Klęska wciągającej narracji

Klęska wciągającej narracji

Dodano: 4
Media, zdjęcie ilustracyjne
Media, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Flickr / Piotr Drabik / CC BY 2.0
Dzień 630. Wpis nr 619 || Wali się. Głównie narracja. Bowiem oprócz długu zdrowotnego mamy dług logiczny, gromadzący się praktycznie od początku pandemii informacyjnej.

A nawis ten jest potężny, bo ilość nielogiczności jakie trzeba tłumaczyć prowadzi do odkładania się złogów, a właściwie do syndromu krótkiej kołdry kłamstwa. Tu nam nogi lockdownowe wystają, to trzeba je pokryć, a wtedy nie starcza na przykrycie szczepionkowej ściemy. A ciało kowidowego kłamstwa się rozrasta i kołderkowe możliwości mediów czynią z niego ręczniczek wielkości lista figowego. A najgorsze jest wtedy jak się okazuje, że pod takim listkiem jest… figa.

Z drugiej strony tyle jest tego, że nie upilnujesz. Władzuchna suto płaci za takie „narracje” i tam przekaz jest dokładnie odzwierciedlony (choć jak widać przykład redaktor Gozdyry, poniżej, czasami obliczone na durnowatość odbiorcy). Ale tych kanałów jest tyle, że nie ogarniesz. Zwłaszcza, że można zauważyć w wielu mediach własne starania, by tak wystawić nóżkę dla klienta: chłopaki weźcie mnie, ja też potrafię – proszę. Przykłady – barabardzo.

Jaki mamy problem? No główny to taki, że się dziady nie chcą szczepić. Nakupiliśmy po 6 na głowę, głupio to wygląda, trzeba to jakoś zużyć, bo się zaczną pytać jakieś szumowiny – po kiego było tyle, skoro miały być dwa strzały? A więc trzeba przejść z fazy perswazji do etapu przemocy, czyli opracować pulę segregacyjnych wykluczeni dla nieszczepów, w płonnej nadziei, ze te przestraszą się (wide casus Australii, program „NO jab, NO job”, czyli zdechniesz z godu)) i – uwaga! – dobrowolnie przecież się zaszczepią. Aby to zrobić to trzeba się dobrze przygotować, a więc i zbadać pacjenta jak to przyjmie i napuścić Szczepanów na foliarzy. Jednym z takich mechanizmów jest przeprowadzanie „badań społecznych” jak jedni oceniają tę „dobroć” dla drugich. Po pierwsze ma to ich jeszcze bardziej skonfliktować, głównie po to by następowała „samoobsługa” pilnowania obostrzeń w wykonaniu spanikowanego społeczeństwa. Po drugie badania mają pokazać nieszczepom, że ich szeregi topnieją i że wkrótce zostaną z tym swoim dziewiczym ramieniem jak Himilsbach z angielskim.

Właśnie IBRiS przygotował badania dla Polsatu w tej sprawie. Ten Polsat to się do tej pory jakoś starał zachować parasymetrystycznie w tematach kowidowych. Ale teraz jest raczej na czele, ze swoimi ultrasami: Jankowskim i Gozdyrą. A więc sondaż pasuje jak ulał. My go rozbierzemy na czynniki pierwsze, by pokazać absurdalność jego „rezultatów”, obecnie promowanych na okrągło. Ale uwaga: tak to bywa, że sponsorom czasami się odwidzi (tak jak PiS-owi ostatnio z obostrzeniami) i taki Polsat nagle okazuje się być ostrzejszy w sprawach obostrzeń niż rządowa TVP. Tak to jest, kiedy nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. A więc co tam jest w wynikach? No cuda-wianki.

