Kulisy sprawy Jerzego S. "Obawiał się motocyklisty, bo ten głośno krzyczał"

Kulisy sprawy Jerzego S. "Obawiał się motocyklisty, bo ten głośno krzyczał"

Dodano: 25
Aktor Jerzy S.
Aktor Jerzy S. Źródło: Twitter
Aktor Jerzy S. usłyszał we wtorek zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. Na jak wychodzą zaskakujące szczegóły.
"Aktor Jerzy S. usłyszał zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości – informuje Prokuratura Okręgowa w Krakowie. 75-letni aktor złożył wyjaśnienia i przyznał się do kierowania autem pod wpływem alkoholu" – podało na Twitterze Radio Zet. Grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch, chyba że sprawca był karany wcześniej za podobne przestępstwo. Wówczas może to być nawet pozbawienie do pięciu lat.

– W tej sprawie z uwagi na to, że nie stwierdzono, aby były obrażenia u motocyklisty, które trwałyby powyżej 7 dni, nie ma mowy o wypadku drogowym, nie ma mowy w związku z tym o ucieczce z miejsca wypadku drogowego – przekazał dziennikarzom rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko.

Zaskakujące wyjaśnienia gwiazdora

W rozmowie z "Faktem" rzecznik krakowskiej prokuratury ujawnił szczegóły. S. stwierdził, że w całej sytuacji odczuwał pewien dyskomfort, ponieważ potrącony motocyklista głośno na niego krzyczał.

"Przede wszystkim przyznał się do tego, że prowadził pojazd pod wpływem alkoholu. Wynikało to z faktu, że wcześniej był umówiony z pewną osobą, która przypomniała mu o tym spotkaniu nagle. Czując się dobrze, po kilku godzinach od spożycia alkoholu, wsiadł do samochodu i jechał na to spotkanie" – poinformował.

Prokurator Hnatko przekazał, że "kierujący motocyklem, jadący prawidłowo, miał kontakt z pojazdem osobowym. I to jest właściwie całe zdarzenie. Później, z uwagi na to, że podejrzany twierdzi, że nie widział i nie słyszał, aby doszło do kontaktu, który wymagał, aby zatrzymał się, kontynuował jazdę". S. widział osobę krzyczącą do niego. "Przebieg tego zdarzenia potwierdza także zabezpieczony materiał dowodowy w postaci nagrania, którego dokonał pokrzywdzony. On widział tę osobę, widział, że coś do niego krzyczy, ale nie odczuwał, że doszło do poważnego kontaktu, który wymagałby zatrzymania w jakimś momencie. W dodatku w jakiś sposób stwierdza, że obawiał się tego mężczyzny, bo ten krzyczał coś do niego głośno" – wskazał rozmówca "Faktu".

Czytaj też:
"Są gorsze przestępstwa". Aktorka wyznała, że uciekła z restauracji bez płacenia

Źródło: "Fakt"
 25
Czytaj także