Ostoja Rzeczpospolitej

Ostoja Rzeczpospolitej

Dodano: 8
Temida
Temida / Źródło: PAP
Dzień 590, wpis nr 579 || Codziennie przechodzę koło Sądów na Lesznie w Warszawie i mijam ten napis, że „Sprawiedliwość jest ostoją Rzeczpospolitej”.

To brzmi jak stwierdzenie, ale dla mnie raczej jako zadanie. No bo jeśli to rzeczywiście ma być ostoja, to nie mamy dzisiaj raczej na czym się oprzeć. Odziedziczyliśmy system sądownictwa w wianie po Okrągłym Stole. Tam strona „społeczna” zgodziła się na obowiązującą do dziś formułę sądów, mało tego, po ośmiu latach zastanawiania się nad Konstytucją, wpisano to, niby tymczasowe rozwiązanie, do ustawy zasadniczej. Sądy miały być niekontrolowaną, samomianującą i samorozliczającą się kastą. W 1989 roku głównie po to, by byłym (?) władcom nie spadł włos z głowy i to nie tylko za zbrodnie komunizmu, ale za nowy wymiar kapitalizmu a la polacca, czyli za uwłaszczenie się nomenklatury już w czasach transformacji.

I ten system przetrwał do dziś, a właściwie do 2015 roku. Z jednym z głównych haseł wyborczych, czyli poprawienia sądownictwa, PiS wjechał na salony władzy i spełnił swoje obietnice. Urzeczywistnienie tego trwało dość długo i wyszło, że nic nie było z prawdy, jeśli chodzi o gotowce w szufladach wtedy opozycji. Zaproponowano zmiany, wyszła awantura i to nie tylko dlatego, że środowisko, wsparte rzecz jasna przez totalną opozycję, oporowało. Sama reforma miała sporo błędów i nachalnie sprowadzała się bardziej do rozwiązań personalnej wymiany kadr niż ułatwień systemowych. Było tego tyle, że nawet prezydent Duda Pierwszy zawetował ustawę i napisał swoją.

Reforma utknęła

Jednak reforma, która miała ponad 80% poparcia w społeczeństwie, a więc jej akceptacja wychodziła poza plemienne podziały polityczne – utknęła. Wzmogło się środowisko tłustych sądowniczych kotów i doszło moim zdaniem do sytuacji rokoszu. Sędziowie wypowiedzieli posłuszeństwo państwu. Ba, nawet w ich postulatach otrzymali poparcie od Brukseli i kwestia praworządności stała się główną osią szeregu sporów politycznych wewnątrz kraju i retorsji na poziomie Unii.

Kłopot w tym, że sytuacje jest patowa i wielu uważa, że nawet gorsza niż sprzed reformy. To znaczy cały system się zawiesił. Nie działa ani po nowemu, ani po staremu. Całe grupki sędziów uderzają w samo sedno praworządności, to znaczy kwestionują prawo innych sędziów do orzekania, co wystawia obywatela na niepewność rozsądzeń i wyroków sądów. No bo jak się okaże, że skład był skażony mniemaną nielegalnością składu to i wyrok, wtedy każdy, może być podważony. W dodatku negujący prawo do orzekania kolegów rokoszanie wyraźnie lecą w gumę. Ci bowiem podważają nowych kształt KRS, uznając ją za nieprawomocną, co ma skutkować, że jej decyzje np. o mianowaniu i awansie sędziów, mają być nielegalne.

Sędziowie udają, że nie wiedzą, że to nie KRS mianuje sędziów, ale robi to prezydent i jest w tej mierze kompletnie niezależny. Nawet od KRS, która mu tylko proponuje mianowania i awanse. W związku z tym tego rodzaju ekscesy nie mają żadnego umocowania w prawie. Ale co zrobić jak sami sędziowie nie przestrzegają prawa? Iść do… sądu? Jakie ma państwo narzędzia, by takie wybryki namierzać i karać? Polskie nie ma takich narzędzi, co widać i teraz. W Niemczech sędzia odpowiada karnie nawet za złe wyroki własne. U nas – zatrzymaliśmy się w pół drogi – możecie mu nadmuchać. A więc zachowują się jak rzeczona kasta. Czyli grupa spoza społecznego i systemowego osądu. Jednocześnie władcza i to bez rozliczenia. No cudo.

PiS ma na pieńku z Unią

A teraz PiS ma na pieńku z Unią w obszarze właśnie praworządności, nawet – wbrew zapewnieniom premiera, że tak nie będzie – możemy za niepraworządność nie dostać kasy z Unii. I pogoń teraz jednego sędziego z drugim…

No, można odsunąć od orzekania. Ale taki to dopiero – ma wolny czas, dalej porządne apanaże, to jeździ po kraju i daje świadectwo. W dodatku panowie i panie w togach założyli swoje stowarzyszenia, które już coraz mniej udają, że nie są partiami politycznymi. Sędziowie mają ostre polityczne wystąpienia w przekaziorach i na spędach już nawet nie swojego środowiska, ale i suwerena.

Rokosz Panie, jak nic. A co na to państwo? No, jak zwykle – sroży się do maluczkich a z dużymi jak z jajkiem. Pełny imposybilizm. A PiS stracił rytm i szansę na zmiany. Do tej rzeki nie da się wejść drugi raz. Gdy już społeczeństwo zobaczyło jak ma wyglądać ta reforma, to się zastanawia czy jej (takiej?) chce. A więc poparcie dla reform sądownictwa spada, wraz z kontynuacją złego odbioru systemu. Czyli góra się bawi, PiS się zamachuje hucznie i potem, nie dowozi, a nam biednym zewsząd nędza. Kto był w polskim sądzie ten się w cyrku nie śmieje.

Ja wiem, że sprawa wydaje się skomplikowana. Ale taka nie jest, tak się zdaje, by mulić wodę i łowić tłuste szczupaki. A było po prostu przeczytać jedną z książeczek o reformie państwa, przygotowaną przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców i Warsaw Enterprise Institute. Tam w dziale o wymiarze sprawiedliwości był dość prosty scenariusz. Sędziowie powinni być niezawiśli ale usuwalni. Ale nie z powodów politycznych, tylko wolą sądzonego suwerena. Co pięć lat następowałaby weryfikacja każdego sędziego w procesie wyborczym. Byłby więc czas i okazja na rachunek i bilans każdego z orzekających. I towarzystwo by się starało, skończyłaby się pogarda napędzana bezkarnością. W tym projekcie reformy są jeszcze ważne szczegóły, ale ta pierwsza zasada, odstąpienia od nieusuwalności, załatwiła gros bolączek.

A tak stoimy w rozkroku naprzeciwko siebie. Trójpodział już dawno szlag trafił. Nie jest ani po staremu, ani po nowemu. Tylko gorzej. Tak to jest jak się sprawiedliwością nawalają taktycznie plemiona. Dawno już o nią nie chodzi, tylko o to – czyje będzie na wierzchu. Gdzie dwóch się bije to najczęściej – wbrew powiedzeniu – wcale trzeci nie musi korzystać.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na blogu „Dziennik zarazy”.

Źródło: dziennikzarazy.pl
 8
Czytaj także