Konsument jest znudzony

Konsument jest znudzony

Dodano: 
Czy Rafał Trzaskowski zlikwiduje niedziele wolne od handlu?
Czy Rafał Trzaskowski zlikwiduje niedziele wolne od handlu? Źródło: PAP / Wojtek Jargiło
10 października, dzień 587. Wpis nr 576 Zastanawiałem się, czy kowid zmienił nasze nawyki konsumenckie? Było z tym, i pewnie będzie, różnie.

Przypomnę tylko dość znamienny proceder, kiedy niektóre rządy zachodnie ograniczyły możliwość zakupów dla ludności wyłącznie do niezbędnych produktów. To znaczy, że władze same określiły co dla ludzi jest niezbędne, redukując ich potrzeby do minimum. Egzystencjalnego. Miało to zniechęcać do dalszych i dłuższych eskapad do sklepów z powodów epidemiologicznych. I lud, i system to łyknęli. Czyli uderzono w największy filar obecnej cywilizacji – w religię konsumpcjonizmu – i zarówno po stronie podażowej (sklepy, producenci) nic się nie stało, jak i po stronie popytowej lud kowidowy posłusznie ograniczył swe zapędy do poziomu wojskowej racji żywnościowej.

Mieliśmy obecnie dwie możliwości, obie przetrenowane w rozłącznych zbiorach społecznych. Pierwszy trend, to zakupowe odkucie się po miesiącach konsumpcyjnego wygnania na kwarantannach i lockdownach rynkowych, kiedy nawet nie było jak wydać kasy. Lud więc kumulował i środki, i ochotę. I rzeczywiście – można było zaobserwować piki sprzedażowe po dłuższych otwarciach, kiedy nadrabiano zaległości zakupowe. Społeczeństwo było wyposzczone, ale i zasobne. Albo więc kowid przeżyli na pensji, albo sięgnęli po zapasy. To ostatnie wydaje się dziwne, bo w okresie niepewności raczej odkłada się na przyszłe, gorsze czasy. A tu nic. Albo więc skarpety są zasobne, albo lud nie boi się tak kowida. Albo odwrotnie – ucieka przed strachem w konsumpcjonizm, jak ci co przejadają się z nerwów.

Drugi trend to jednak oszczędność. To ci, co nie mają wyjścia, bo nie mieli odłożone i stali się ofiarami kowida. A propos tej grupy ofiar, to widać, że sklepy prywatne, małe przedsiębiorstwa rodzinne, szczególnie w spożywce, padły ofiarą globalizacji. Duże supermarkety mają problem, ale i małe sklepy popadały, wytrzymały koncepty sieciowe biedronkowo-żabkowo-lidlowo-dinowe. A więc formaty pośrednie, co wskazuje w którą stronę będzie to szło. Będzie bliżej konsumenta, ale skromniej. W końcu po nauczce kowidowej mógł się człowiek zorientować, że na kiego mu trzydzieści rodzajów sera, jak wystarczyły mu przez pół roku tylko te dwa z Żabki. I jest powoli jak z DJ-em, który puszcza wciąż te same piosenki, które ludzie lubią i innych nie chcą, bo innych nie znają.

Konsument masowy się więc znudził. Jak to będzie rzutowało na przyszłość? Obawiam się, że zanikiem różnorodności propozycji na półkach, zglajszachtowaniem potrzeb kupujących do kliku typowanych pakietów, ustalonych wedle kategoryzacji coraz obszerniejszych grup konsumenckich. Będzie coraz mniej małych sklepików, które miały swoją specyfikę, wąskie specjalizacje, atmosferę i bliskie relacje z klientami. Będzie koszarowo, szaro i buro. I pójdzie za tym stępienie ambicji konsumenckich, jeśli chodzi o zindywidualizowaną różnorodność.

I się do tego przyzwyczaimy. Jak za komuny. Ale będzie… jeszcze gorzej. Bo za PRL to żyliśmy w konsumenckim pohańbieniu, ale mieliśmy marzenia o konsumpcji. Bo mieliśmy przeciekające do nas obrazki z zasobnego Zachodu i mogliśmy się z czymś porównać. Obawiam się, że tego teraz nie będzie, gdyż opisane wyżej procesy zdają się mieć charakter globalny. A więc przyzwyczaimy się i do tego, bo wszędzie będzie tak samo. A szkoda, bo wolna konkurencja na rynku konsumenckim miała chyba najbardziej różnorodne i kreatywne przejawy, świadczące o naszej cywilizacji, która tak uniwersalnie i jednocześnie indywidualnie spełniała nasze oczekiwania. Teraz będzie szaro i jednostajnie.

Jerzy Karwelis

Więcej wpisów na blogu Dziennik zarazy.

Czytaj też:
To już jest schizofrenia. Albo cynizm – do wyboru
Czytaj też:
Obywatele na pomoc wojsku

Źródło: dziennikzarazy.pl
Czytaj także