Czy Unia Europejska przejmie polskie lasy?

Czy Unia Europejska przejmie polskie lasy?

Dodano: 5
"Czy UE przejmie polskie lasy?"
"Czy UE przejmie polskie lasy?" Źródło: DoRzeczy.pl
Czy UE dąży do przejęcia polskich lasów? Co mogłoby się wydarzyć, gdyby to się udało? Na te i inne pytania odpowiedzieli uczestnicy debaty "Czy UE przejmie polskie lasy?" zorganizowanej przez tygodnik "Do Rzeczy".

W dyskusji wzięli udział Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości, b. minister środowiska, Edward Siarka, wiceminister klimatu i środowiska oraz pełnomocnika rządu ds. leśnictwa i łowiectwa, a także publicysta tygodnika "Do Rzeczy" Rafał Ziemkiewicz. Debatę moderował szef portalu DoRzeczy.pl Karol Gac.

Lasy Państwowe wzorem dla UE

Obecnie lasy zajmują ponad 9,2 mln ha, co oznacza, że porastają one niemal 30 proc. powierzchni w Polsce. Warto podkreślić, że są one w 80 proc. państwowe, co jest sytuacją niespotykaną w Europie. Dzięki temu nie poddają się naciskom koncernów i wielkiego biznesu. – Po II wojnie światowej, gdy zaczynaliśmy odbudowę państwa polskiego, powierzchnia lasów wynosiła ok. 20 proc. Dzisiaj jest ich ok. 30 proc. Po I wojnie światowej rząd odkupił teren Puszczy Białowieskiej od brytyjskiej firmy, która go eksploatowała i w ten sposób 100 lat temu powstały Lasy Państwowe. Ich struktura i model gospodarki jest naszym bogactwem i ewenementem. Przyznają to również instytucje europejskie. Trybunał Obrachunkowy Unii Europejskiej w 2021 roku wydał dokument, w którym jasno stwierdził, że Polska pod względem gospodarki leśnej może być wzorem dla Europy. Dzięki naszej polityce zakupiliśmy ponad 6 tys. ha, by zwiększać powierzchnię lasów. Cały czas zwiększamy również zasobność lasów. W efekcie nasze lasy są w doskonałej kondycji – tłumaczył Edward Siarka. – Lasy są wielką wartością w Polsce. Przeszły one cały cykl zmian, które pokazują nam wszystkim, że lasy w polskich rękach gwarantują nam to, że zachowamy to dziedzictwo, które było wypracowywane przez całe pokolenia. UE próbuje podporządkować sobie leśnictwo oraz ingeruje w definicje, które od lat są ukształtowane – wskazywał.

Wiceminister klimatu i środowiska odkłamał też kilka mitów, które bardzo często powielane są przez polityków opozycji i wprowadzają opinię publiczną w błąd. – W Polsce pozyskuje się ok. 40 mln m3 drewna. Gdybyśmy nie prowadzili tej polityki, to drzewostan by się zmarnował. Leśnicy pozyskują zaledwie 1 proc. powierzchni lasów. Przyjmuje się, że na 1 ha przyrasta nam ok. 9-10 m3 drewna. Z tego leśnicy pozyskują 7 m3, a 3 m3 stanowią dodatkowy przyrost. Nie ma żadnej wycinki, bo ta zdarza się wyłącznie wtedy, gdy grunt wyłączamy na stałe np. pod drogi. Do tego mamy nowe nasadzenia. Trzeba zachować ciągłość lasów, bo bez młodego lasu nie będzie też i starych drzew. Ważna jest równowaga, ponieważ każde zachwianie prowadzi do katastrofy. Lasy muszą pełnić funkcję przyrodniczą, społeczną i gospodarczą. Jeśli mamy równowagę, to las dobrze się ma i będzie nam służył przez pokolenia – tłumaczył.

Pełnomocnika rządu ds. leśnictwa i łowiectwa Edward Siarka zwrócił także uwagę na niedawne pożary lasów w Europie. Jego zdaniem to m.in. efekt braku prowadzenia odpowiedniej polityki leśnej. – Nie prowadzi się bieżącej pielęgnacji lasów i nie robi się dróg śródleśnych. W efekcie wszystko się pali. W Polsce wypracowaliśmy metodę, która jest krytykowana przez tzw. ekologów, a która chroni polskie lasy przed pożarami. Też mamy przecież wiele pożarów, ale nigdy nie przeradzają się one w ogromne pożary, co jest naszą wartością – oceniał.

