Czerwono-czarni

Dodano: 
Kadr z filmu "Grzesznicy"
Kadr z filmu "Grzesznicy" Źródło: YouTube / Warner Bros
Uwielbiam zapach czosnku o poranku.

Takim zgrabnym powiedzonkiem ów gangstersko-wampiryczny seans mógłby się zakończyć, ale Ryan Coogler, zaprzysięgły kronikarz dziejów królestwa Wakandy, wybrał inaczej. No cóż, skoro zapowiadana nowa wersja „Blaculi” wciąż nie może ujrzeć światła dziennego, pochopnym czynem byłoby zignorowanie „Grzeszników”. Rasistowski horror, który w jednej minucie udaje kryminał, w drugiej kino familijne, a w trzeciej musical, nie zdarza się bowiem codziennie.

O tym, że blues, folk i rock są diabelskimi wynalazkami, wiedzą wszyscy. O gitarzystach, obdarzonych darem przywoływania duchów z przeszłości i przyszłości, dotąd jakoś nie słyszałem (człowiek uczy się całe życie). Akcja rozgrywa się w ukochanej przez filmowców epoce prohibicji. Konkretnie u jej schyłku, w stanie Missisipi – dawniej niewolniczym, a obecnie zwyczajnie ubogim. Pierwsze skrzypce grają bracia bliźniacy, którzy dorobili się w Chicago u boku Ala Capone, a teraz wracają w rodzinne strony, by zostać szanowanymi biznesmenami.

Artykuł został opublikowany w 46/2025 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Wiesław Chełminiak
Czytaj także