W roku Norwida brak Wellisza
  • Marek Jan ChodakiewiczAutor:Marek Jan Chodakiewicz

W roku Norwida brak Wellisza

Dodano: 4
Prof. Marek Jan Chodakiewicz
Prof. Marek Jan Chodakiewicz / Źródło: PAP / Rafał Guz
Cyberonuca || Pod koniec lat sześćdziesiątych XX stulecia Ossolineum zwróciło się do przebywającego na emigracji Leopolda Wellisza (1882-1972) aby odszyfrował swoje zapiski stenograficzne dotyczące Cypriana K. Norwida.

Wellisz zasugerował aby przysłano mu notatki do Nowego Jorku. Władze PRL odmówiły bo to „skarb kultury polskiej”. Podróż do Polski była wykluczona zarówno ze względów politycznych jak i zdrowotnych. Szyfr jest prawie nie do złamania: oparty był na systemie stworzonym specjalnie do korespondencji komercyjnej na potrzeby interesów rodziny Welliszów.

Zapewne nikt właściwie o Leopoldzie Welliszu nie słyszał, a to właśnie on odkrył i przywrócił Polakom spuściznę Norwida. Ja wiem, bo to nasza rodzina, a dokładniej powinowaci. Zresztą już wiele lat temu historię Leopolda opisaliśmy w Glaukopisie w odniesieniu do jego działalności patriotycznej w II wojnie światowej. Obszernie zgłębił jego życie (w niewydanym manuskrypcie po angielsku) nasz asystent Paweł Styrna.

Ale po kolei. Wellischowie wywodzą się z Nadrenii. Byli Kammerjuden, naddworskimi Żydami Świętych Cesarzy Rzymskich Narodu Niemieckiego, czyli głównie Habsburgów. Przeszli na luteranizm (wyznanie augsbursko-ewangelickie), zamieszkiwali głównie w Czechach i Morawach.

Ich związek z Polską jest dość świeży bowiem datuje się od drugiej połowy XIX w. Rodzina przysłała nastoletniego Wilhelma Wellischa (tak się wtedy pisali), aby terminował u słynnego bankiera Jana Blocha w Warszawie. Bankier wsadził chłopaka do piekarni, gdzie nakazano mu liczyć wypiek – od 3 rano codziennie. Po kilku latach, gdy się sprawdził, przeniesiono Wilhelma do banku. Potem został plenipotentem swego pryncypała i reprezentował go na rynkach i w przedsiębiorstwach rozsianych po całej Europie, a szczególnie w imperiach Romanowych, Habsburgów i Hohenzollernów.

Po kilkudziesięciu latach Wellisch wykupił Blocha. Był już wtedy prominentnym obywatelem Warszawy. Skończył prawo, służył jako sędzia Sądu Handlowego, zasiadał w Komitecie Giełdy Warszawskiej oraz w Radzie i Komitecie Wykonawczym Banku Handlowego. Ideowo Wilhelm był klasycznym liberałem. Ale popełnił błąd: ożenił się z córką powstańca styczniowego, Anną z Toeplitzów. I w ten sposób polski patriotyzm zawitał pod Wellischową strzechę.

Wellischowie mieli córkę Zofię oraz dwóch synów: Leopolda i Karola. Zofia była ochotniczką na wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. Karol jeszcze w gimnazjum został endekiem. Skończył prawo i działał w ruchu narodowo-demokratycznym. Po I wojnie światowej pracował jako radca prawny Ministerstwa Przemysłu i Handlu RP. Był współtwórcą Kodeksu Handlowego i prawa akcyjnego. W 1942 r. ujęty w łapance został rozstrzelany przez Niemców jako zakładnik.

