W miejskim autobusie w Bielsku-Białej dorosły mężczyzna zwyzywał dziewczynkę, która pochodzi z Ukrainy. Do bulwersującego zdarzenia doszło w niedzielę, 12 lipca. Według relacji świadków, cytowanych przez lokalny serwis bielsko.info, agresor był trzeźwy i "schludnie ubrany".
Od poniedziałku w sieci zaczęły pojawiać się relacje, mające pokazać nowy kontekst zdarzenia. Autorzy wpisów powołują się na dziennikarzy z Bielska, którzy mieli dotrzeć do świadków wydarzeń. Jednym z najpopularniejszych wpisów stał się ten autorstwa Teresy K., który został już usunięty z Facebooka. Komentarz brzmiał: "Redaktorzy z Bielska dotarli do świadków. Te dziewuchy pluły na tego pana, wyzywały, jedna dawała propozycję jakiegoś remisu [pisownia oryginalna — red.], czy coś. Dlatego tak zareagował. Na początku zwrócił im uwagę, żeby zachowywały się ciszej, bez wulgaryzmów. Ludzie, czytajcie prasę z Bielska".
Szef MZK: Dziewczyny nie zakłócały spokoju
Prezes MZK w Bielsku-Białej w rozmowie z Onetem relacjonuje nagranie z kamer w autobusie linii nr 8. – Jedna z pokrzywdzonych miała wyłożone nogi na poprzedzającym siedzeniu, które w tym typie autobusu znajduje się niżej. Nie było to jednak w żaden sposób związane z dewastacją pojazdu; jej obuwie nie zagrażało standardom higieny. To było po prostu zwykłe zachowanie nastolatek. Siedziały za sobą, były zajęte telefonami. Nie zakłócały porządku w pojeździe. Jedyną niestandardową sytuacją były te wyciągnięte nogi, ale nie w sposób, który zagrażałby zabrudzeniem autobusu – przekazał Hubert Maślanka.
– Po dłuższej chwili nasz pracownik podszedł do nich i zwrócił im uwagę. To poskutkowało natychmiastowym zdjęciem nóg z siedzenia. Absolutnie nie potwierdzam rewelacji krążących w sieci, jakoby doszło tam do jakichś pyskówek czy rzekomego plucia. Po zwróceniu uwagi ten pan przeszedł do środkowej części autobusu. Przez dłuższy czas widzimy na nagraniu, że się nie odzywa – dodaje. Maślanka mówi dalej: – W pewnym momencie, zupełnie znienacka, mężczyzna zaczyna wyzywać nastolatki. Potem następuje sekwencja zdarzeń, którą wszyscy już znają z sieci. Jako spółka oceniamy tę sytuację jednoznacznie: zachowanie tego pana było absolutnie nieuzasadnione i nieproporcjonalne do sytuacji. Nawet gdyby chodziło o brak wychowania młodzieży, sprawa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Wątki ksenofobiczne, które się tam pojawiły, były po prostu nieracjonalne. W szczególności, że między jednym zdarzeniem a drugim następuje około minuty absolutnej ciszy — braku jakiejkolwiek reakcji czy kontaktu między tymi osobami.
Wiadomo, że zapis z monitoringu nie zawiera nagrań dźwiękowych. Całość jest analizowana przez policję i prokuraturę.
Czytaj też:
Stanowski nie wytrzymał. "To pani jest odpowiedzialna" Czytaj też:
"Państwo reaguje stanowczo". Żurek: Sianie mowy nienawiści zbiera żniwo
