Ekspert ostro o interwencji RPD. "Głębokie niedouczenie pedagogiczno-psychologiczne"

Ekspert ostro o interwencji RPD. "Głębokie niedouczenie pedagogiczno-psychologiczne"

Dodano: 
Monika Horna-Cieślak, RPD
Monika Horna-Cieślak, RPD Źródło: PAP / Radek Pietruszka
RPD jest osobą o głębokim niedouczeniu pedagogiczno-psychologicznym – ocenia prof. Mariusz Jędrzejko.

Sprawa rozpoczęła się w sierpniu na warszawskiej Białołęce. Monika Horna-Cieślak była świadkiem sytuacji, w której matka szarpnęła kilkuletnie dziecko i krzyczała na nie. Kobieta tłumaczyła później, że zareagowała w ten sposób, ponieważ dziecko nagle weszło na jezdnię. Rzeczniczka zawiadomiła policję.

Początkowo policja nie znalazła podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Sąd rodzinny również nie zdecydował się na taki krok i zarządził pilny wywiad środowiskowy. Kurator po wizycie w domu także nie stwierdził konieczności natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej.

Ostatecznie, po dalszych działaniach i spotkaniu z udziałem przedstawicieli policji oraz RPD, wobec rodziców zastosowano nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Ponieważ rodzice nie zapewnili im w krótkim czasie innej opieki, maluchy trafiły do placówki.

"Najdelikatniejsze, co mogę powiedzieć"

Prof. Mariusz Jędrzejko, pedagog specjalny i socjolog, w rozmowie z WP Kobieta bardzo krytycznie ocenił sposób przeprowadzenia interwencji. – RPD jest osobą o głębokim niedouczeniu pedagogiczno-psychologicznym – stwierdził. – I to jest najdelikatniejsze, co mogę powiedzieć. Gdyby to ode mnie zależało, na pewno nie byłaby to osoba na stanowisku, na którym powinna być – dodał.

Ekspert zaznaczył jednocześnie, że nie akceptuje szarpania dziecka. Jego zdaniem pojedynczy incydent nie powinien jednak automatycznie prowadzić do odebrania dzieci rodzicom. – Ja takiego zachowania matki nie akceptuję, ale mogło być też tak, że dziecko robiło coś, co zagrażało jego zdrowiu lub życiu – na przykład chciało wbiec pod samochód. Ale nawet jeśli dochodzi do incydentu, to nie interweniuje się w taki sposób – powiedział.

Sąd: Działania mogły nosić znamiona "przemocy instytucjonalnej"

Sąd po przeanalizowaniu sprawy nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. Jak wynika z uzasadnienia opisanego przez Zero.pl, sposób działania instytucji został oceniony jako "rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia". Sąd stwierdził również, że podjęte działania "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej".

W uzasadnieniu zwrócono szczególną uwagę na wiek dzieci – trzy i cztery lata. Sąd wskazał, że w tym okresie rodzice są dla nich podstawowym źródłem bezpieczeństwa, a nagłe i przymusowe rozdzielenie może prowadzić do poważnych konsekwencji psychologicznych.

Prof. Jędrzejko zgadza się, że wiek dzieci ma w takiej sytuacji fundamentalne znaczenie. – Samo to uzasadnienie sądu jest logiczne. Bywają oczywiście sytuacje, w których odebranie dzieci to słuszna decyzja, ale nie zmienia to faktu, że ze względu na ukształtowaną strukturę psychologiczną dziecka trauma pozostaje do końca życia. Jeśli nie zostanie przepracowana przez terapeutę, zaczyna prowadzić do problemów – powiedział.

Ekspert zwraca uwagę, że między czwartym a szóstym rokiem życia zachodzą bardzo intensywne procesy rozwojowe, a relacja z rodzicami i poczucie bezpieczeństwa mają wówczas szczególne znaczenie. – Przez 3-4 lata kształtowały się silne więzi i jeśli nagle zostaną zerwane, dziecko musi uczyć się wszystkiego od nowa: nowej mamy, nowego taty, wszystkich reguł, zasad, pomieszczeń, rytmu życia – wszystkiego – tłumaczył.

Jednocześnie Jędrzejko zastrzegł, że istnieją przypadki, w których odebranie dziecka jest konieczne, zwłaszcza gdy doświadcza ono przemocy lub poważnego zaniedbania.

Czytaj też:
"Dlatego robili to Polakom Rosjanie, Niemcy czy upowcy". Jaki grzmi po aferze Horny-Cieślak
Czytaj też:
Afera Horny-Cieślak. Jest zawiadomienie do prokuratury

Źródło: WP Kobieta
Czytaj także