Dariusz Korneluk, prokurator krajowy, był pytany w TVN24 o ewentualne zarzuty dla Dawida Kacprzyka.
Dawid Kacprzyk usłyszy zarzuty?
– Jesteśmy na końcowym etapie. Prokuratura Okręgowa w Warszawie jest na końcowym etapie analizy zgromadzonego materiału dowodowego pod kątem sformułowania zarzutów dla osób w tym śledztwie – powiedział.
Prokurator przekazał, że ma informację, iż "rzeczywiście materiał dowodowy w tej sprawie został zgromadzony, jest poddawany analizie pod kątem wypracowania do jakich przestępstw doszło".
– Nie mogę tak powiedzieć (że Dawid Kacprzyk będzie miał postawione zarzuty – red.) do momentu, aż prokurator nie wyda takiego postanowienia – dodał Dariusz Korneluk.
Lekarz-milioner z Koalicji Obywatelskiej
Dawid Kacprzyk w trakcie specjalizacji lekarskiej zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Był radnym KO warszawskiej dzielnicy Ursus. Na prowadzonym przez niego oddziale w Szpitalu Południowym w Warszawie politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki. W szpitalu miał istnieć "salonik VIP" dla polityków KO. Dawid Kacprzyk to były już koordynator SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie i były radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus. Ze szpitala został zwolniony po wybuchu afery. Także wtedy odszedł z KO i zrzekł się mandatu radnego.
Prokuratura wszczęła dwa śledztwa w sprawie Warszawskiego Szpitala Południowego. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Szokujące wyniki audytu w Warszawskim Szpitalu Południowym
W Warszawskim Szpitalu Południowym przeprowadzono audyt. 5 sierpnia prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przekazał, że audyt pokazał dyżury po 48, 60, 72 godzin bez przerwy. Rekord w Szpitalu Południowym został odnotowany na 110 godzin, czyli prawie pięć dób.
– Po pierwsze: funkcja koordynatora SOR, kluczowa dla ustaleń audytu, ta funkcja po prostu nie istniała, takiego stanowiska nie było w regulaminie organizacyjnym szpitala. Szpital przez półtora roku płacił za funkcję, której formalnie nie było w strukturze – mówił.
Jako drugą sprawę wymienił stawkę, która – jak powiedział – szybko rosła.
– Z 230 zł za godz. do 300 zł, później 330 zł, więcej niż zarabiali doświadczeni specjaliści, a mówimy o młodym lekarzu, który był na drugim roku specjalizacji – wyjaśnił, dodając, że w dokumentach nie wskazano uzasadnień do tych podwyżek.
Trzecia kwestia, którą wymienił Rafał Trzaskowski to fakt, że "szpital miał z tym lekarzem ważną umowę, a mimo tego rozpisał konkurs i dał lekarzowi kolejną umowę z wyższą stawką".
– Rzecz czwarta – ten sam człowiek miał jeszcze jedną umowę na 10 tys. zł miesięcznie, na czynności, które częściowo pokrywały się z jego dyżurami – powiedział. Dodał, że nie wskazano rozdzielenia obowiązków wykonanych w ramach konkretnej umowy, dlatego "jest realne ryzyko, że za to samo płacono dwa razy".
Piąta sprawa, którą wykazał audyt, to – jak mówił prezydent Warszawy – "koordynator SOR miał dostęp do szpitalnych kamer, a szpital nie prowadził żadnych rejestrów kto miał dostęp i kto z niego korzystał".
– W końcu rzecz szósta: szpital miał elektroniczny system wejść i wyjść, karty monitorujące każde przekroczenie progu i w ogóle z niego nie korzystał przy rozliczaniu lekarzy. Płacono na podstawie grafików i oświadczeń lekarzy, czyli na słowo – podkreślił.
Czytaj też:
Afera Kacprzyka. Ujawniono nowe powiązania z politykami KO Czytaj też:
Kacprzyk przyłapany. Porsche za pół miliona i przekroczenie prędkości