Nota bene, kilka lat temu czyściłem grobowiec rodzinny Wellischów/Welliszów, który – wraz z popiersiem Wilhelma – wykonał przyjaciel Leopolda, znany rzeźbiarz Edward Wittig. Tam leży też pogrzebany Karol. Mówiłem o tym chłopakom i dziewczynom z Młodzieży Wszechpolskiej i kibicom „Legii” i innym. Mam nadzieję, że dbają nie tylko o Karola, ale również wielu innych narodowców pogrzebanych na tym cmentarzu, choćby asa wywiadu Związku Jaszczurczego Stanisława Jeuthe, ściętego przez Niemców w Berlinie.

W każdym razie Leopold w gimnazjum został klasycznym liberałem jak ojciec, ale z zacięciem konserwatywnym. Nota bene, również w gimnazjum dopiero dowiedział się o swych żydowskich korzeniach – jakiś złośliwy koleżka mu wypomniał. Nie zrobiło to żadnej różnicy, bo zawsze uważał się za Polaka i patriotę.

Leopold to człowiek renesansu: literaturoznawca, kolekcjoner sztuki oraz sponsor poetów i artystów. Wyrastał głównie pod wpływem matki i jej rodziny. Ich idee fix to niepodległość i wolność Polski oraz etos walki za nią. Pod takim wpływem Leopold spolonizował swoje nazwisko na „Wellisz”. Nawiasem mówiąc, jego brat Karol utrzymał starą pisownię, bo nie jest ważne jak zapisujemy nazwisko, ale czy bije w nas polskie serce. A u narodowca tylko takie jest.

Leopold odebrał staranne wykształcenie zarówno formalne i nieformalne. Uczęszczał do zrusyfikowanego gimnazjum ewangelickiego w Warszawie, ale brał też prywatne korepetycje u prof. Króla. Jeśli chodzi o przedsiębiorczość i bankowość, to terminował u swego ojca i w jego przedsiębiorstwach i bankach w trzech imperiach, aż do jego śmierci.

Leopold rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył na Uniwersytecie Kijowskim. Potem podjął badania nad sztuką i naukami przyrodniczymi na Uniwersytecie Jagiellońskim. Następnie przez rok uczęszczał na Uniwersytet Paryski (Sorbona). Bankowość praktykował w Londynie, Paryżu, Brukseli i Berlinie. Posiadł biegłą znajomość francuskiego, niemieckiego, rosyjskiego i niemieckiego. Rozmawiał, czytał, publikował w tych językach stale.

Czytałem korespondencję między nim a jego ojcem Wilhelmem: sprawy biznesowe były po angielsku i niemiecku; miary i wagi po rosyjsku; bon moty po francusku; a słowa i zwroty czułe jak i odniesienia poetyckie były po polsku („Tatusiu” czy „Poldeczku”). Podkreślmy, że Wilhelm całym sercem wspierał wszelkie zainteresowania syna.

Literatura i sztuka były wielkimi pasjami „Poldeczka”. Znalazł sposób na wspieranie młodych artystów: zakupywał ich ryciny i grafiki wprost z pracowni. Znał ich przez dziadków i rodziców. Lista jest długa: Wyspiański, Wojtkiewicz, Weiss, Stanisławski, Malczewski, Chełmoński. W Krakowie Leopold znalazł się w polu promieniowania Młodej Polski i – w ogóle – wśród wybitnych intelektualistów.

Szczególnie Feliks Jasieński wywarł na nim wielki wpływ, ale również Leon Wyczyółkowski (który przeżył I wojnę światową w majątku Welliszów Turczynek pod Warszawą); dr. Adolf Sternschuss, który zginął w Legionach; literat Jan Sten; profesor Karol Olszewski (pierwszy upłynnił tlen) i jego asystent, a krewny daleki Leopolda Tadeusz Estreicher (pierwszy upłynnił wodór), który przeżył Sachsenhausen; profesor termodynamiki i fizyk Władysław Natanson; profesor Kostanecki; biolog profesor Hoyer.