Michał Woś zauważył za to, że polskie lasy są solą w oku dla UE, która próbuje je teraz zagarnąć. – Trzeba uświadamiać Polaków tak szeroko, jak to tylko możliwe. Lasy Państwowe to największa instytucja ochrony w Polsce. Widać zakusy eurokratów na to nasze bogactwo narodowe. UE chce przekształcić się w państwo i próbuje zagarniać kolejne kompetencje. Wszytsko po to, by przerzucać koszty swoich błędnych decyzji na poszczególne państwa. Tak samo jest w przypadku lasów. Nie możemy do tego dopuścić. Nikt lepiej, niż polski leśnik, będzie wiedział, jak zarządzać polskimi lasami. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, konkurencję, lobby i finanse – wskazywał.

UE chce więcej kompetencji

Niestety, w Unii Europejskiej powstał pomysł, by przejąć kolejne kompetencje. Tym razem w obszarze polityki leśnej. W styczniu Komisja Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności Parlamentu Europejskiego wydała pozytywną opinię ws. zmiany traktatów, która przeniosłaby leśnictwo z kompetencji krajowych do tzw. kompetencji dzielonych między UE a państwa członkowskie. Warto pamiętać, że na mocy dotychczasowych przepisów traktatów, UE nie prowadzi wspólnej polityki leśnej, a leśnictwo pozostaje w kompetencjach krajowych. Skąd więc ta zmiana? – To szerszy problem związany z UE. Od przynajmniej kilku-kilkunastu lat trwa proces, jak to określają w Brukseli, wzmacniania integracji. To jest ich odpowiedź na wszystkie problemy - wzmocniona integracja. Po co to robią? Doskonale wiedzą, że aby forsować lewackie pomysły i ideologie, potrzebny i im jeden moloch zamiast 27 państw narodowych, które mają swoje kompetencje. Niektórzy mówią, że to federacja europejska, ale nie będzie to żadna federacja, chyba, że na wzór rosyjski. Każdy wie, że rządzi Moskwa a nie np. Królewiec. Żeby to zrobić, są dwie ścieżki. Pierwszą są zmiany traktatowe, do których wymagana jest jednomyślność. Drugą zaś jest pełzające przepoczwarzanie się UE, czyli reinterpretacja traktatów np. za pomocą TSUE. Mamy tam upolitycznionych sędziów, którzy orzekają zgodnie z interesem UE. Tak się interpretuje traktaty, by rozszerzać kompetencje. Wszystko można przecież podciągnąć pod wartości europejskie – wskazywał wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.

W podobnym duchu wypowiadał się również Rafał Ziemkiewicz. Publicysta "Do Rzeczy" zwracał uwagę, jak Unia Europejska ewoluuje oraz, co może z tego wyniknąć. – Mało kto się spodziewał, że tak będzie. Pamiętam Władimira Bukowskiego, wybitnego rosyjskiego dysydenta, który ostrzegał przed UE. Według niego lewica europejska tak skroiła UE, by pasowała do Związku Sowieckiego (...) Ostatnie lata PRL-u i przypominają mi to, co dzieje się teraz w Unii Europejskiej. Wówczas zawsze mówiono, że rozwiązaniem jest "więcej socjalizmu". Teraz słyszymy "więcej integracji". Istota sprawy polega, że to próba budowy imperium bezzębnego. UE nie może wymusić posłuszeństwa, więc TSUE nie wymuszą niczego na Niemczech, ale już próbują np. na Polsce – mówił Ziemkiewicz. – Zawsze uważałem, że prywatne jest najlepsze. Do momentu, gdy zapoznałem się w Stanach Zjednoczonych z lasami. I jednak nie, lasy nie mogą być prywatne. Są one dobrem wspólnym. Mało tego, zarządzanie dobrem wspólnym okazało się lepsze. Kto rozsądny wymieni lepsze na gorsze? Co się stało z Puszczą Białowieską na skutek orzeczenia TSUE? Przestała istnieć. Chcemy tego? – dodawał.

Ziemkiewicz przyznał także, że jest sceptyczny, jeśli chodzi o dotychczasowy kształt UE. –Pytanie, czy UE ma bieg wsteczny? Czy ta konstrukcja, która częściowo została zaprojektowana, a trochę działa siłą rozpędu może się zatrzymać? Każda instytucja chce zagarniać kolejne kompetencje, bo taka jest ich logika. Do tego mamy szaleństwa ideologiczne i rozmaite grupy interesów. Uważam jednak, że UE nie jest w stanie się zreformować. Dopóki wszystko szło dobrze, to luki w systemie nie były groźne, bo wszyscy byli zadowoleni. Teraz mamy dekoniunkturę i zacznie ona uderzać. Na razie elity brukselskie mają wolną rękę do narzucania swojej woli, bo na Zachodzie trwa wiara w UE, ale do czasu – tłumaczył.

