KrajSzkoła marzeń

Szkoła marzeń

Przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz
Przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz / Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Dodano 18

W trakcie trwającej i rozpalającej umysły dyskusji na temat polskiej szkoły mówi się o wszystkim: o pieniądzach, programach itp. Milczy się natomiast o jednej sprawie, fundamentalnej, a mianowicie: Po co w ogóle jest szkoła? Polska praktyka, wyrosła z czworakowych marzeń wzbogaconych postępowymi trendami z Zachodu, sprowadza się do zapewnienia wszystkim obywatelom komfortu wykształcenia, najlepiej wyższego. Niezależnie od rzeczywistych potrzeb, a – co gorsza – możliwości.

Tymczasem, jak łatwo policzyć, w społeczeństwie nie potrzeba wyłącznie magistrów i doktorów PR oraz marketingu. Potrzebni są wykwalifikowani oraz dobrze opłaceni rzemieślnicy: piekarze i budowlańcy, kelnerki i portierki. Palacze i sprzątacze (lepiej mieć własnych niż importowanych z Orientu). Całkiem niedawno mój szwajcarski siostrzeniec poinformował mnie, że w jego arcybogatym kraju istnieje zapotrzebowanie na 10 proc. ludzi z wyższym wykształceniem, studia są pierońsko trudne, ale na absolwentów zawsze czeka praca i płaca, o jakiej nie może marzyć ktoś, kto nie może przebrnąć podstawówki. U nas przebrnąć musieli wszyscy.

Jeszcze za mego dzieciństwa zdarzali się osobnicy repetujący jedną klasę po trzykroć, którym w czwartej podstawowej puszczały się wąsy. Jednak dopóki nie nauczyłeś się tabliczki mnożenia czy biegłego czytania, dopóty ani kroku dalej! Po staroświecku pojmuję szkołę jako kuźnię kadr dla społeczeństwa. Kadr, w których jakość jest ważniejsza od ilości. Po co wspólnocie rzesza bezrobotnych półgłówków z tytułem otrzymanym z litości czy przepchniętych przez studia konowałów, którzy czym prędzej wyemigrują? Dlatego reformując edukację w pierwszej mierze, należy bezwzględnie postawić na wiedzę i wymagania – selekcjonować uczniów pod kątem przyszłej przydatności – zapewniając każdemu perspektywę samorealizacji. Tyle że w odróżnieniu od lewackiej urawniłowki – perspektywę na miarę własnych zdolności i społecznego zapotrzebowania.

Skądinąd podobne wymagania wypada stawiać nauczycielom, których uposażanie wynikać winno nie z żadnej karty, a z rzeczywistych osiągnięć mierzonych sukcesami uczniów.