54% ludzi chce by były obostrzenia zadedykowane wyłącznie dla niezaszczepionych, to znaczy, żeby ich pozbawić prawa do obecności w miejscach publicznych. Przeciw było 42%. No to mamy pierwszą zagwozdkę – wiedząc, że nie zaszczepiło się 47% Polaków, to mamy do czynienia z 5%, które trzeba leczyć z powodu postępującego masochizmu, bo to osoby, które nie zaszczepiły się a są jednocześnie za tym by je represjonować. W dodatku jeszcze jedna rzecz – ciekawe ile wśród tych będących za wykluczeniem nieszczepów z sfery publicznej jest np. restauratorów? Przecież byliby wtedy za wywaleniem ze swoich knajp prawie połowy potencjalnych klientów. No i końcowa sprawa – spośród tych, którzy zaszczepili się dwa razy tylko 67% chce to powtórzyć po raz trzeci, co oznacza, że do progu ważności kowidowego paszportu dojedzie za chwilę tylko 36% zaszczepionych Polaków. I co, chcecie mi powiedzieć, że już nie 5, ale 19% Polaków jest za tym by ich nie wpuszczać do kin? No taaak… No, bo ja zakładam, że jak ktoś wziął dwie dawki, a trzeciej nie chce to raczej zwątpił w sens swoich poprzednich działań, a to oznacza poprzez indukcję – że nie jest za to za bardzo wdzięczny władzy, która zrobiła z niego balona. Czemu więc miałby chcieć obostrzeń dla… siebie samego?

To samo z kwestią pracodawcy, który miałby dostęp do wiedzy o szczepieniach pracownika i móc go przerzucać (wyrzucać?), gdzie mu się podoba. Znowu – zakładając, że 47% się nie zaszczepiło, to dlaczego tylko 37% jest temu przeciwne? Czyli 10% się nie zaszczepiło i jest za tym, by pracodawca mógł o tym wiedzieć i na tej podstawie rozporządzać nim jak chce, często degradując go funkcyjnie i zarobkowo. No, gdzie tu logika?

Ciekawe są też wyniki badań co do tego czy niezaszczepieni mają płacić za leczenie. 35% Polaków ma być na tak. I tu mamy dwa ciekawe wnioski. Po pierwsze mamy więc do czynienia z zaszczepionymi, którzy jednak są świadomi, że mogą wylądować jako chorzy w szpitalu, z podejrzeniem, że sfałszowali dokumentację szczepienną, i będą musieli zapłacić za leczenie. Po drugie – istnieje grupa 35% Polaków (podejrzewam, że zaszczepionych, bo tu poziom masochizmu nieszczepów byłby już kosmiczny), którzy wierzą, że nie załapią się do tej drugiej grupy – zaszczepionych chorych oskarżonych o fałszywe szczepienie, bo przecież to niemożliwe przecież, żeby szczepionki nie działały.

No właśnie – niemożliwe? Niedzielski miał problem. Ostatnia prosta przerodziła się w szczepionkowe rondo, zaś kampania, że zaszczepieni nie chorują padła jak długa. W kowidowych szpitalach zaczęli pojawiać się coraz częściej zaszczepieni, co było pewne, gdyż kowid jest międzynarodowy, zaś tylko narracje o nim – lokalne. A więc znowu coś zaczęło wyglądać spod kusej kołderki. I, jak Dyzma, siedzieli, siedzieli i wymyślili (no geniusze, tam ktoś ciekawy pracuje i albo za dużo bierze, albo bierze nas za durniów). Główna kowidowa ekstremistka, pani redaktor Gozdyra (druga po Olejnik mistrzyni w przerywaniu interlokutorowi, jak jej wątki nie idą) ogłosiła ostatnio, że fenomen chorych zaszczepionych dało się wyjaśnić. Otóż jakaś nieszczęśniczka w Bolesławcu, przed zakuciem w respirator, zeznała, że wbrew dokumentacji nie jest zaszczepiona, bo sobie to załatwiła. Od razu pojechały tam kamery wszystkich telewizji i – oczywiście – tłumek lekarzy od razu przyznał, że z nią było coś nie tak, bo ci zaszczepieni to tak ostro nie chorują (i jakoś „inaczej” umierają). Terefere…

