OpiniePosłowie łaski nikomu nie robią

Posłowie łaski nikomu nie robią

Posłowie opozycji tuż przed zakończeniem blokady mównicy
Posłowie opozycji tuż przed zakończeniem blokady mównicy / Źródło: PAP / Marcin Obara
Dodano 34
Po wydarzeniach ostatniej nocy mogłoby się wydawać, że sprawa wolności mediów w Sejmie jest drugorzędna. Trzeba by być skrajnie naiwnym, żeby uznać, iż opozycja, wszczynając prawdopodobnie zaplanowaną wcześniej awanturę, w ogóle myślała o dziennikarzach – nawet jeśli skandowała hasła o „wolnych mediach”. To był jedynie pretekst, żeby wznieść konflikt na nowy poziom, ale – trzeba to od razu powiedzieć – pretekst świetny, dostarczony usłużnie przez PiS, który postanowił otworzyć 143. front.

Ten tekst zacząłem pisać, zanim jeszcze Nowoczesna z PO postanowiły rozpocząć okupację sali plenarnej i zanim pod Sejmem pojawili się demonstranci. Dokończyłem go już po wydarzeniach piątkowego wieczoru w przekonaniu, że kwestia swobody dziennikarskiej w polskim parlamencie jest w istocie ważniejsza niż awanturniczy epizod. Że to ona określa relację władzy z obywatelami, a z tą relacją PiS okazuje się mieć spory problem, co odbija się w poczynaniach czasami niby marginalnych, takich jak zamknięcie terenów sejmowych dla osób postronnych.

Nie akceptuję poglądu, iż z krytyką takich czy innych działań rządzących należy się wstrzymać, gdy krytykują je także (w istocie z innych przyczyn niż ja) persony mało ciekawe. Nie zamierzam zmieniać zdania o bardzo złych zmianach, planowanych przez Marka Kuchcińskiego, tylko dlatego, że w pikiecie przeciwko nim wziął udział Tomasz Lis oraz dlatego, że pod obłudnymi hasłami wolności mediów sejmową burdę zaczęła Platforma. Jeśli w tej sprawie jestem czyimś sojusznikiem, to wyłącznie swoim własnym i swoich poglądów.

***

Gdybym tego nie przeczytał na naszym portalu, to bym nie uwierzył, ale jednak – to prawda: marszałek Senatu Stanisław Karczewski naprawdę się zatroskał, że dziennikarze piszący coś w Sejmie na kolanie czy podłodze to zły przykład dla dzieci odwiedzających parlament. Później jednak przypomniałem sobie, że ten sam Karczewski już jakiś czas temu dowodzić, iż oczyszczenie Sejmu z mediów ma służyć poprawie warunków pracy dziennikarzy. I dziwić się przestałem.

Nie przestaje mnie natomiast zadziwiać, z jaką ochotą partia rządząca rozpoczyna kolejne wojny z kolejnymi środowiskami, jak szybko wzrasta poziom jej arogancji, z jaką lekkomyślnością oddaje umiarkowane pola gry, skupiając się na dopieszczaniu twardego elektoratu. I prawdopodobnie ten właśnie twardy elektorat, z entuzjazmem przyjmujący wszystkie działania PiS, decyduje o tym, że część polityków tej partii może sądzić, iż wojna z mediami w Sejmie żadnej szkody nie przyniesie. Wszak wpisuje się idealnie w schemat antyestablishmentowych działań ugrupowania Kaczyńskiego, które atakuje, zwykle retorycznie, kolejne grupy, środowiska, obszary, uznawane za ostoję III RP – czy to w sferze polityki, czy jakiejkolwiek innej. Przepełniony resentymentem twardy elektorat czeka na więcej i frenetycznie klaszcze.

