Szokujące działanie Rzecznik Praw Dziecka. Jeszcze dziś zawiadomienie do prokuratury

Szokujące działanie Rzecznik Praw Dziecka. Jeszcze dziś zawiadomienie do prokuratury

Dodano: 
Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak
Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak Źródło: PAP / Radek Pietruszka
RPD Monika Horna-Cieślak powinna jeszcze dziś stracić stanowisko i powinna się nią zająć prokuratura - piszą politycy i dziennikarze po ujawnieniu skandalu.

W środę na portalu Zero.pl ukazał się tekst Bartosza Michalskiego zatytułowany "Zwyzywała rzeczniczkę praw dziecka. Chwilę później odebrano jej dzieci". Publikacja dotyczy szokującego działania rzecznik praw dziecka Moniki Horny-Cieślak. Dziennikarze i politycy komentują na X, że jeśli to, co napisał autor jest prawdą, Horna-Cieślak powinna jeszcze dziś stracić stanowisko i powinna się nią zająć prokuratura. Paweł Jabłoński z Rozwoju Plus zapowiedział już stosowne kroki prawne.

"Krzyknięcie na dziecko, które wbiega na ulicę i dwa zamknięte piwa w mieszkaniu – tyle wystarczy do odebrania dzieci i umieszczenia ich w domu dziecka? Tak, pod warunkiem że za tobą spaceruje akurat Rzecznik Praw Dziecka. Ujawniamy, jak dwoje dzieci trafiło do placówki, mimo że wcześniej ani policja, ani sąd, ani kurator nie widzieli podstaw do ich odebrania" – czytamy w leadzie artykułu.

Szokujące działania RDP Moniki Horny-Cieślak

Jak pisze portal Zero.pl, rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak była świadkiem ulicznego incydentu, podczas którego matka szarpnęła dziecko i krzyczała na nie, a następnie została przez kobietę obrażona.

"W piątek, 14 sierpnia 2026 r. rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak spaceruje chodnikiem na warszawskiej Białołęce. Widzi kobietę, która szarpie swoje dziecko i na nie krzyczy. Rzeczniczka zwraca jej uwagę. Kobieta odpowiada używając wulgarnych słów" – czytamy.

Horna-Cieślak podjęła szereg czynności, które doprowadziły do przymusowego odebrania dzieci rodzicom. Najpierw zawiadomiła policję, ta sprawdziła rodzinę, ale oczywiście nie było podstaw do interwencji.

Wydzwaniali do biura sędziego

"Jeszcze tego samego dnia do sędziego, który ma wydać orzeczenie, dzwoni pracownik biura Rzecznika Praw Dziecka. Stara się go przekonać o konieczności odebrania małoletnich rodzicom. Jest to o tyle nietypowe, że strona zaangażowana w postępowanie nie powinna dzwonić bezpośrednio do sędziego i «wpływać», aby wydał konkretne orzeczenie" – czytamy.

Biuro RPD naciskało dalej. "Kolejny telefon do sądu z ponowną próbą przekonania sędziego o konieczności wydania orzeczenia o odebraniu dzieci. Tutaj również nie przynosi on jednak skutku. Sąd informuje, że wciąż nie ma podstaw do zastosowania takiego rozwiązania".

RPD na spotkaniu policji

"Monika Horna-Cieślak nie daje za wygraną. Mimo że jest dzień wolny od pracy, bierze udział w spotkaniu na posterunku policji. Oprócz samej rzeczniczki praw dziecka ma w niej uczestniczyć również Krzysztof Ogroński, komendant stołeczny policji i policjantka. To wtedy właśnie zapada decyzja, o którą Monika Horna-Cieślak zabiegała od piątku, od momentu kłótni na ulicy. Funkcjonariuszka policji wydaje wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dwójki dzieci (są one w wieku trzech i czterech lat). W krótkim czasie nie udało się rodzicom zabezpieczyć opieki nad dziećmi, z którymi w świetle decyzji policji nie mogli przebywać. Konieczne było więc umieszczenie małoletnich w masowej placówce opiekuńczo-wychowawczej. Mówiąc prościej – w domu dziecka" – informuje Zero.pl, opisując więcej kulis sprawy.

Odebrali rodzicom dzieci

Dzieci zostały zatem odebrane, mimo że policja i kurator sądowy, ani sąd nie widzieli podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci i umieszczenia ich w pieczy zastępczej.

Dzieci trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej, czyli do tzw. domu dziecka po decyzji policjantki podjętej podczas nadzwyczajnego spotkania z udziałem RPD i Komendanta Stołecznego Policji.

Sąd ratuje sytuację

Ostatecznie sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. W uzasadnieniu, do którego dotarło Zero.pl, wskazał, że działania wobec rodziny "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej" i były "rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia".

Sąd miał zastrzeżenia do osobistego zaangażowania RPD, wskazując na możliwość wykorzystania autorytetu urzędu do forsowania tezy o konieczności odebrania dzieci.

Jednym z argumentów w sprawie były dwie butelki piwa znalezione w mieszkaniu, co sąd określił jako "całkowicie chybione i wręcz absurdalne".

Zawiadomienie do prokuratury

Politycy Rozwoju Plus już zapowiedzieli działania w tej sprawie. "Wygląda to co najmniej na przekroczenie uprawnień na szkodę interesu prywatnego – przestępstwo z artykułu 231 KK" – napisał Paweł Jabłoński. Zapowiedział też zawiadomienie do prokuratury.

Czytaj też:
Stanowski wściekły na RPD. "Czy jest osobą niezrównoważoną?"
Czytaj też:
Kolejny blamaż Horny-Cieślak. Starosta odwołał festyn po aferze z "lodami za pasek"

Źródło: Zero.pl
Czytaj także