Czyli mamy już wytłumaczenie, które ratuje zbawczy wizerunek skuteczności szczepionek. Chorują fałszerze. A jak takiemu udowodnić fałszerstwo? No, bo kto wie co mu tam wstrzyknęli? Jak umarł, to znaczy, że kłamał i niech ma za swoje. Przypadkiem Niedzielski, który w tym samym dniu przechodził obok konferencji z tragarzami zeznał, że służby będą tropiły takie podziemie szczepionkowe i mamy już na takich sposoby. Ale czemu się tak szczypać? Uznajmy po prostu, że każdy chorujący na kowida zaszczepiony to fałszerz – łatwo dojść do tego KTO go NIE zaszczepił. Proszę bardzo – droga jest otwarta. Pewnie jest jakieś podziemie w tym względzie, teraz ma się tylko bardziej bać, co oznacza, że będzie… drożej.

Podejrzewam, że śledztwo (-a?) skończy się tak samo jak poszukiwania rowerzysty, który spalił punkt szczepień. To znaczy – wybryk akurat wtedy kiedy trzeba, ofensywa medialna, przykład do istnienia podziemia antyszczepionkowców i podejście do obostrzeń, bo winni sami płaskoziemcy, a potem tiszyna i gościa z monitoringu na 3 kamerach nie znaleziono do dziś. I jak ktoś chce popilnować władzuchny to proszę śledzić losy oszustki z Bolesławca – przecież wiadomo kto ją szczepił i oczekuję informacji jakie są teraz sankcje wobec medycznego przeniewiercy.

No i media. Dobrze zorkiestrowane, choć grające fałszującą melodię, jasną dla wszystkich. I ta pani Gozdyra, pewna siebie ignorantka kowidowa, która zaprasza tylko tych co trzeba, bo ją i w prywatnej tv może dosięgnąć syndrom redaktora Pospieszalskiego. Ale dla nich wygodniej wierzyć w te bzdury, bo wtedy ma się poczucie misji a nie zeszmacenia za pieniądze. Odzywają się we mnie ciągotki sadystyczne w takich sytuacjach, jakie prokuruje Gozdyra, zastawiając pułapki, w które sama wpada. W dzisiejszym dziennikarstwie jest (niestety) taka zasada, jak u adwokatów na rozprawie – nie zadaje się pytania jak nie wiesz jaka padnie odpowiedź. I Gozdyra zapytała posła Dziambora ile to osób zaszczepionych jest hospitalizowanych, ten, że jakieś ze 25%, ta go wyśmiała z ulotką PAP-u w ręku, że 98% w szpitalach to nieszczepy, zaś zebrane (dobrane?) w studiu eksperty przytaknęły. No tak, 2% i spada… Zresztą, dodała pani Gozdyra, zaraz będziemy mieli łączenie z lekarzem ze szpitala, czyli z frontu i on nam powie. Lekarz z frontu – no, mamy tak z 1/3 chorych zaszczepionych. Szkoda, że kamera nie pokazywała wtedy twarzy pani reaktor z Warszawy, bo widok jedzącej własną żabę tupeciary to musi być coś niezwykłego. Za resztę można zapłacić kartą Visa.

PS. Popatrzmy do jakiej bezczelności dochodzi oficjalna narracja, pragnąc wytłumaczyć niewytłumaczalne. Oto doktor Sutkowski: „Zaszczepieni umierają wtedy, kiedy są między pierwszą a drugą dawką i jeszcze nie złapali odporności albo są między drugą a trzecią dawką, kiedy tę odporność stracili”.

A prawda o kowidowych zgonach w szpitalach jest taka, pani redaktor (i udawana niewiedza w niczym Pani nie usprawiedliwia):

„Seniorka po kilku udarach, od wielu lat leżąca. Stan się pogorszył, wymagała hospitalizacji. Wymazano bezobjawowy PCR+, zatem oddział covidowy. Tam nie mieli wstępu lekarze specjaliści, którzy mogliby jej pomóc. Zgon. Tak wyglądają niezaszczepione w Polsce”.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Źródło: dziennikzarazy.pl
 4
Czytaj także