To jednak bardzo ograniczone podejście. Twardy elektorat twardszy ani liczniejszy się już nie stanie, można natomiast zrazić do siebie kolejną część wyborców bardziej umiarkowanych, a opozycji dać pretekst – w tym wypadku wcale nie zmyślony, choć przesadny – do alarmowania, również za granicą, o tym, jak ograniczana jest w Polsce wolność słowa. Kluczowym pytaniem, które należy sobie w takich sytuacjach zadać, jest: czy dane ryzykowne posunięcie było konieczne lub czy było konieczne w takiej formie i czy przyniosło jakąś wymierną korzyść?

W wypadku restrykcji, jakie mają być nałożone na media w Sejmie, odpowiedź jest oczywista. Nie, te regulacje nie były niezbędne, a już na pewno nie a formie narzucanych przez Kancelarię Sejmu reguł, których nie tylko nie próbowano nawet uzgadniać z przedstawicielami mediów, ale też nie poddano ich żadnym konsultacjom we własnym klubie, gdzie mają niemało cichych przeciwników. Głośno mało kto odważa się im sprzeciwić. Wyjątkiem jest choćby poseł Krzysztof Łapiński, który wcześniej przez lata pracował z dziennikarzami w biurze prasowym PiS i dobrze rozumie specyfikę oraz potrzeby mediów.

Na pytanie, czy PiS wyciągnie ze swojej kolejnej wojenki jakąś korzyść, odpowiedź także jest jasna: poza wzbudzeniem entuzjazmu w twardym elektoracie i poprawie własnego samopoczucia w Sejmie – nie, takich korzyści nie będzie. Gdyby zresztą chodziło o podejście czysto pragmatyczne i znalezienie modus vivendi dla polityków i dziennikarzy, marszałek Kuchciński zadziałałby całkiem inaczej: rozpocząłby konsultacje przynajmniej z największymi redakcjami, przedstawił problemy, propozycje rozwiązań, rozpoczęłyby się rozmowy i trudno mieć wątpliwości, że w takim trybie – dla obopólnej korzyści – udałoby się wypracować skuteczne rozwiązania. Zwłaszcza że sami dziennikarze rozumieli i przyznawali, że precyzyjniejsze uregulowanie zasad ich obecności w Sejmie by się przydało. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Przedstawiciele PiS nie wykonali najmniejszego gestu, świadczącego o chęci osiągnięcia porozumienia.

Można się domyślić, jak kombinują zwolennicy restrykcji w partii rządzącej. Uważają zapewne, że przy stabilnym poparciu i antyestablishmentowych nastrojach są w stanie komunikować się z ludźmi ponad głowami dziennikarzy, a dzięki nowym regulacjom unikną sytuacji dla siebie kłopotliwych. Tu się zasadniczo mylą, bo dopiero teraz zacznie się prawdziwy cyrk, gdy to politycy opozycji wcielą się w rolę dziennikarzy, zwłaszcza mediów PiS nieprzychylnych, i będą na swoich sejmowych kolegów czyhać na każdym korytarzu z gotową do nagrywania komórką, żeby następnie wysłać nagranie do sprzyjającej opozycji telewizji czy gazety. Czasy względnej dziennikarskiej swobody w Sejmie będą wówczas posłowie PiS wspominali z rozrzewnieniem i sentymentem (próbkę tego dostaliśmy już w nocy z piątku na sobotę).

Zwolennicy restrykcji nie rozumieją sposobu pracy mediów. Nie zdają sobie na przykład sprawy, że ograniczenie akredytacji uprawniających do poruszania się zresztą już tylko po części Sejmu do dwóch na redakcję w większości przypadków oznacza, że normalna praca nie będzie możliwa. Choćby dlatego, że posiedzenia Sejmu ciągną się czasami długo, a dwie osoby – nawet gdyby mogły być w Sejmie jednocześnie, co nie jest pewne – nie będą w stanie fizycznie tego wytrzymać. Z kolei dziennikarze prasowi stracą możliwość łatwego kontaktu z politykami, od których czerpali nieoficjalne informacje. Stracą ją, bo redakcja, jeśli będzie musiała wydelegować zaledwie dwie osoby, postawi na najsprawniejszych dziennikarzy informacyjnych, a nie publicystów czy analityków. Sejm był dotąd nie tylko miejscem tworzenia prawa – przynajmniej formalnie – ale też źródłem cennych wiadomości, do których umieli dotrzeć niekoniecznie dziennikarze informacyjni, ale wytrawni korespondenci polityczni. To się teraz skończy.

