31-letni mężczyzna otworzył ogień podczas koalicji dla korespondentów Białego Domu. Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Służby ewakuowały parę prezydencką – Donalda Trumpa i Melanię Trump, a także wiceprezydenta J.D. Vance'a. Sprawca, zidentyfikowany jako Cole Tomas Allen z Torrance w Kalifornii, został aresztowany. W poniedziałek sąd ma formalnie postawić mu zarzuty.
Celem zamachowca miał być amerykański przywódca.
Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Tomasz Słomka, był pytany w Polsat News o polityczne konsekwencje tego zamachu. –Przecież to jest kilka zamachów w ostatnich latach, które dotyczą Trumpa. Niektórzy zastanawiają się, w sposób nieco spiskowy, czy (zamachy na Trumpa – red.) nie są kreowane, aby prezydent mógł wyraźnie jawić się jako ten, który jest ofiarą. Ale jednocześnie jest tym, który się kulom nie kłania i prowadzi społeczeństwo amerykańskie twardym, silnym przywództwem – powiedział. Politolog dodał, że "takie twarde przywództwo bardzo imponuje innym przywódcom".
Cole zostawił manifest. Trump: To nienawiść do chrześcijan
Podczas wywiadu w Fox News, prezydent Trump poinformował, że zamachowiec pozostawił manifest. – Kiedy czyta się jego manifest, to widać, że nienawidzi chrześcijan, to jedno jest pewne. Nienawidzi chrześcijan, to była nienawiść. I myślę, że jego siostra, albo brat donieśli o tym, skarżyli się nawet organom ścigania. Więc był, był człowiekiem obciążonym problemami – powiedział.
Przywódca USA dopytywany o motywację podejrzanego, powtórzył, że "miał wiele nienawiści w sercu" od długiego czasu. – To była sprawa religijna. Był mocno antychrześcijański – powiedział Trump.
Jedna z osób przesłuchanych przez śledczych po ataku, powiedziała, że Allen wygłaszał radykalne poglądy i stale mówił o planie zrobienia "czegoś", aby naprawić problemy współczesnego świata. Władze miały też znaleźć na kontach podejrzanego w mediach społecznościowych antytrumpowską i antychrześcijańską retorykę. Allen miał być członkiem grupy zwanej "The Wide Awakes", której nazwa odnosi się do abolicjonistycznej organizacji z XIX wieku popierającej Abrahama Lincolna. Miał też wziąć udział w proteście w ramach demonstracji "No Kings".
Czytaj też:
Klich o ataku w Waszyngtonie: Niestety w USA jest dostęp do broni
