Pełnomocnik rządu do spraw równości przypomniała o obowiązku reagowania na przemoc wobec dzieci. Poinformowała również, że wystąpiła do służb o pilne przekazanie informacji na temat aktualnej sytuacji rodziny.
Kotula o obowiązku reagowania na przemoc
– Każde zgłoszenie dotyczące przemocy wobec dziecka powinno być potraktowane poważnie. Osoba, która jest świadkiem przemocy wobec dziecka ma nie tylko prawo, lecz także ustawowy obowiązek zareagować i zgłosić sprawę odpowiednim organom – napisała Katarzyna Kotula na platformie X.
Pełnomocnik rządu do spraw równości odniosła się w ten sposób do doniesień Kanału Zero dotyczących interwencji Moniki Horny-Cieślak. Przypomniała również, że ostatecznej oceny podjętych działań dokonuje sąd. – Działania instytucji muszą być proporcjonalne, oparte na pełnym materiale dowodowym i adekwatne do konkretnej sytuacji rodziny – zaznaczyła.
Kotula wystąpiła do służb. Chce informacji o rodzinie
Kotula poinformowała także, że zwróciła się do właściwych instytucji i służb o pilne przekazanie informacji dotyczących rodziny. – W reakcji na doniesienia medialne dotyczące sprawy opisanej przez Kanał Zero, zwróciłam się do właściwych, podległych instytucji i służb z prośbą o pilne przekazanie informacji na temat aktualnej sytuacji rodziny, oraz działań podejmowanych wobec niej przez poszczególne służby – przekazała.
Zapowiedziała również ustalenie, jakie informacje posiadały Biuro RPD i pozostałe instytucje, kto podejmował poszczególne decyzje oraz na jakiej podstawie. – Celem wystąpienia jest rzetelne wyjaśnienie okoliczności sprawy, ustalenie przebiegu dotychczasowych działań instytucji oraz zweryfikowanie czy interes i dobro dzieci były właściwie zabezpieczone – napisała.
Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci
Sprawę opisał portal Zero.pl. 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce Monika Horna-Cieślak miała zobaczyć kobietę szarpiącą dziecko i krzyczącą na nie. Kiedy zwróciła jej uwagę, matka odpowiedziała wulgaryzmami. Rzecznik zawiadomiła policję. Według ustaleń portalu funkcjonariusze i kurator sądowy początkowo nie dostrzegli podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Mimo to po kolejnych działaniach instytucji trzylatek i czterolatek trafili do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Sąd nakazał ich natychmiastowy powrót do rodziców. Jak podał Zero.pl, w uzasadnieniu wskazał, że działania wobec rodziny "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej" i były "rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia".
Monika Horna-Cieślak oświadczyła z kolei, że była świadkiem przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci. Poinformowała również, że jej biuro dysponuje dokumentacją dotyczącą wcześniejszych przypadków przemocy, w tym Niebieskimi Kartami i informacjami od sąsiadów.
Czytaj też:
"Dlatego robili to Polakom Rosjanie, Niemcy czy upowcy". Jaki grzmi po aferze Horny-Cieślak