Jest jednak znacznie ważniejszy aspekt sprawy – mówiąc wzniośle: aspekt państwowy. Ogromną wadą władzy – każdej władzy – jest lekceważenie mądrego przysłowia: „dłużej klasztora niż przeora”. Państwo i jego instytucje należy urządzać w taki sposób, jak chciałoby się, aby były urządzone, gdyby było się nie u steru władzy, lecz w opozycji. Sposób, w jaki PiS chce potraktować dziennikarzy, tego kryterium oczywiście nie spełnia (nie spełnia go zresztą całe mnóstwo działań PiS, podobnie jak nie spełniało go całe mnóstwo poczynań PO). Zresztą gdy o dalece mniejszych ograniczeniach mówiło się osiem lat temu, kiedy marszałkiem Sejmu był Bronisław Komorowski, posłowie PiS z oburzeniem pokrzykiwali o pogwałcaniu wolności słowa. Jak widać, punkt widzenia zmienił im się zasadniczo wraz z punktem siedzenia.

PiS mówi o wprowadzeniu europejskich standardów. Naciągana argumentacja, bo standardy te w różnych miejscach są różne. Przede wszystkim jednak, nawet gdyby w większości państw były bardziej restrykcyjne niż w Polsce, nie jest to żaden powód, aby się na nich wzorować. Bo właściwie dlaczego? Mityczne „standardy europejskie”, z których PiS – słusznie – kpi na każdym kroku, nagle są dobre i słuszne w jednej sprawie? Bez żartów.

Daleko posunięta swoboda dziennikarzy w polskim Sejmie jest naszą własną tradycją, zapoczątkowaną po upadku komunizmu. Możliwość w miarę nieskrępowanego dostępu dziennikarzy do polityków była odreagowaniem czasu, gdy Sejm był ciałem potwierdzającym decyzje KC PZPR. Brak koturnowości, typowej dla niektórych systemów politycznych, bliskość i dostępność posłów nie miały jedynie znaczenia praktycznego, lecz również metapolityczne. Dlatego decyzja Marka Kuchcińskiego o zamknięciu terenów sejmowych ma wymiar symboliczny i dlatego symboliczny wymiar ma także plan restrykcji wobec mediów. To ni mniej ni więcej, ale odsuwanie władzy od obywateli, stawianie jej na piedestale – który to sposób rozumowania potwierdzają wypowiedzi niektórych polityków PiS, twierdzących, że nowe zasady będą sprzyjać poprawie wizerunku parlamentu. Będzie dokładnie odwrotnie: posłowie, o których wyborcy i tak nie mają najlepszego zdania, zostaną uznani za już kompletnych bufonów. Chcąc postawić się na cokole, ponad maluczkimi, zapominają, czym upstrzone są zwykle pomniki.

Co jednak ważniejsze, PiS pragnie wprowadzić zasady, które prawdopodobnie na zawsze – bo nie łudźmy się, że następcy zechcą je złagodzić – ograniczą kontrolną funkcję mediów. Zadziwia krótkowzroczność nie tylko polityków PiS, ale też zwolenników tej partii, którzy wydają się obserwować irytację środowiska dziennikarskiego z nieskrywaną satysfakcją: nareszcie pismaki dostaną po łbie. Bo przecież „złe media” zawsze przeszkadzały PiS-owi w pracy dla Polski. Tyle że po łbie dostaną głównie obywatele.

Restrykcje sprawią bowiem, że media stracą możliwość obserwowania, indagowania, przepytywania posłów tam i wtedy, gdy ci będą nieprzygotowani, gdy da się zauważyć ich dyletantyzm, niewiedza, zwykła głupota albo alkoholowa niedyspozycja. Ośmieszenia i obnażenia swojej niekompetencji, arogancji, buty boi się każda władza bez wyjątku, ale sposób, w jaki chce temu zapobiec PiS, przypomina słynną radę Wałęsy: „Stłucz pan termometr, to nie będziesz pan miał gorączki”.

