Awantura na pokładzie samolotu. "Prezes na podwójnym gazie"

Awantura na pokładzie samolotu. "Prezes na podwójnym gazie"

Dodano: 
Samolot linii lotniczych LOT
Samolot linii lotniczych LOT Źródło: Flickr / Marcin / CC BY 2.0
Szef dużej organizacji biznesowej miał być prowodyrem awantury na pokładzie samolotu. Co więcej, miał ją wywołać będąc pod wpływem alkoholu.

Chodzi o lot z hiszpańskiej Malagi do Warszawy, który odbył się 11 marca. Jak opisuje Onet, już na lotnisku grupa około 10 osób zachowywała się niezwykle głośno. "Postronni pasażerowie tego samego lotu słyszą, jak uczestnicy wycieczki mówią między sobą, że prezes poszedł na kielicha" – czytamy. – Jeszcze przed wejściem na pokład był ewidentnie pod wpływem alkoholu – mówi jeden ze świadków. Wspomnianym prezes miał być Robert Składowski, szef Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców.

Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta już na pokładzie. – Prezes był niekwestionowanym liderem tej grupy. Jak tylko wszedł na pokład samolotu, stanął pomiędzy fotelami innych pasażerów i zakomunikował swoim ludziom: "Kiedy wylądujemy w Warszawie, idziemy jeszcze na rozchodniaka!". LOT sprzedaje na pokładzie różnego rodzaju napoje, więc szybko musiał wjechać dodatkowy alkohol, bo było bardzo głośno – opowiadają pasażerowie.

Na pokładzie było tylko gorzej

Polskie Linie Lotnicze LOT potwierdziły w e-mailu, że "11 marca br. w czasie rejsu LO440 z Malagi do Warszawy odnotowały zdarzenie na pokładzie". Zastrzegły jednak, że "nie udzielają szczegółowych informacji dotyczących przebiegu sytuacji, ani osób, których mogła ona dotyczyć". Tymczasem obecni na pokładzie informatorzy mówią, że "lot był bardzo intensywny", a "załoga miała co robić", ponieważ prezes "był bardzo głośny i żona nie była w stanie go uspokoić". Prezes "sprawiał wrażenie bycia pod wpływem alkoholu".

Pomimo napomnień, mężczyzna nie uspokoił się. Do akcji wkroczył sam kapitan, który miał zagrozić, że "po lądowaniu w Warszawie zostanie wezwana policja, albo wręcz dojdzie do międzylądowania w celu wysadzenia go z samolotu". To pomogło, ale tylko na chwilę.

W końcu ze swojego fotela podniósł się jeden z pasażerów, który miał dość. – Przez połowę lotu wytrzymałem, bo widziałem także, że obsługa samolotu próbowała go uciszać. Natomiast w pewnym momencie nie dałem już rady. Wstałem ze swojego siedzenia, odwróciłem się do niego i bardzo spokojnie zwróciłem mu uwagę, że to przeszkadza. On się zachował w bardzo miły sposób, a mianowicie przeprosił i usiadł. Nie minęło jednak pięć minut i się odpalił. Zaczął na mnie krzyczeć, że jak mi nie pasuje, to żebym poszedł do pierwszej klasy – opowiada. Inna pasażerka wspomina, że prezes miał grozić, że "dojedzie" pasażera, który go upomniał. "Między pasażerem a prezesem doszło do słownej sprzeczki, która spowodowała, że znowu pojawił się steward, który uspokajał prezesa Składowskiego. Krótko potem pasażer zobaczył prezesa, który stoi nad nim i robi mu zdjęcia. Odtrącił telefon, jednak był przekonany, że intruz zdążył go sfotografować. Znowu pojawił się steward, który zapytał pasażera, czy chce, aby na lotnisku czekała policja, żeby mógł złożyć zawiadomienie na zachowanie prezesa" – czytamy.

Po wylądowaniu samolotu prezes wraz z kompanami odeszli, w czym nie przeszkodziły im żadne służby.

Fałszywy donos jako zemsta?

"Tymczasem na pasażera, który próbował uspokoić Roberta Składowskiego, czekali funkcjonariusze Straży Granicznej i Krajowej Administracji Skarbowej. Zatrzymali go i zaczęli porównywać jego twarz z fotografią na telefonie jednego z funkcjonariuszy" – opisuje Onet.

Według portalu, zdjęcie trafiło do funkcjonariuszy Straży Granicznej drogą "nieformalną" i kanałami prywatnymi. Na lotnisku funkcjonariusze poinformowali pasażera, że zostanie przeszukany pod kątem niedozwolonych substancji. W trakcie dalszej rozmowy wyszło, że chodzi konkretnie o narkotyki. Dodatkowo sprawdzili jego bluzę pod kątem śladów materiałów wybuchowych. Przy mężczyźnie nie znaleziono żadnych niedozwolonych substancji, a sprawdzenie jego dokumentów wykazało, że nigdy wcześniej nie był karany.

Pasażer postanowił złożyć zawiadomienie na policji. – Nadużywanie alkoholu i wywoływanie sprzeczek zdarza się ludziom, ale to było świadome powiadomienie o popełnieniu przestępstwa, które się nie wydarzyło – mówi, nie kryjąc oburzenia.

St. asp. Dariusz Świderski z Wydziału Prewencji Komisariatu Policji Portu Lotniczego Warszawa Okęcie przekazał mediom, że "obecnie prowadzone są czynności sprawdzające, w toku których zostanie jak najdokładniej ustalony stan faktyczny", dodając, że "na etapie zakończenia czynności sprawdzających zebrany materiał zostanie oceniony pod kątem ewentualnego wyczerpania znamion przestępstwa określonego w art. 238 kk".

Poproszony o komentarz do sprawy, Robert Składowski nie odpowiedział.

Źródło: Onet.pl
Czytaj także