Polityk skomentował w ten sposób sprawę odebrania dwojga dzieci rodzinie po interwencji Rzecznik Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak. Zarzucił jej działanie z zemsty za uliczną sprzeczkę z matką dzieci.
Jaki: Tylko w Polsce Tuska albo komunistycznych Chinach
Patryk Jaki odniósł się do sprawy opisanej przez portal Zero.pl, dotyczącej interwencji Rzecznik Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak. Według przedstawionej przez polityka wersji wydarzeń matka nakrzyczała na dziecko, które wbiegło na ulicę. Obecna na miejscu rzecznik zwróciła jej uwagę, aby nie krzyczała na dzieci. Kobieta odpowiedziała jej w obraźliwy sposób, mówiąc, żeby się nie wtrącała.
Polityk podkreślił, że reakcja matki na niebezpieczne zachowanie dziecka była dla niego zrozumiała. – Ja też tak robię. Każdy odpowiedzialny rodzic by tak zrobił – powiedział. Dodał, że podobnie zareagowałby na uwagę urzędniczki, która wtrącałaby się w takiej sytuacji. Zarzucił Hornie-Cieślak, że po sprzeczce doprowadziła do odebrania kobiecie dzieci, kierując się chęcią odwetu. – I co? Urzędniczka Tuska w zemście złożyła wniosek o zabranie jej dzieci. Wyobrażacie sobie? – mówił.
"Właśnie dlatego robili to Polakom Rosjanie, Niemcy czy upowcy"
– Nie ma dla rodzica większego cierpienia niż odebranie własnych małych dzieci. Właśnie dlatego robili to Polakom Rosjanie, Niemcy czy upowcy – stwierdził w dalszej części nagrania Jaki. Polityk podkreślił, że demokratyczne państwo powinno chronić dzieci i rodzinę, a nie podejmować działania przeciwko nim. Następnie nawiązał do okresu pierwszych rządów Donalda Tuska, kiedy – jak powiedział – hańbą stało się odbieranie dzieci rodzicom z powodu biedy.
Jaki zarzucił obecnej władzy, że zamiast zajmować się problemami państwa, przedstawiciele obecnej władzy mieli poświęcać czas działaniom przeciwko rodzinie, której matka obraziła rzeczniczkę. – Ludzie Tuska miesiącami byli skoncentrowani na tym, aby zabrać matce dzieci, bo ta obraziła ich ważną urzędniczkę na ulicy, jaśnie panią – powiedział na zakończenie.
Sąd nakazał powrót dzieci
Jak wynika z informacji przedstawionych przez portal Zero.pl, sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. W uzasadnieniu, do którego dotarło Zero.pl, wskazał, że działania wobec rodziny „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” i były "rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia". Zastrzeżenia sądu dotyczyły także osobistego zaangażowania rzeczniczki.
Horna-Cieślak odpiera zarzuty. Twierdzi, że była świadkiem przemocy fizycznej i psychicznej wobec dzieci, a matka wyzywała jedno z nich wulgarnymi słowami. Według rzecznik jej biuro dysponuje również dokumentacją dotyczącą wcześniejszych przypadków przemocy, w tym Niebieskimi Kartami i informacjami od sąsiadów.