Tymczasem właśnie w takich niezaplanowanych, niespodziewanych momentach, a nie na doskonale przygotowanych konferencjach, dowiadujemy się, kto naprawdę nas w parlamencie reprezentuje. Gdyby nie takie możliwości polskich dziennikarzy, nie mielibyśmy pełnej świadomości, jakim ignorantem w niemal każdej możliwej kwestii jest Ryszard Petru, Elżbieta Kruk nie pokazałby się jako osoba mocno przemęczona, która umie „coś tam, coś tam”, nie poznalibyśmy bizantyjskich upodobań Ludwika Dorna jako marszałka Sejmu, a Aleksander Kwaśniewski nie musiałby uciekać przed dociekliwymi dziennikarzami z Sejmu po drabinie. Bez kamer na sali plenarnej uchodzić będą bezkarnie głosowania na cztery ręce oraz lekceważenie przez posłów swoich obowiązków.

Trudno przyjąć argument, że jakość przekazu medialnego jest słaba, a restrykcje wymuszą jej podniesienie. Zarządzenia marszałka Sejmu nie są sposobem na polepszanie standardów redakcyjnych, zmianę gustów odbiorców i redagowanie mediów. Gdy Samuel Pereira pisze, że na zmianach stracą głównie paparazzi i tabloidy, pytam: czy politycy są od tego, żeby decydować, jakiego przekazu chcą odbiorcy? Czy to nie tabloidy ujawniały patologiczne, niegodne, skandaliczne zachowania posłów – właśnie dzięki temu, że ich dziennikarze mieli wstęp do Sejmu?

Niektórzy obruszają się, mówiąc, że po „zakładzie pracy”, jakim jest Sejm, nie mogą się pętać masy namolnych pismaków. Widać w tej opinii ogromną niechęć do mediów i przeświadczenie, że można się właściwie bez nich obyć. To oczywiście błąd, ale zwolennicy PiS pojmą to dopiero, gdy zmieni się władza.

Lecz najważniejsza jest kwestia absolutnie podstawowa: posłowie są wynajęci przez obywateli, przez nich opłacani i nie robią nikomu łaski, dopuszczając do obserwowania swojej pracy. O tym przede wszystkim, jak się zdaje, zapomniał marszałek Kuchciński i jego partyjni koledzy.

Czytaj także

 34
  • WARIOGRAF IP
    dla jasności powiedzmy sobie cała prawdę – prezes PiS J. Kaczyński nie jest nieomylny jeśli chodzi o ludzi, na których stawia (stawiał) – popatrzmy chociażby na listę tych osób: J. Kluzik-Rostkowska, Michał Kamiński, K. Marcinkiewicz (KAZ), R. Sikorski (SZPAK), L. Dorn, P. Zalewski, ale też R. Giertych …

