Roszczenia. Polska się zabezpiecza. Czyżby?

Roszczenia. Polska się zabezpiecza. Czyżby?

Dodano: 9
Flagi Polski i Izraela, zdjęcie ilustracyjne
Flagi Polski i Izraela, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Mateusz Marek
Dziennik Zarazy | Wpis nr 481 || Już raz zabrałem się za temat żydowski. Starałem się bez emocji opisać ostatni konflikt izraelsko-palestyński. Dostałem wiele gratulacji za sposób naświetlenia problemu, ale też – wbrew moim początkowym zastrzeżeniom, a właściwie zapowiedziom – od ultrasów dostałem dyżurną połajankę, że uprawiam antysemityzm.

Ale można się do tego przyzwyczaić – każda krytyka Izraela, już nawet np. we Francji prawnie, jest oceniana jako antysemityzm. A o tym nie decyduje twoje zachowanie czy poglądy, ale ocena filosemitów. To tak jak by zadekretować, że każdy kto krytykuje Kaczyńskiego uprawia antypolonizm. Bełkot.

Teraz wybuchła pod koniec czerwca sprawa żydowskich roszczeń. Ja zwykłem w takich przygodach dawać sobie na luz, popatrzeć jak się wyrywne towarzystwo wypsztyka, obejrzeć rozkład ognia, zapamiętać co bardziej krwiste wypowiedzi i ich autorów, a potem się zastanowić o co chodzi. Nazbierałem sobie materiałów na ponad dwadzieścia źródeł, z cytatami coraz to bardziej obraźliwych stanowisk, wręcz rasistowskich wypowiedzi, zadęć czy deklaracji. Ale postanowiłem sobie odpuścić te wpierane emocje. Wyrzuciłem te cytatki z obu stron, równoważone nawzajem ekstremizmem. Postanowiłem odejść od bieżączki i zająć się kontekstem oraz faktami. Ten pierwszy powinien pozwolić zrozumieć to, skąd to się wszystko wzięło, zaś to drugie – doprowadziło mnie do zaskakujących wniosków. I mam nadzieję, że, po lekturze niniejszego wpisu, nie tylko mnie.

Jak to się zaczęło?

Sprawa rzecz jasna nie urodziła się wczoraj, dzisiaj tylko nabrała rozpędu, ale o tym na końcu. Gdzieś w okolicach połowy lat dziewięćdziesiątych pojawiły się głosy, że Polska ma niezałatwione sprawy z mieniem żydowskim pozostawionym po wojnie i jeśli tego nie załatwi „to będzie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym”. W czerwcu 2009 roku odbyła się w Pradze konferencja „The Holocaust Era Assets”, gdzie w międzynarodowym składzie podpisano tzw. „Deklarację Terezińską”, przy niejasnej postawie reprezentującego Polskę Władysława Bartoszewskiego. Na tyle niejasnej, że do dziś trwają spory czy Polska podpisała tę deklarację. Regulowała ona mechanizmy zwrotu mienia pożydowskiego, ale główną jej rolą było stworzenie moralnych (bo prawnych nie było) podstaw do roszczeń. Kolejnym krokiem związanym z „historią roszczeń” była konsekwencja Deklaracji Terezińskiej, czyli ustawa 447 Izby Reprezentantów USA, która nakazała monitorowanie i raport stanu zwrotu roszczeń mienia pożydowskiego.

Otwierało to poważne niebezpieczeństwo przed Polską i Polonia Amerykańska podjęła akcję odwiedzenia każdego z reprezentantów w Izbie, by zablokować podjęcie tej uchwały. Niestety… polski MSZ zablokował te ruchy i to w wykonaniu znanego z nieprzejednanej propolskiej postawy, polskiego dyplomaty. Tu, jak widać nasza taktyka, polegająca na niedrażnieniu naszego kluczowego sojusznika, wzięła górę nad intuicją polskich strategicznych interesów. A więc nie tylko nic nie zrobiliśmy w tej sprawie, ale jeszcze utrudniliśmy rozpaczliwą akcję Polonii.

