Nocna prohibicja coraz bliżej. Nie będzie zakazu sprzedaży "małpek"?

Nocna prohibicja coraz bliżej. Nie będzie zakazu sprzedaży "małpek"?

Dodano: 
Budynek Sejmu, zdjęcie ilustracyjne
Budynek Sejmu, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Leszek Szymański
Sejmowa Komisja Zdrowia poparła pięć poprawek do projektu, który zmienia zasady sprzedaży i reklamy alkoholu w Polsce. Nowelizacja zakłada m.in. nocną prohibicję od godz. 22 do 6, całkowity zakaz reklamy i promocji alkoholu, a także nowe ostrzeżenia zdrowotne na opakowaniach. Najprawdopodobniej nie będzie jednak zakazu sprzedaży "małpek". Dlaczego?

Wczoraj wieczorem sejmowa Komisja Zdrowia rozpatrywała projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Podczas drugiego czytania posłowie zgłosili 37 poprawek oraz wniosek o odrzucenie projektu w całości. Komisja poparła pięć poprawek i rekomenduje ich przyjęcie przez Sejm. Dwie z nich dotyczą przepisów przejściowych, zaś trzy są o charakterze legislacyjnym i porządkującym. Teraz stanowisko w sprawie poprawek zajmie Sejm. Chociaż miało się to stać dzisiaj, to nieoczekiwanie głosowanie spadło z porządku obrad.

– Chciałam przede wszystkim podziękować za tę pracę, którą wykonaliśmy wszyscy. Mieliśmy sześć długich posiedzeń podkomisji. Pojawiło się na nich wiele uwag, które zamieniliśmy w poprawki. Gdyby nie to, że wymagają bardzo długiego procesu legislacyjnego, to bardzo chętnie byśmy je dołączyli do tego projektu – mówiła Joanna Wicha z Lewicy, która jest wnioskodawcą projektu.

Co z zakazem "małpek"?

Koncepcja pełnego wycofania z rynku tzw. małpek, oficjalnie pojawiła się podczas prac sejmowej Komisji Zdrowia nad zmianami w ustawie o wychowaniu w trzeźwości. Co ciekawe, parlamentarzyści w tej sprawie byli dość zgodni. Poseł PiS Patryk Wicher argumentował, że małe butle z alkoholem stanowią jeden z istotnych problemów związanych z alkoholizmem w Polsce. – Codziennie w kraju jest sprzedawane 3 mln "małpek". Chcemy złożyć poprawkę, która wyeliminuje z rynku w ogóle istnienie "małpek" – tłumaczył.

Za zakazem "małpek" opowiedziała się także Marcelina Zawisza z Razem. – Druga rzecz, która jest kluczowa to rezygnacja z małpek. Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, kiedy widzimy, ile tych małpek leży na ziemi. Z danych wynika, że małpki są zmorą społeczeństwa. Sprzedawcy mówią wprost, że rano ludzie ustawiają się, by kupić małpki. Musimy zrezygnować ze sprzedaży małpek – mówiła.

Poprawkę ws. zakazu sprzedaży "małpek" zapowiedział też we wtorek w Sejmie Norbert Pietrykowski z klubu Centrum. – Ta ustawa uderza przede wszystkim w producentów niskoprocentowych alkoholi. To jest też branża i gospodarka. Jeśli chodzi o decyzję, to podejmiemy ją w głosowaniu, ale mamy poprawkę, której celem jest zakaz sprzedaży detalicznej alkoholu powyżej 18 proc. w opakowaniach nie przekraczających 300 mililitrów, czyli tzw. małpek – mówił.

Za zakazem optują także m.in. Jerzy Polaczek z PiS, czy Marta Golbik z KO. Poseł KO Anna Sobolak mówiła natomiast o pracach nad rozwiązaniem ponadpartyjnym. Lekarze i eksperci podkreślają, że niewielki rozmiar buteleczek ułatwia szybkie i dyskretne spożywanie alkoholu. Kolejny kłopot stanowi zaśmiecanie nimi przestrzeni publicznej.

Co z "małpkami"? Nowy projekt mrzonką

Inicjatorzy projektu jeszcze przed posiedzeniem komisji wyjaśniali, że choć część poprawek oceniają pozytywnie (w tym np. zakaz sprzedaży "małpek"), to będą rekomendowali ich odrzucenie, dlatego że – ich zdaniem – wymagałyby one notyfikacji w Komisji Europejskiej, co niepotrzebnie wydłużyłoby wdrożenie nowych przepisów. Tak też zagłosowały np. Joanna Wicha z Lewicy i Wioletta Tomczak z Koalicji Obywatelskiej, które teoretycznie deklarują poparcie dla zakazu sprzedaży "małpek".