    Dostrzegam również pewną inną zależność: wszyscy w/w których „kaczor” się pozbył (na których się wcześniej nie poznał albo później zawiódł) to powiedzmy sobie szczerze … CIENIASY! Zobaczmy, co oni dzisiaj znaczą w realnym życiu politycznym … Z drugiej strony, „kaczor” potrafił twardo stać przy prawdziwych FACHOWCACH pozyskanych z tzw. opozycji – np. utrzymywał b. dobre relacje z prof. Z. Religą, z prof. Z. Gilowską …
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • Dariusz P IP
      Świetny artykuł Panie Łukaszu. Potwierdza tezę, że PiS ciągle posiada w sobie gen "samozniszczenia" Historia się powtarza. Aczkolwiek teraz wydaje się, że pan JK już takiego błędu jak poprzednio nie popełni i będzie "szedł na całość", do samego końca. Mógłbym nie zgodzić się z Panem w kwestii tego, że dziennikarzom nie wolno zabraniać patrzeć posłom na ręce, gdyby nie fakt jacy to "posłowie" są w Sejmie. Ta kwestia nie dotyczy tylko tego rządu i tego parlamentu a ma się do każdego Sejmu i przynajmniej od dekady mamy w tym temacie równię pochyłą. Niestety, ale większość posłów zachowuje się arogancko, cynicznie, stawia się ponad obywatelami i jest zarozumiała po wszelkie granice, mając interes społeczeństwa w "czterech literach". Kultura osobista, fachowość polityczna, majestat urzędu, obycie z wyborcami, szacunek do obywatela, rzetelność i uczciwość - to pojęcia dalekie naszym posłom. Nasi parlamentarzyści nie czują się przedstawicielami narodu, schowani w marmurach boją się swoich wyborców i myślą wyłącznie w kategoriach interesów partyjnych. Podporządkowani władzy Wodza boją się sprzeciwu a dyscyplina partyjna zabija ich samodzielność w podejmowaniu ważnych decyzji. I właśnie dlatego, należy posłom patrzyć na ręce i obserwować ich pracę. Przecież to MY jesteśmy ich pracodawcami i mamy do tego prawo. Właśnie dlatego sądzę, że tak rygorystyczne ograniczenie pracy mediów w Sejmie jest niezgodne z prawem. Zakaz pracy mediów doprowadzi już do całkowitej izolacji i tak oderwanych od rzeczywistości posłów mających się w Sejmie jak "pączki w maśle"
      Dodaj odpowiedź 5 2
        Odpowiedzi: 0
      • Anonim IP
        Widzialem na innym portalu artykul przed wyborami i byl zajadly. Dzisiaj sie sparzyl pisem ale zqmiast najezdzac na pis i chwalic po udalo sie wyposrodkowac artykuly w strone obiektywizmu ze jedni i drudzy bo takie fakty a nie poglady i sie d8brze czyta.
        Dodaj odpowiedź 4 3
          Odpowiedzi: 0
        • Jacek23 IP
          Na liscie 'zasad' portalu .natemat:1)MASAKRUJ,2)PODWAŻAJ STATUS QUO.Są dziennikarze i są pracownicy/najemnicy koncernów-4.władzy zwalczającej rząd.A p.Warzecha,że PiS zaczął wojnę,a inny pan zatroskany o wolne !!! media.
          Dodaj odpowiedź 3 3
            Odpowiedzi: 0
          • 100/100 IP
            Jestem twardym elektoratem pisowskim, głosuję na pis od 2005 r., ostatnio byłam mężem zaufania w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, obroniłam 16 głosów na pis które wg peeselowskiej przewagi w komisji były "nieważne". Jednak w pełni popieram Pana opinię co do poczynań pisu i rządu. Przeginają, niepotrzebnie dają preteksty opozycji w sprawach mało ważnych (media, zgromadzenia, aborcja). Cały zachód jest zdominowany przez lewactwo, lewackie władze i media więc nie mogą liczyć na wsparcie "z cywilizacji" a wręcz na atak. A mimo to, brną w durne zadymy na własne życzenie. To zaczyna być irytujące.
            Dodaj odpowiedź 17 3
              Odpowiedzi: 0
            • Średniak IP
              @bubu

              "żadnym obywatelom" przeszkadza:
              1) próba naprawy "błędów" Gilowskiej, mimo, że od czasów Jej reform Polska rozwija się najszybciej UE
              2) próba ciągłego podwyższania wydatków budżetowych, mimo że to już przerobili Węgrzy za Gyurcsány-ego
              3) próba podwyżki z 19% do 40% podatku dla polskich przedsiębiorców, przy jednoczesnym dawaniu ulg i dopłat zagranicznym
              4) budząca wątpliwości odnośnie dopracowania reforma edukacji
              5) wprowadzenie państwowego kultu biedy i dziwienie się, że obywatele są przeciwko premiom dla marszałków
              (...)
              143) ograniczenie dostępu dla dziennikarzy