Mało tego – Konfederacja próbowała złożyć w Sejmie projekt ustawy, który by zakazywał polskiemu rządowi jakichkolwiek negocjacji w tej sprawie pod rygorem art. 129 kk, czyli zdrady dyplomatycznej (do 10 lat więzienia). Nic z tego nie wyszło, ale sprawę przejął poseł Kukiza pan Tomasz Rzymkowski, który złożył podobną ustawę, którą później sam wycofał, za co został nagrodzony biorącym miejscem na listach PiS. Następnie Robert Bąkiewicz, ten od Marszu Niepodległości, zrobił akcję zbierania podpisów pod ustawą chroniącą Polskę przed roszczeniami, otrzymał ponad 200.000 podpisów i Sejm musiał się tym zająć w ciągu 3 miesięcy. I zajął się – ustawę odesłał do komisji, gdzie sobie spokojnie leży już od… dwóch lat. I wylądowaliśmy w 2021 roku. Z taką taktyką jak powyżej. To znaczy kwestia roszczeń posuwa się dziarsko do przodu, odbywają się tajne narady, głównie z Amerykanami, którzy w sprawie pośredniczą, zaś jako państwo, oficjalnie nie robimy nic, oprócz samopacyfikacji w temacie.

O co chodzi?

Tyle fakty – teraz o co chodzi. Chodzi o to, że w przypadku II wojny światowej i śmierci osób pochodzenia żydowskiego mienie ofiar było udziałem obywateli polskich, którymi przecież byli polscy Żydzi. Większość z nich zginęła bezpotomnie, a więc, wedle prawa w całym świecie, w tym w Izraelu, takie mienie należy do państwa, którego obywatelem był zmarły. Ubieganie się o te mienie ze strony żydowskiej, a właściwie izraelskiej jest prawniczą niedorzecznością: z powodów jak powyższe, ale również z tego, że państwo Izrael powstało w 1948 roku, co najmniej 3 lata po tym, jak ostatni Żyd zginął w czasie wojny światowej. Nie ma więc to żadnego związku ze śmiercią obywatela polskiego sprzed co najmniej trzech lat. Dodatkowo – Izrael wysuwa roszczenia na podstawie, kuriozalnych w prawie dziedziczenia, kryteriów etnicznych. To tak, jakby Polska wysunęła roszczenia np. wobec Brazylii w sprawie majątku pozostawionego bezdziedzicznie przez Polaka zmarłego w 1915 roku w Sao Paulo. Polska byłaby w tym wypadku wyśmiana.

Ale mamy do czynienia z suflowaniem podstaw trudniejszych niż w miarę dokładne prawnicze przepisy. Chodzi o moralność. A tę trudno kwestionować, zwłaszcza jeśli chodzi o etykę sytuacyjną. Prawnie nie ma podejścia do tych roszczeń, ale moralnie jest to możliwe tylko wtedy jeśli… uzna się Polaków za współwinnych Holokaustu, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z sytuacją, że kat miałby dziedziczyć po ofierze. A to już jest tak niemoralne, że można przymknąć oko na prawo. I jesteśmy świadkami, zaskakującego dla Polaków, a coraz bardziej oczywistego dla innych, osmatycznego przejścia narodu polskiego z pozycji ofiar, najpierw na biernych świadków, potem na współwinnych aż do współsprawców. To widzę w narracji polskiego udziału w II wojnie światowej, byliśmy w tym bezradni za PRL-u, zaś gapowaci za III RP, bo nic w tym względzie nie robiliśmy.