W związku z tym, jeszcze przed rozpoczęciem obrad posłowie PiS wycofali swoją poprawkę. – Projekt ustawy ma wiele mankamentów i niedomówień, na które zwracaliśmy uwag ę, ale przyjęliśmy, że skoro projekt przeszedł procedurę notyfikacji i jest właściwie gotowy, to nie będziemy go blokować. W związku z tym, uznaliśmy, że wycofamy poprawkę ws. zakazu sprzedaży małpek, ale nie wycofujemy się z tego zakazu, dlatego przygotujemy własny projekt ustawy, by głosować go razem z projektem komisyjnym. Ważny jest czas, ponieważ nie ma co zwlekać. Bardzo liczymy na to, aby nie było z tym jak ze 100 konkretami premiera Donalda Tuska. Apelujemy, aby rozpocząć prace nad projektem już na kolejnym posiedzeniu Sejmu, aby jak najszybciej mógł wpłynąć do legislacji, abyśmy jakimś cudem zdążyli do końca kadencji uchwalić tę część ustawy – argumentował Patryk Wicher, zakładając dobrą wolę koalicji rządzącej.

Poseł Lewicy Joanna Wicha zapewniła na komisji, że proponowany zakaz sprzedaży małpek znajdzie się w kolejnej inicjatywie legislacyjnej poświęconej tematyce antyalkoholowej, roboczo określanej jako „projekt 2.0”. – Niestety, jest tak, że prawo unijne nie działa na pstryknięcie. Pojawiły się poprawki, które dotyczą również rynku unijnego. Chcemy, żeby te wszystkie poprawki znalazły się w nowym projekcie tzw. 2.0. Obiecałam na sali plenarnej, że będą ten projekt prowadziła. Nie jest tak, że uciekamy od tych poprawek, bo są niewygodne. Jest na nie zgoda i zgodziliśmy się na nie ponad podziałami. Mamy jednak prawo unijne i musimy się do niego stosować. Chciałam też podziękować PiS, którzy zgłosili poprawkę dot. zakazu małpek. Będziemy ją procedować w kolejnym projekcie, który będzie komisyjny, a więc ponadpartyjny i będziemy nad wszystkim wspólnie pracować – mówiła.

W podobnym duchu wypowiadała się poseł Wioletta Tomczak z KO. – Nie wprowadzajmy poprawek, które wiemy, że z dużym prawdopodobieństwem oznaczałoby to, że nie zrobilibyśmy żadnego kroku w tej kadencji. Chodzi o ratowanie zdrowia obywateli – mówiła.

Problem w tym, że chociaż politycy postulują wprowadzenie zakazu sprzedaży "małpek", to w sprawie nic się nie dzieje. Ministerstwo Zdrowia od wielu miesięcy zapowiadało projekt w tej sprawie, ale do dzisiaj go nie ma. Warto zauważyć, że nowy projekt również będzie musiał przejść całą procedurę legislacyjną od początku. Nad obecnymi zmianami w ustawie o wychowaniu w trzeźwości pracowano rok, a proces wciąż nie jest zakończony, więc tym bardziej szanse, że nowy projekt, którego jeszcze nie ma, miałby być przeprocedowany do końca kadencji wydają się zerowe. Zwłaszcza, że do tego należy jeszcze dodać notyfikację unijną, o czym mówili wczoraj posłowie podczas posiedzenia Komisji Zdrowia.

Warto również zauważyć, że Joanna Wicha i Wioletta Tomczak twierdzą, że poprawka z "małpkami" może spowodować, iż tej ustawy nie będzie w tej kadencji, a jednocześnie mówią, że zdążą uchwalić nowy projekt. Brzmi to jednak nierealnie, a w dodatku jest wykorzystywane jako argument w dyskusji. Wydaje się więc, że to de facto próba utrącenia zakazu sprzedaży "małpek". Trudno nie odnieść także wrażenia, że obie posłanki kluczą w sprawie "małpek" i pomimo ogromnej zgodności wśród posłów, próbują rozmyć temat, obiecując nowy projekt w bliżej nieokreślonej przyszłości, co na pewno nie daje szans na wejście zakazu w życie. Tymczasem nie ma powodu, dla którego nie można przyjąć przepisu o zakazie "małpek" i go notyfikować. Zwłaszcza, że w parlamencie panuje w tej sprawie – przynajmniej teoretycznie – polityczny konsensus.

Jak walczyć z alkoholizmem? Uderzając w "zerówki"

Warto również zwrócić uwagę jeszcze na inny aspekt projektu ustawy. Chociaż wnioskodawcy nie chcą włączyć zapisów zakazujących sprzedaży "małpek", które przyczyniają się do zwiększenia uzależnienia od alkoholu, to jednocześnie projekt ustawy jest pełen przepisów wymierzonych w tzw. piwa zero, a więc bezalkoholowe. W projekcie ustawy słowo "bezalkoholowe" i jego odmiany pojawiają się 36 razy, "piwo" 26 razy, a "wódka" jeden raz, co wywołuje kontrowersje i stawia pytania o rzeczywisty cel projektodawców.

