Serial "Wojna zastępcza" emitowany był w TVP1, w niedziele o godz. 20.25 od 8 marca. Ostatni odcinek serii widzowie zobaczyli 24 maja. Produkcja od początku wywoływała duże kontrowersje. Ze strony ekspertów wprost padały zarzuty o prorosyjskość. W kwietniu, na łamach "Rzeczpospolitej", ppłk. Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu, wskazywał na liczne błędy merytoryczne i nieścisłości faktograficzne, które – jego zdaniem – nadają produkcji charakter dezinformacyjny i prorosyjski. Uznał również, że serial TVP szkodzi bezpieczeństwu państwa i powinien zostać zdjęty z anteny.
Telewizja Polska odrzucała te zarzuty, podkreślając, że to opowieść dramatyczna, w której elementy fikcji i zabiegi artystyczne służą budowaniu napięcia, a nie wiernemu odwzorowaniu realnych procedur operacyjnych. Jak zaznaczono, serial nie ma charakteru edukacyjnego i nie powinien być traktowany jako opis rzeczywistego funkcjonowania państwa.
Pozew na 3 mln zł. "Serial jest obraźliwy"
W połowie czerwca sprawą serialu zajęła się w środę Rada Programowa TVP. Jak poinformowała wówczas Wirtualnemedia.pl przewodnicząca Barbara Bilińska, do TVP miał trafić pozew Marcina Furmanka, byłego szefa Obrony Cywilnej Kraju, który zarzuca produkcji plagiat swojej "Operacji Bosfor" i domaga się 3 mln zł odszkodowania.
– Jeśli telewizja wykaże się rozsądkiem i podejmie formę dialogu, to nie złożę pozwu. Natomiast w innym przypadku złożenie go jest pewne. To nie jest tak, że wymyśliłem sobie historię i z braku innego zajęcia postanowiłem zaangażować Telewizję Polską. Będziemy się oczywiście za pomocą mojego pełnomocnika kontaktowali również z radą programową telewizji, która zaleciła kierownictwu TVP pogłębiony audyt tego przedsięwzięcia, którym była "Wojna zastępcza" – tłumaczy teraz w rozmowie z Wirtualnymi Mediami.
– Nie chcę się wdawać w dywagacje na temat tego, jakiego poziomu jest to produkcja. Mogę tylko powiedzieć, że dla mnie, jako autora "Operacji Bosfor", serial jest nieco obraźliwy, jeżeli chodzi o poziom narracji. Bije od niego infantylizm, ale lepsi eksperci ode mnie wypowiadali się już, m.in. pani Ilona Łepkowska – podkreślił Furmanek.
Co na to TVP?
Wirtualne Media skontaktowały się też w tej sprawie z TVP. "Potwierdzamy, że do Biura Prawnego TVP wpłynęło wezwanie do natychmiastowego zaniechania naruszeń osobistych praw autorskich Mariusza Furmanka. (...) Do sprawy odniesiemy się w odpowiednim czasie. Na ten moment nie komentujemy" – poinformowano w odpowiedzi.
Szersze stanowisko stacji ujawnił Mariusz Furmanek, który miał już otrzymać odpowiedź na wezwanie. – Telewizja Polska stoi na stanowisku, że serial powstał na bazie scenariusza, który miał jakoby powstać na bazie doświadczeń historycznych Rzeczypospolitej Polskiej. Nie do końca tak jest. Nie chciałbym w tej chwili ujawniać szczegółów – one są przedmiotem dywagacji o charakterze prawnym. Ale mamy potężne argumenty, zupełnie niezaprzeczalne, które stoją w opozycji do tego rodzaju stanowiska. Przyznał jednocześnie, że TVP podchodzi do sprawy poważnie i weryfikuje informacje.
– Nie zakładam, że Telewizja Polska wykazuje się złą wolą. Zakładam, że jest po prostu niedoinformowana albo wprowadzona w błąd przez autorów scenariusza – twierdzi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.
Czytaj też:
Tak TVP Info pokazało konferencję prezesa PiS. "Wszyscy się na to składamy" Czytaj też:
"Cud się stał!". Znana aktorka nie wytrzymała
