy otrąbiać zwycięstwa, zanim się je odniesie, ale Rosja naprawdę nie ma na co liczyć poza demoralizacją społeczeństw Zachodu i ich brakiem woli do znoszenia wyrzeczeń. Bieg wydarzeń pokazuje jak dotąd, że jakkolwiek wszystkie jej inwestycje w procesy rozkładowe we wrogich społeczeństwach zaprocentowały, to nie aż tak, jak na to liczono.

Pytania bez odpowiedzi

Cały artykuł dostępny jest w 40/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 4
Czytaj także