Podczas dyskusji w Sejmie posłowie wprost wskazywali, że projekt uderza w branżę piwowarską i piwa bezalkoholowe, ale za to całkowicie pomija kwestię tzw. małpek, czyli mocnych alkoholi w małych opakowaniach, które są silnie uzależniające. W efekcie, jak mówili, byłby to ogromny paradoks, gdyby w ustawie antyalkoholowej uderzono w piwa bezalkoholowe, po które sięgają Polacy, a oszczędzono mocne alkohole w postaci "małpek".

W przyjętym przez podkomisję projekcie znalazły się pomysły tak radykalne, że wprowadzając je Polska nie tylko trafiłaby do grupy krajów z najbardziej antyalkoholową polityką, ale dodatkowo rozpoczęlibyśmy krucjatę walki z piwem na skalę nieznaną na innych rynkach. Lekarze i terapeuci od lat wskazują, że głównym problemem w Polsce są mocne alkohole, których symbolem stały się "małpki", a więc małe butelki wysokoprocentowego trunku dostępne w każdym sklepie i kupowane od rana. Tymczasem projekty skupiły się na walce z piwem bezalkoholowym. Mało tego, Lewica wprost chciała zrównać w zakazach piwo bezalkoholowe z alkoholem, także mocnym.

Janusz Cieszyński z klubu Rozwój Plus wskazywał podczas II czytania, że "zarzuty dot. jednostronności regulacji mogą być wytrącone tylko w jeden sposób, a więc poprzez przygotowanie ustawy, która uderzy także w drugą stronę, a więc w małpki". – To bardzo ważne ze względu transparentności – mówił. Tak się jednak nie stanie.

Dużo mocniej w sprawie projektu ustawy wypowiedział się Janusz Kowalski, poseł niezrzeszony, który zarzucił autorom projektu działanie w interesie lobby spirytusowego. – Do tej pory istniał konsensus pomiędzy branżami, ale te dwa projekty Polski 2050 i Lewicy szły po linii narracji lobby spirytusowego. Uderzanie w piwa bezalkoholowe doprowadzi do tego, że wzrośnie spożycie alkoholu. Jeśli Polacy wybierają piwa bezalkoholowe, a wy chcecie zniszczyć ten sektor, to takie będą takie skutki. Ta ustawa idzie za daleko i zagłosuję za wnioskiem o jego odrzucenie. Potrzebna jest ustawa, ale z daleka od lobby, które uderzy chociażby w rolników i samorządy. Proponujecie de facto lokalnych wydarzeń, bo nie będzie można ich promować. Pytanie, kto napisał tę ustawę? Tropy prowadzą do tych wszystkich fundacji, które nagle zajęły się kampaniami dot. piwa zero procent. To pytanie do służb – grzmiał z mównicy.

Kontrowersyjne zapisy w projektach

Kwestia piwa bezalkoholowego nie jest jedyną, która budzi emocje. Przykładów absurdalnych zapisów w projekcie ustawy jest wiele. Przykładowo definiuje on reklamę alkoholu tak szeroko, że łapie się w nią zwykłe wyposażenie ogródka gastronomicznego. Za taką „reklamę" grozi grzywna od 30 tysięcy do miliona złotych. Nowe brzmienie przepisów zabrania też np. informowania o sponsorowaniu „imprez sportowych, koncertów muzycznych oraz innych imprez masowych" gdziekolwiek poza wnętrzem gazet, zaproszeniami, biletami, plakatami i tablicami przy samej imprezie. Sponsor, o którym nie wolno powiedzieć, przestaje mieć powód, żeby płacić. Na piwnym sponsoringu stoi tymczasem spora część letniej sceny muzycznej, od Męskiego Grania po Pol'and'Rock, i około 100 milionów złotych rocznie w polskim sporcie.

Projekt uchyla też przepisy, na którym opierają się wieloletnia praktyka wyposażania lokali przez browary. Parasole, szkło i urządzenia z logo będą mogły być używane najpóźniej do końca 2027 roku. Branża szacuje wymianę na kilkadziesiąt tysięcy złotych na lokal, przy ponad stu tysiącach lokali w kraju. Ile to razem kosztuje, nie wiadomo, bo projekt nie ma oceny skutków dla gastronomii. Środowisko broni się samo: pod petycją #ZostawcieOgrodki, uruchomioną przez Izbę Gospodarczą Gastronomii Polskiej, podpisało się ponad tysiąc osób.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także