Przełom w sprawie
Małżeństwo Jaroszewiczów zostało zamordowane w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku w ich willi w warszawskim Aninie. Były premier przed śmiercią był torturowany, a następnie zabójcy zacisnęli na szyi rzemienną pętlę. Z kolei jego żona, Alicja Solska-Jaroszewicz, zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości. W kwietniu 1994 roku zatrzymano czterech podejrzanych o dokonanie tej zbrodni. W 1998 r. ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił ich z braku dowodów. W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.
Jak poinformowało w środę RMF FM, z związku ze sprawą zatrzymano cztery osoby. Mają to być członkowie tzw. "gangu karateków".
Motyw polityczny?
– Być może wyjaśnienie tego pierwszego morderstwa pociągnie za sobą lawinę odkrywania tajemnic innych mordów, aż do tajemniczej śmierci wicepremiera Andrzeja Leppera. W ten sposób będziemy mogli lepiej zrozumieć, jak funkcjonował post-PRL zwany, dla lepszej kosmetyki, III RP (…) Może przy okazji powrotu sprawy zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów będziemy mogli więcej opowiedzieć, czym naprawdę był PRL – mówi Witold Gadowski.
Gadowski w "Komentarzu Tygodnia" przytacza swoją rozmowę z gen. Czesławem Kiszczakiem w tej sprawie. – Generał Kiszczak sugerował, że u podstaw, w tle zabójstwa Piotra Jaroszewicza, tkwiły względy polityczne i agenturalne. Jakie? Napawa dużą refleksją to, że nawet dziś, gdy chyba następuje przełom w tym śledztwie (...) nie wiem, czy poznamy zleceniodawców – twierdzi dziennikarz.
– Gdyby to był tylko "gang karateków" (...) to zrabowaliby kosztowności i cenne numizmaty, które znajdowały się w willi Piotra Jaroszewicza. To wszystko pozostało. Pozostał obraz Kossaka, pozostał rysunek Picassa – przypomina Witold Gadowski.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