Ale chyba największym mentorem, przyjacielem i współpracownikiem Leopolda był Zenon „Miriam” Przesmycki. To właśnie jemu Leopold przekazał spuściznę Norwida do opracowania a potem sfinansował jej wydanie, o czym za chwilę.

Wellisz zapłacił również za publikację tomu poezji Jana Wroczyńskiego, jak również Amelii Hertz. Umożliwił wydanie litografii Franciszka Siedleckiego – dzięki pomocy ojca Wilhelma. Z zasady Leopold sponsorował rozmaite przedsięwzięcia artystyczne i literackie. Na przykład, dzięki jego wstawiennictwu Księgarnia Powszechna w Warszawie podjęła się sprzedaży grafik i litografii artystów krakowskich. Sprowadził do „Zachęty” pierwszą wystawę sztuki belgijskiej.

Uczęszczając na Sorbonę (i odbywając praktyki w bankowości), Leopold szperał i wyszukiwał rarytasy. Jak wspominał, chciał „wypełnić obowiązek społeczny, zapewniając sobie zarazem zadowolenie moralne, przyczyniając się choćby w skromnej mierze do wzbogacenia dobytku kulturalnego Polski poprzez upamiętnienie jej więzów kulturalnych ze światem cywilizacji zachodnio-europejskiej”. I wtedy właśnie natknął się na kuferki ze spuścizną Norwida – rysunki, sztychy, poezje, listy. Do tej pory nikt Norwida nie pamiętał, nikt go nie znał, nikt o nim nie słyszał.

Zachował rysunki Norwida dla swojej kolekcji. Wszystko inne prawie oddał „Miriamowi” Przesmyckiemu. I sponsorował najpierw krótkie, trzy tomowe wydanie wyboru pism Norwida pod redakcją „Miriama” pod tytułem „Inedita”, a potem „Dzieła Wszystkie” Norwida – pierwsze wydanie. Podkreślmy: to Leopold Wellisz odkrył i przywrócił do panteonu wieszczów narodowych Norwida, ulubionego poetę Jana Pawła II i innych. Tutaj nadmienię, że sam chodziłem go liceum im. Norwida w Warszawie.

Nota bene, podczas pobytu w Paryżu – dzięki wstawiennictwu zaprzyjaźnionego Władysława Mackiewicza, Leopold poznał spadkobierców malarza Ary Scheffera, którzy udostępnili Welliszowi nieznaną korespondencję artysty z Zygmuntem hr. Krasińskim. Stanowiło to podstawę pierwszej książki Leopolda, „Les Amis Romantiques” (Paryż 1909). Wydawnie drugie (1933) owocowało wyróżnieniem Academie de France i Orderem Legii Honorowej.

Następnym osiągnięciem literackim Leopolda było przywrócenie pamięci o wziętym na Zachodzie, ale zupełnie nieznanym w Kraju rytowniku Feliksie Stanisławie Jasińskim. Opublikował o nim monografię (Paryż 1933), umieszczając go w kontekście intelektualnym cywilizacji zachodniej. Wersja polskojęzyczna wyszła kilka lat potem.

Przy okazji warto wspomnieć, że w 1938 r. Wellisz opublikował po angielsku (w Londynie) bardzo ważną pozycję dotyczącą spraw gospodarczych: „Foreign Capital in Poland”. Krytykował mały poziom inwestycji zagranicznych nad Wisłą i przeciwstawiał to wielkim nakładom kapitału w rozwój III Rzeszy. Praca wyszła dzięki pomocy Edwarda hr. Raczyńskiego, ambasadora RP w Wielkiej Brytanii.

Niestety pasja estety i patrioty musiała poczekać, gdy niespodziewanie zmarł Wilhelm Wellisch. Leopold miał 29 lat gdy zmuszony był przejąć interesy rodzinne: przemysł drzewny, metalurgiczny, włókienniczy; banki, cukrownie, kolejnictwo, fabryki: m.in. „Wulkan”, oraz późniejszy Stardom.

