Anglicy – naród, który wytworzył współczesne rozumienie demokracji partyjnej – mają pewne bardzo trafne powiedzonko. Określenie, że "nikt w salonie nie dostrzega ogromnego białego słonia", oznacza sytuację, w której jakieś zjawisko teoretycznie powinno rzucać się wszystkim w oczy, ale z różnych powodów nikt nie chce go zauważać. To powiedzonko można w warunkach polskich, oczywiście z pewną przesadą, odnieść do fenomenu Brauna.
Rzecz jasna, nie w sensie niezauważania lidera Konfederacji Korony Polskiej (KKP), ale pewnego problemu z podejściem do niego po prawej stronie. Jedni uważają, że Braun jako jedyny dostrzega realne problemy, mówi o nich z brutalną szczerością i z tego powodu można pominąć milczeniem pewne cechy jego retoryki oraz działania, które w normalnych warunkach mogą szokować.
Inni z kolei uważają, że skoro Koronę poparła stosunkowo duża liczba wyborców prawicy, którzy wcześniej głosowali na inne partie, to nie należy ich zrażać zbyt pryncypialną krytyką niegdysiejszego reżysera filmowego z Wrocławia. A jeszcze inni – i to dotyczy głównie polityków PiS i Konfederacji Sławomira Mentzena – są zdania, że w przyszłości KKP z racji wyborczej arytmetyki będzie potencjalnym koalicjantem i już dziś niedyplomatyczne byłoby pryncypialne krytykowanie tej partii.
Czasami pewną rolę odgrywa też niechęć do wdawania się w spory ze zwolennikami Brauna, gdyż jego publicystyczny, a także ten masowy internetowy komentariat ma stosunkowo niski próg agresji i wszelka krytyka Brauna wywołuje dolegliwe ataki.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