W opinii świata byliśmy (jesteśmy?) systemowo i etnicznie kolaborantami nazistów (Niemcy w historii II WŚ odjechali w niebyt) i teraz ma nam się należeć ich mienie? To byłby moralny skandal. Jak się do tego dołoży już któryś rok naszej wewnętrznej pedagogiki wstydu, tych wszystkich tropicieli polskiego szmalcownictwa, antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki, to widać, że w niezbożnym dziele przygotowania moralnego uzasadnienia wypełniającego prawnicze braki, mieliśmy i wewnętrznych kolaborantów sprawy. Niektórych doceniono nawet nagrodą Nobla. Można prześledzić tę narrację samobiczowania się polskich władz w ewolucji przemówień na zgliszczach Jedwabnego – od biernych świadków w narracji Kwaśniewskiego do współuczestnictwa w wykonaniu Komorowskiego. Na 10 lipca pojedzie do Jedwabnego może prezydent Duda i wtedy dowiemy się o kolejnej fazie interpretacji polskiej winy.

Polska tu zachowywała się biernie, albo histerycznie, jak z nowelizacją ustawy o IPN, co wzmagało podejrzenia, że coś jest na rzeczy. Temat był zasypywany, odkładany na bok, jak mina znaleziona przez sapera. Ale nie rozbrajana. I tak dojechaliśmy do dzisiaj. Wybuchła afera z nowelizacją Kodeksu Postępowania Administracyjnego i zaczęła się zadymka. Okazuje się, że – również ku mojemu zaskoczeniu – pozorna. Nawet się początkowo dałem nabrać na to społeczne „pospolite ruszenie”. Że PiS się jednak postawił, że „są granice…”. Zafrapowały mnie jednak dwie rzeczy. Po pierwsze -postawa Konfederacji. Ta nie zagłosowała jednolicie w sprawie nowelizacji KPA, która miała zapobiec roszczeniom. Kilku posłów się wstrzymało, kilku nie głosowało. A to przecież był jeden z filarów tożsamości Konfederacji. Zacząłem grzebać dlaczego tak jest i się dogrzebałem. Po drugie – czas. Nowelizacja czekała 6 lat, bo jej wprowadzenie jeszcze w 2015 roku nakazał Trybunał Konstytucyjny, jeszcze za Rzeplińskiego. Zaciekawiło mnie dlaczego Kaczyński czekał aż 6 lat i odpalił temat właśnie teraz. Przypomniało mi to czekanie z kwestią aborcji i odpalenie tematu kiedy PiS-owi było wygodniej, ale ten wątek omówię na końcu.

Sytuacja prawna

Pomógł mi nieoceniony redaktor Michalkiewicz, który dokonał rozkminy prawniczej sytuacji. Okazało się, że nowelizacja KPA… w ogóle nie zabezpiecza nas przed żydowskimi roszczeniami. W art. 156 miał zostać wprowadzony nowy (trzeci) paragraf, mówiący o tym, że nie można stwierdzić nieważności decyzji administracyjnej, nawet podjętej z rażącym naruszeniem prawa, jeśli została podjęta co najmniej 30 lat temu. Ale kwestia przejścia własności bezdziedzicznej (w tym żydowskiej) nie była przedmiotem żadnej decyzji administracyjnej, tylko była normowana przez przepisy wprowadzające 8 października 1946 roku prawo spadkowe. Tam w art. 20 i 21 określono, że bez względu na formę własności, jeżeli spadek nie został objęty do 1.01.1947 roku to przechodzi on na skarb państwa.

W związku z tym czego dotyczy ta nowelizacja KPA? Ano, jak mówią pisowcy, zablokowała ona tzw. dziką reprywatyzację, czyli zgłaszanie się spadkobierców zza grobu. Ale takie kwestie są przedmiotem indywidualnych spraw sądowych i nie potrzeba ich regulować (zakładając brak patologii sądowniczej) na poziomie ustawy. Najciekawsze, że ustawa w tym brzmieniu likwiduje wszelkie prawa reprywatyzacyjne obywateli polskich wobec mienia zagrabionego im przez komunę. Mało tego – wyznaczony okres lat 30 legalizuje również proces uwłaszczenia się nomenklatury pod koniec lat osiemdziesiątych i w balcerowiczowskiej III RP do roku 1991. A więc ma w efekcie niespodziewany rezultat przyklepujący rozbój na polskim majątku dokonany przez państwo polskie. I taki jest realny wynik tego „boju z roszczeniami”. Te sobie wciąż leżą niezabezpieczone przez państwo, zaś naród przebywa w błogostanie pozornej walki o swoje, w wykonaniu rządzących.