Ewakuowany w głąb imperium rosyjskiego, przeżył tam I wojnę i rewolucję. Rozwijał przemysł metalurgiczny, lotniczy i zbrojeniowy w Saratowie, Petersburgu, Berdiańsku, Kramatorsku. Stracił wszystkie interesy i przedsiębiorstwa w Rosji z powodu bolszewii. Uciekł do Polski i zakasał rękawy.

Wiedział, że nadchodzi inwazja ze wschodu. Zaczął natychmiast rozwijać przemysł zbrojeniowy. Założył fabrykę „Pocisk”, fabrykę „Nitrat” (materiały wybuchowe), Sochaczewską Fabrykę Jedwabiu (którą wnet przystosował do produkcji prochu); zbudował lotnisko i fabrykę samolotów na Okęciu, rozkręcił przemysł lotniczy; jednocześnie stworzył Pierwszą Fabrykę Lokomotyw „Fablok” w Chorzowie (m.in. słynna Luxtorpeda); prowadził przemysł cukierniczy, wrócił do przemysłu przetwórczego na Wołyniu (w spółce z książętami Ferdynandem i Januszem Radziwiłłami). Założył fabryczki leków oraz fabrykę papieru w Stryju. Potem w Nałęczowie postawił montownię Renault.

Zaangażował się w polonizację hut i kopalni w Zagłębiu Dąbrowskim i na Śląsku. Udało się, m.in., dzięki powrotowi do Polski wysokiej klasy specjalistów z okupowanej przez komunistów Rosji. Leopold uruchomił i eksploatował m.in., Huty Staszic (dawniej Puszkin), Katarzynę i Miłowice. W Miłowicach powołał do życia wytwórnię pocisków artyleryjskich. Środki technologiczne uzyskał z fabryki Gansa w Budapeszcie, dzięki jej dyrektorowi, który był kuzynem matki Leopolda. Jeszcze jeden przykład węgierskiej pomocy dla Polaków.

Zmodernizowane huty i zakłady zostały zrzeszone w Towarzystwie Rudy Polskiej, któremu prezesował Wellisz. Wnet doprowadził do fuzji z Hutą Blachownia, Hutą Częstochowa, oraz z Warszawską Fabryką Drutu i Gwoździ jak również z największymi w RP kopalniami rudy żelaznej. Od 1936 r. Leopold współorganizował Hutę Aluminium.

Tak pisał o sobie: „po trudnościach pierwszego roku [niepodległości] i po odbiciu ataku bolszewickiego na Warszawie [w 1920], uważałem za swój obowiązek przyczynienie sią w granicach kwalifikacji i wiadomości fachowych do rozbudowy przemysłu polskiego, aby stworzyć jak największe możliwości dania zatrudnienia ludności i aby zabezpieczyć Państwu samowystarczalność w dziedzinie najniezbędniejszych środków obrony”.

Dużym plusem było, że wspierał go kredytami jego wuj, Józef Toeplitz, prezes Banca Commerciale Italiana. Pomagało też, że Leopold sam był największym akcjonariuszem indywidualnym swoich biznesów, a wspomagały go, m.in., Bank Dyskontowy i Bank Handlowy w Warszawie.

Przedsiębiorstwa Wellisza doświadczyły wielkich trudności po zamachu stanu Józefa Piłsudskiego w 1926 r. Leopold i ludzie jego pokroju sprzeciwiali się etatyzmowi i socjalistycznym ciągotkom Sanacji. Na przykład, Piłsudczycy wymusili na Leopoldzie odstąpienie Okęcia i przekazali go Skodzie.

Politycznie Leopold był bliski konserwatystom i monarchistą, współpracował z ks. Radziwiłłami. Był podporą Lewiatana i jego prezesa Andrzeja Wierzbickiego. Ale również utrzymywał stosunki z Front Morges, w Szwajcarii z posiadłością Welliszów sąsiadował Ignacy Paderewski, a gen. Sikorski był zaprzyjaźniony z nimi od dawna.