              Pan Redaktor proponuje, by front 143 był OSTATNIM.
              Dodaj odpowiedź 3 1
                Odpowiedzi: 0
              • bubba IP
                Aby nie otwierac nowych frontow, tzn. nic nie robic. Nie po to lud wybral PiS aby ten nie otwieral nowych frontow. Lubimy Pana W. ale co to znaczy ,"nie otwierac nowych frontow"? Przeciez to nie zadni obywatele atakuja tylko komunistyczno lewacka dzicz, To jest wojna I o zadnym dialogu mowy byc nie moze. Albo Polska ich albo oni Polske.
                Dodaj odpowiedź 16 9
                  Odpowiedzi: 1
                • Apolityczny IP
                  Panie Łukaszu,

                  W tej akurat sytuacji zgadzam się z Panem praktycznie w każdym aspekcie. Artykuł, jakby pisany w kierunku rządzących, by się opamiętali - takie właśnie publikacje mogą odnieść jakiś skutek (a nie efekciarska krytyka). Generalnie jednak trudno na razie uwierzyć, by obecna władza w ogóle zakładała istnienie wolnych, nieskrępowanych mediów.
                  Dodaj odpowiedź 13 4
                    Odpowiedzi: 0
                  • Adam K. IP
                    Jak to, posłowie nie robią? Przecież Radosław Sikorski wyraźnie mówił, że zrobili?
                    Dodaj odpowiedź 9 2
                      Odpowiedzi: 1
                    • Czysty IP
                      Gdzie panu ograniczyli wolność panie Warzecha? Bo teraz może pan filmować tylko w jednym ustalonym miejscu? To jest ta utrata wolności???
                      Oczywiście, ze posłowie nie robią nikomu łaski. Ale chyba mogą sobie organizować pracę w Sejmie i swoje środowisko pracy. Panu ktoś zagląda do garnka w każdym miejscu pana pracy?
                      Trochę zdrowego rozsądku.
                      Dodaj odpowiedź 21 26
                        Odpowiedzi: 0
                      • Średniak IP
                        Ja myślę, że o wynikach następnych wyborów zdecyduje szerokie centrum: od informatyków, poprzez nauczycieli, spawaczy na drobnych przedsiębiorcach kończąc. Dla nich ważna będzie jakość reformy edukacji, budowa dróg, pozyskiwanie nowych inwestorów.

                        Aby wygrać wybory PiS przede wszystkim powinien OGRANICZYĆ ZAPAŁ REFORMATORSKI. Bo nie ma średnich kadr i to widać na każdym kroku. Nieliczne wprowadzane zmiany powinny zostać dokładnie przemyślane. Na pewno należy zrezygnować z dalszych prób podwyższania wydatków do PKB.

                        Dobrą i zgodną z trendami światowymi zmianą jest 13 PLN/h, ale wprowadzone jest z absolutnie zbędną biurokracją.
                        Dodaj odpowiedź 13 5
                          Odpowiedzi: 0
                        • eddy1 IP
                          Pan Warzecha miałby rację w normalnej sytuacji. Ale proszę wejść na fora mediow z Czerskiej. Tam otwartym tekstem pisze się o wezwaniu do atakowania dzieci pisowcow, o sterylizacji i zamykaniu w obozach koncentracyjnych rodzin wielodzietnych - beneficjentów 500+ i katoli. To jest wojna dwóch światow - czy osoby spokojne mają iść na rzeź?
                          Dodaj odpowiedź 18 12
                            Odpowiedzi: 1
                          • emusi IP
                            Daję kciuka w górę
                            Dodaj odpowiedź 15 0
                              Odpowiedzi: 0
                            • andrzey IP
                              Redaktor biadoli o już przyjętym prawie czy pisze co mu w duszy biadoli.
                              Dodaj odpowiedź 2 10
                                Odpowiedzi: 0
                              • demokrata IP
                                dla osłów z PO i N można wznieść tymczasową stodołę - tam mogliby awanturować się do woli
                                Dodaj odpowiedź 18 11
                                  Odpowiedzi: 0

                                Czytaj także