Katarzyna Kiwierska, do niedawna kierowniczka Dino w Sochaczewie, twierdzi, że wielokrotnie zgłaszała problem niskiej temperatury w pracy. Sprawą zainteresował się współprzewodniczący Razem Adrian Zandberg, który wszedł do sklepu z interwencją poselską. Niedługo później pracownica Dino została zwolniona.
– W wypowiedzeniu jest napisane, że "dopuściłam osoby postronne do strefy magazynowej", ale nie ma tam ani słowa o tym, kim te osoby były. Chodziło o interwencję posła Zandberga. Przyjechał w związku ze zgłoszoną przeze mnie sprawą temperatur w sklepie i w magazynie. Towarzyszyły mu osoby, które były świadkami tej interwencji – powiedziała kobieta w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Kiwerska została zwolniona dyscyplinarnie 13 marca, ze skutkiem natychmiastowym, bez okresu wypowiedzenia. W Dino przepracowała pięć lat, w tym cztery na stanowisku kierowniczym. Sprawę rozstrzygnie Sąd Pracy.
Sygnalistka zwolniona z pracy po interwencji poselskiej Zandberga
Jak opisuje "GW", podstawą zwolnienia kobiety był zapis z kamer. "Dino traktuje monitoring jako bat na pracowników. Firma kontroluje każdy ich ruch, a sekcja zajmująca się śledzeniem pracowników wysyła ostrzeżenia do kadry konkretnych sklepów. Zwraca uwagę na pozornie błahe sytuacje, jak niekompletny ubiór czy opieranie się kasjera ramieniem o blat. Wykorzystywanie w ten sposób monitoringu jest niezgodne z Kodeksem Pracy" – zaznacza gazeta.
Sprawą zajęło się Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk poinformowała, że zwróciła się do Głównego Inspektora Pracy o pilną kontrolę w sprawie możliwego naruszenia przepisów prawa pracy.
– Upominanie się o zdrowie i bezpieczeństwo współpracowników to postawa godna pochwały, nie odwetu – powiedziała minister w rozmowie z "Wyborczą".
Dino to biznes jednego z najbogatszych Polaków
Dziennik przypomina, że Dino należy do Tomasza Biernackiego, jednego z najbogatszych Polaków z majątkiem szacowanym na ok. 28 mld zł. Pod koniec 2025 r. sieć miała 3033 sklepy, głównie na wsi i w małych miejscowościach. Firma zatrudnia ok. 55 tys. osób.
Pod koniec lutego "GW" opublikowała reportaż o kulisach pracy w Dino. Pracownicy sieci opowiedzieli dziennikarzom m.in. o "fałszowaniu grafików, pracy ponad siły za głodowe pensje i nieprzejrzystym systemie premiowania".
Czytaj też:
Związkowcy spotkają się z zarządem Dino. Długa lista problemów