W czasie Wielkiego Kryzysu Wellisz radził sobie jak trzeba mimo wrogości państwa. Znajdował kontrakty zagraniczne, choćby w Szwecji, Anglii, czy Persji. Przestał wypłacać sobie pensję aby nie zwalniać z pracy żadnych robotników, na przykład w Fabloku. Nota bene, tutaj też zatrudnił znanego artystę, Józefa Mehoffera, aby nadał odpowiednio nowoczesnych kształtów swoim lokomotywom. Leopold zadbał o to, że jego robotnicy mieszkali w nowoczesnych domach, ćwiczyli się w nowoczesnych obiektach sportowych, oraz dostawali stypendia do szkół dla siebie i swoich dzieci. A zakłady Leopolda zatrudniały około 30,000 pracowników.

We wrześniu 1939 r. Niemcy zbombardowali „Pocisk”, „Nitrat”, oraz montownie Renault. Skonfiskowali wszystkie inne przedsiębiorstwa. Część rozmontowano i wywieziono do III Rzeszy. Infrastruktura powstających na kresach fabryk została zrabowana przez Sowietów, m.in. na Wołyniu, gdzie wspólnikami Leopolda byli książęta Radziwiłłowie.

Straty ludzkie były przerażające. Jak wspomnieliśmy, rozstrzelano brata Karola. Ich matka cudem uniknęła egzekucji, gdy Wehrmacht odkrył w „Turczynku” przechowywanych żołnierzy polskich i ich broń zaraz po 1939 r. Została eksmitowana z majątku i zmarła w Warszawie w 1941 r.

Wśród przyjaciół rodziny, Niemcy zamordowali bp. Bursche, komiltona K! Polonia – powiesili go na strunie od pianina za odmowę przyjęcia Volkslisty. Bp. Bursche chrzcił najmłodszego syna Leopolda, Stanisława. Jego ojcem chrzestnym był rtm. Jan Fuhrmann (1894-1941), adiutant gen. Władysława Sikorskiego z 1920 r. i ofiara Katynia.

Tymczasem Leopold dopomógł w ewakuacji złota polskiego i dzieł sztuki. Wraz z rodziną uciekł przez Rumunię i dobił do Szwajcarii. Chciał przeczekać tam wojnę, ale na prośbę gen. Sikorskiego – po klęsce Francji – pożeglował do USA aby tam robić polskie lobby. Był doradcą ekonomicznym rządu RP. Załatwiał kredyty i pomoc techniczną potrzebną do planowanej powojennej odbudowy Polski. Ale do domu nie dane mu było wrócić. Został „wrogiem ludu”. Zupełnie wymazano go z pamięci.

Po wojnie komuniści skonfiskowali wszelkie zakłady, fabryki, nieruchomości i inwestycje wraz z całym majątkiem rodziny Welliszów. Dotyczyło to też zbiorów sztuki i innych wartościowych obiektów, które zdeponowano w Muzeum Narodowym w Warszawie. Niemcy wywieźli je najpierw do siebie. Potem zajęli je Sowieci. Po 1956 r. część z nich zwrócono do Polski. W Muzeum Narodowym znajduje się około 1,200 przedmiotów z depozytu Welliszów.

W Muzeum Narodowym w Warszawie wisi portret Leopolda Wellisza z 1908 r., malował Ludwik Marcoussis (1878-1941). Ciekawe ilu zwiedzających wie, że jest to osoba, która odkryła Norwida, nie mówiąc już o dostarczeniu Polakom amunicji aby zwyciężyli bolszewików w 1920 r.

Non omnis moriar.

Washington, DC, 7 sierpnia 2021

Źródło: DoRzeczy.pl
 4
Czytaj także