Były premier zapytany został przez Pawła Kapustę, co sprawiło, że tak nagle zaczął dbać o formę i prowadzić zdrowy tryb życia. Odpowiedź, jakiej udzielił dla wielu może być zaskakująca. Kazimierz Marcinkiewicz zdradził, że przed trzema laty przeszedł atak serca.
– Pewnej nocy obudziłem się z wrażeniem, jakby ktoś położył mi głaz na klatce piersiowej. Straszny ból. Poprosiłem, by zawieziono mnie do szpitala. Tam zostałem podłączony pod aparaturę. I tak leżąc z tymi kablami, w obecności pięknej włoskiej lekarki, odleciałem – opowiadał. Marcinkiewicz stwierdził, że "odjechał na krótko na tamten świat". – Gdy już się ocknąłem, przetransportowali mnie do dużego szpitala w Grosseto na oddział kardiologiczny. Karetką wieźli mnie godzinę, a mi przebiegało przed oczami całe życie. Wszystkich przepraszałem za popełnione grzechy. Postanowiłem wtedy, że muszę coś w swoim życiu pozmieniać. Na pewne sprawy zacząłem zwracać większą uwagę. Żyję zdrowo, uprawiam sport – wyjaśnił.
Były premier odniósł się również do długów alimentacyjnych na rzecz swojej byłej żony. Nie szczędził przy tym gorzkich słów. Zapewnił jednak, że niedługo jego sytuacja finansowa się poprawi i nadrobi zaległości. – Natomiast cały czas dzielę się tym, co zarabiam. Utrzymuję ją już od ponad 10 lat. To naprawdę długo, zważywszy na to, że żyłem z nią trzy lata. Nawet rozwód trwał dłużej, niż moje życie z nią. Wszystkie szkody naprawię i swoje życie wyprostuję już do końca. Bo mam za dużo lat – w tym roku kończę 60 – i jestem za blisko końca, bym cały czas zajmował się kimś, kto zamienił miłość w nienawiść – wskazał.
Czytaj też:
Marcinkiewicz stracił mieszkanie. Wszystko przez alimenty