Edward Siarka zwrócił za to uwagę, w jak podstępny sposób UE próbuje wkraczać w kompetencje państw członkowskich. – W polityce, oprócz traktatów, mamy niestety rozporządzenia, który nam w ten model stopniowo wkraczają. Podam prosty przykład - mamy np. rozporządzenie dot. monitoringu. Kto by tego nie chciał? Jednak zamysł UE jest inny - chcemy monitoringu, ale nie będziecie mieli dostępu do danych. W jaki sposób mamy prowadzić politykę leśną bez danych? Przecież opieramy na nich nasze decyzje. Wiadomo, że w którymś miejscu ktoś w końcu popełniłby błąd. W innym dokumencie zmienia się np. definicję drzewostanu starego – punktował wiceminister klimatu i środowiska. – Próba wkraczania w te obszary tylko po to, by podporządkować je swoim decyzjom i uśrednić je, prowadzi do katastrofy. Tak się to kończy w Europie – dodawał.

Polacy mówią "nie"

16 marca politycy Solidarnej Polski i leśnicy zawiązali komitet obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „W obronie polskich lasów”. Projekt ma chronić „kompetencje Polski w zakresie leśnictwa i nie pozwoli na to, żeby te kompetencje były zawłaszczane przez UE”. Zbiórka podpisów zakończyła się ogromnym sukcesem – ponad 500 tys. podpisów zebrano w ciągu tygodnia. To rekord w III RP. – Działaliśmy szybko, bo chcieliśmy zdążyć w tej kadencji. To rzeczywiście była najszybciej przeprowadzona zbiórka podpisów w historii. Podpisy spływały do nas jednak także później. Zebraliśmy ponad 500 tys. podpisów w przedświątecznym tygodniu. Ta ustawa jest ciekawie napisana, bo konkluzja jest taka, że jeśli sprawdzi się ona przy lasach, to właściwie można ją zastosować także przy innych sprawach. Wprowadzamy w niej mechanizm, że wszystkie sprawy związane z leśnictwem, muszą mieć uprzednią zgodę parlamentu wyrażoną większością 2/3 głosów, a jeśli rząd jej nie uzyska, to uznaje się, że tej zgody nie ma, albo stanowisko jest negatywne. To sprawia, że żaden z rządów bez szerokiego konsensusu nie przedstawi szkodliwego stanowiska – mówił Michał Woś.

Wiceminister sprawiedliwości zaznaczył jednocześnie, że polscy politycy powinni być przygotowani na każdy rozwój wypadków. – Polska nie jest brzydką panną na wydaniu. To kawał dobrego rynku i biznesu dla Niemców, Francuzów, czy Holendrów. Suwerenna Polska rozpoczęła już wcześniej dyskusję o bilansie zysków i strat naszej obecności w UE. Zwrócę też uwagę na rozporządzenie dot. CO2, pieszczotliwie nazywane lucyferem, które określa, ile CO2 mają pochłonąć lasy danego państwa. Ostatnia nowelizacja pokazała, że francuskie, belgijskie lasy pochłoną mniej, hiszpańskie są na minusie, a nasze? Oczywiście w górę. To pokazuje, że ten mechanizm przerzucania kosztów jest stały – wskazywał. – Ten proces jest do zatrzymania przy świadomych obywatelach, ale i przy świadomym rządzie, który nie chce być podatny na to lobby. Tylko ten lucyfer powodowałby 22 mld kar, gdy przychód roczny Lasów Państwowych to 14,5 mld złotych. Potrzebne są mądre rządy, choć UE chce wyłącznie poklepywania po plecach. Musimy jednak oddolnie działać, by tłumaczyć to obywatelom oraz wzmacniać naszą współpracę międzynarodową – dodawał.

Edward Siarka podkreślił też znaczenie referendum ogólnokrajowego, które odbędzie się wraz z wyborami parlamentarnymi 15 października. – Mam nadzieję, że referendum okaże się wiążące. Jeśli tak będzie i da ono odpowiedź pozytywną na te zagrożenia, to może się okazać, że nie da się zbagatelizować tego głosu społecznego. Przecież cały czas instytucje unijne powołują się na potrzebę dialogu i transparentności. Przy okazji naszej ustawy, badania pokazały, że ponad 70 proc. społeczeństwa jest przeciwna działaniom UE. Mamy więc, pomimo dezinformacji i hejtu, świadomość społeczną, jak niebezpieczny to kierunek. Trzeba też pamiętać, że budżet UE to zaledwie 1,1 proc. PKB wszystkich państw. To nie są środki, które decydują w sposób strategiczny o naszym rozwoju. Dużo ważniejsze są działania legislacyjne, które blokują nasz rozwój, jak choćby ws. zrównoważonej gospodarki leśnej – wskazywał.

Uczestnicy debaty zorganizowanej przez tygodnik "Do Rzeczy" zgodzili się na koniec, że w relacjach z Unią Europejską najważniejszy powinien być polski interes narodowy, zaś lasy powinny pozostać w polskich rękach, bo tylko to gwarantuje ich odpowiedni rozwój.

Artykuł został opublikowany w 36/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także