Aliści, zaproponujecie coś takiego panu Broniarzowi.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 37/2017
Artykuł został opublikowany w 37/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ api
 18
  • Juras IP
    Lewackie idee w szkolnctwie , by nikogo nie krzywdzic i rownac wszystkich do dna !!! , nie wziely sie z milosci do blizniego a wziely sie z tad ze kawiorowa elyta uznala iz ja stac na drogie prywatne nauczanie wlasnych dzieci dla ktorych nie bedzie zadnej konkurencji z motlochu !!!
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • Grzegorz R IP
      Reforma szkolnictwa ma tyle sensu, co wymyślanie nowego dyszla do furmanki i paralizatora zamiast bata do kierowania koniem. Od zawsze dzieci zdobywały znaczącą część wiedzy poza szkołą, a dziś znaczącą większość. Współczesna Szkoła zatem powinna wyłącznie wspomagać edukację i stwierdzać kwalifikacje przez system sprawdzianów. Szkoły jako obiekty masowej indoktrynacji należy zlikwidować zaczynając od stanowiska p. Broniarza.
      Dodaj odpowiedź 14 4
        Odpowiedzi: 0
      • asdfgh IP
        To o czym mowi Pan Wolski nijak ma sie do wprowadzonej przez PIS reformy. No bo wydluzenie podstawowki do 8 lat to jest wlasnie zaprzeczenie naturalnej selekcji uczniow. W 90% rozwinietych krajow podstawowka konczy sie po 5 albo 6 klasie, wlasnie po to, zeby umozliwic "naturalne rozdzielenie" pomiedzy lepszymi i gorszymi uczniami, ktorzy trafiaja potem do roznych tzw. "middle schools", czyli po polsku "gimnazjow". Trzymanie razem wszystkich przez 8 lat jest po prostu nieefektywne.
        Dodaj odpowiedź 3 21
          Odpowiedzi: 1
        • Pan Murzyński - Filipiński IP
          W zasadzie przestańmy uczyć pisać i czytać, bo to niepotrzebna strata czasu dla tych którzy mają być sprzątaczami i palaczami.
          "Po co wspólnocie rzesza bezrobotnych półgłówków z tytułem otrzymanym z litości czy przepchniętych przez studia konowałów, którzy czym prędzej wyemigrują?" Ano po to, żeby te konowały mogły nas leczyć, bo to najlepsi emigrują, zostają ci gorsi.
          Oczywiście też uważam, że powinno się kształcić dobrze, ale dlaczego jednocześnie ograniczać ilość tych wykształconych? Dlaczego moim cieknącym kranem nie może się zająć inżynier hydraulik, zamiast analfabety hydraulika? Mam podświadome przekonanie, że lepiej zrobiłby to inżynier, oczywiście gdyby nabył odpowiednich umiejętności manualnych i gdyby mu się to opłacało. Niestety uparliśmy się by kształcić dwie oderwane od siebie grupy zawodowe, robotników i inżynierów. Nie jest konieczne aby robotnik był inżynierem, ale jeden drugiego musi rozumieć. Z perspektywy czasu inaczej oceniam dziś tak wyśmiewane kiedyś praktyki robotnicze dla inżynierów. Jeżeli odrzuci się od nich bezsensowną ideologię, to pozostaje możliwość zapoznania się przez przyszłą kadrę inżynierską z pracą i problemami tych którymi mieli w przyszłości kierowali. Mogli tą pracę w przyszłości usprawnić, bo znali i teorię i praktykę. Powrót do metod kształcenia które sprawdzały się sto lat temu nie gwarantuje nic. Wykształceni tak ludzie odnieśliby sukces sto lat temu, współcześnie nikt im sukcesu nie zagwarantuje.
          Tak w ogóle, problemem nie jest wcale brak szkół zawodowych, umiejętności i podstaw zawodu można nuczyć się terminując u rzemieślnika. Chodzi o to, że nie ma chętnych do ciężkiej, często brudnej pracy za niewielkie pieniądze. Nikt nie naprawia kranów, bo albo naprawa byłaby droższa od nowego, albo są one wręcz nienaprawialne. Świat się zmienia, wiele zawodów ginie z przyczyn naturalnych. Producenci są zainteresowani tylko tym, by kupować ich produkty, a konsumenci zamiast naprawić i zapłacić znaczącą część wartości produktu wolą kupić nowy. Młodzi ludzie mając do wyboru ciężką, słabo płatną pracę robotnika, lub infolinię, bez chwili zastanowienia wybierają to drugie
          Dodaj odpowiedź 5 7
            Odpowiedzi: 2
          • rocznik1945 IP
            "których uposażanie wynikać winno nie z żadnej karty, a z rzeczywistych osiągnięć mierzonych sukcesami uczniów." - szkoda takie rzeczy tłumaczyć tłumokowi, szefowi ZNP, organizacji w 100% komunistycznej z takimiż korzeniami, jako że zakładała go niejaka tow. Wanda Wasilewska, której zasługi są niezmierzone szczególnie poprzez rozkładanie nóg przed samym "ojcem narodów" Stalinem!
            Dodaj odpowiedź 17 1
              Odpowiedzi: 0
            • jot-23 IP
              "Całkiem niedawno mój szwajcarski siostrzeniec poinformował mnie, że w jego arcybogatym kraju istnieje zapotrzebowanie na 10 proc. ludzi z wyższym wykształceniem"

              Nie wiem czy to nie pod panskim artykolem nie tak dawno pisalem ze "10% spoleczenstwa z wyzszym wyksztalceniem" uwazal za wystarczajace, do sprawnego funkcjonowania spoleczenstwa zaraz po wojnie, jeden z najwybitniejszych brytyjskich historykow - Arnold Toynbee
              Dodaj odpowiedź 7 1
                Odpowiedzi: 0
              • były żołnierz IP
                Debil przewrotowiec !!!
                Dodaj odpowiedź 1 13
                  Odpowiedzi: 0
                • klppb IP
                  Szkoła winna zapewniać zasadniczo następujące kwestie:edukować, wychowywać w zgodzie z potrzebami rodziców i  państwa oraz  możliwościami - potrzebami uczniów (lub odwrotnie) ... Dlatego należy zadać pytanie np zalewskiej na ile to co nazywane zostało reforma podnosi każdą z wymienionych płaszczyzn na wyższy poziom ...
                  Daremny trud zalewska i jej paczka w ogóle nie podjęła problemu opracowania mierników które byłyby kryteriami wg których można byłoby monitorować ten badziew nazywany niesłusznie reformą ....
                  Rzecz w tym że prowincjonalna nauczycielka z prowincjonalnym postrzeganiem spraw nie rozumie spraw oczywistych - tak zresztą jak jej poprzedniczki z PO .... czy Broniarz .... tak jak ogół popisowców ....
                  Jednak jeśli się mylę to chciałbym poznać owe mierniki w oparciu o które można mierzyć różnice między szkoła przed i po reformie ..... może ktoś tym dysponuje ... no nie sądzę ....
                  Dodaj odpowiedź 2 13
                    Odpowiedzi: 0
                  • whatas IP
                    Proszę być konsekwentnym Panie Redaktorze. Zgodnie z tym co Pan słusznie zaakcentował w artykule - potrzebni są fachowcy. Zatem szkoła powinna uczyć (wiedza) i kształtować ich umiejętności zawodowe (po to są szkoły branżowe - dawniej zawodowe).
                    Dodaj odpowiedź 17 0
                      Odpowiedzi: 1

                    Czytaj także