Sytuacja polityczna

Ten układ jest moim zdaniem ogrywany przez PiS. Jest to powtórka z wrzutki z aborcją. Znowu coś leżało sobie i gniło w szafach TK. Aż przyszedł dobry moment, by odwrócić uwagę ludu od rzeczywistości, zrobić emocjonalną wrzutkę, spolaryzować plemiennie przysypiające społeczeństwo. I ciach – mamy nowelizację, USA i Izrael zawyły, my na to, że ani guzika i zaczął się chocholi taniec pozorów. Opozycja jest w kropce, bo… musi poprzeć PiS, inaczej wyjdzie na żydowskich kolaborantów. PiS jak nagrany, w mediach odsądzał Konfederację od czci i wiary, że taka była bojowa, a jak przyszło walczyć to wyszło szydło (no może nie) z worka. A tu można było grać na rozłam w Konfederacji, która widziała to co opisałem, że ta cała ustawka jeśli już to chroni interesy uwłaszczonej nomenklatury i zatrzymuje reprywatyzacyjne roszczenia obywateli. A więc wyzuwa z własności. Wiadomo było, że ideowo Konfederacja się podłoży i PiS zarobi upragnione punkty na prawicy.

Ale jak zwykle to taktyka. I nią się nie emocjonuję. Najbardziej martwią mnie gniewne noty, nawet nie ambasadorów – bo na takie pozycje w USA i Izraelu jesteśmy za cieńcy, ale jakichś p.o. naszych „największych przyjaciół”, które mówią nam jak mamy kształtować swoje prawo. Te wizyty urzędników niższego szczebla, które z trybun Senatu pouczają nas jakie prawo jest dla nas dobre, a jakie nie. Kompletny upadek państwa polskiego. Najlepiej sobie wyobrazić nie tylko, że takie coś robią polscy konsulowie w jakimś kraju, mówiąc w ichnich senatach, że ichnie prawo nam się nie podoba. Nie byłoby nawet oburzenia w tej sprawie, bo nas by tam nigdy nie wpuszczono na takie salony. A my – owszem. I tak to jest znowu – dla taktycznych potrzeb walk wewnętrznych, podreperowania swego standingu ryzykuje się po raz kolejny powagę państwa, sprowadzając nas do roli wasala, do którego państwowych instytucji, na zaproszenie opozycji, może wejść byle ciura i pouczać nas jak mamy się tu organizować. Ja pamiętam z naszej historii momenty, kiedy to występy obcych ambasadorów były głównym, stanowiącym punktem obrad polskiego sejmu. Jak się patrzy na skład gości komisji mającej omawiać regulacje administracyjne naszego państwa to się widzi samych zagranicznych gości. A co oni tam robią? Czyich interesów są przedstawicielami? Na których komisjach siedzą nasi ambasadorowie w tych krajach?

Źle się dzieje w państwie polskim. I pal diabli te roszczenia, jakoś sobie poradzimy. Ale jak to się stało, że III RP jest takim popychadłem? A my, naród, na to… nic. A przecież nam wszystkim chyba nie o to chodziło w 1980 roku. Chyba? Wszystkim?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Czytaj też:
Kaleta ostro o wizycie przedstawiciela Izraela w Senacie. "Nie ma tam myślenia suwerennościowego"
Czytaj też:
Szczepią dzieci, mimo sprzeciwu rodzica. Kontrowersyjne decyzje sądów

Źródło: dziennikzarazy.pl
 9
Czytaj także