Zabawy językowe

Dodano: 
Adam Niedzielski, minister zdrowia
Adam Niedzielski, minister zdrowia Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Dzień 647. Wpis nr 636 Z wykształcenia jestem filologiem. Słowiańskim w dodatku. Na studiach przez pierwszą połowę edukacji miałem nudy językoznawcze.

Nauka mnie pokarała, bo język mnie fascynował od „dziecięciem będąc”, a jak już się zacząłem amatorsko zagłębiać w dziedzinie, to moja ciekawość wrosła wraz z zamianą intuicji na wiedzę. Język to ciekawy fenomen. Takie coś, czego nie widać, jest wszędzie, ale między ludźmi. Kształtuje się sam, a właściwie „opiłowuje” go uzus, czyli zwyczajowe używanie, które wprowadza jedne pojęcia, słowa, związki frazeologiczne z przeróżnych źródeł, zderza z użytkowością w językowym zwyczaju i spośród nich jedne zostają, drugie odpadają, a te, co zostają to też mają swój „okres używalności”, który w dzisiejszych czasach coraz szybciej się kończy.

Ta struktura jest boska, bo trudno się oprzeć przekonaniu, że to jest jakiś gigantyczny fenomen. No, bo przecież nikt nie wymyślił np. imiesłowu przymiotnikowego biernego (i jeszcze w odróżnieniu do czynnego). Przecież nie siedział jakiś jaskiniowiec, czy bliżej – kmiotek na zamku i pomyślał sobie: nieprzeczytana książka. To się rodziło powoli, było wiele prób i pomyłek, a niektóre się tak przyjęły, że weszły w konstrukcję języka. I to wszędzie, gdzie był używany. W związku z tym, ze swojej pasji do zgłębienia (a właściwie zgłębiania, bo to proces nieskończony) tej tajemnicy poszedłem na studia i tam uczyliśmy się dokładnego rozróżniania wydawało się bliskich pojęć, sublimowania różnic w gnieździe synonimów i logicznego rozbioru zdań.

I po czymś taki dostaję to. Komunikat Ministerstwa Zdrowia, z 7 grudnia: „Szanowni Państwo.
W związku z licznymi pytaniami kierowanymi do @MZ_GOV_PL wyjaśniamy, że obowiązek szczepień jest czym innym niż przymus szczepień. Nikt nie wprowadza przymusu szczepień”.

Właściwie to zgłupiałem. No, bo po co to? Kto komu chce tu i co wytłumaczyć? Bo sytuacja jest taka – władza chce wprowadzić szczepienia obowiązkowe dla służb mundurowych, nauczycieli i medyków. Tak mówi, że zrobi od 1 marca 2022. (Ja tam w to nie wierzę, bo moim zdaniem to ona przez ten czas będzie badać społeczeństwo czy sobie na to pozwoli, w międzyczasie zmiękczając je nachalną propagandą). Czyli co zrobi, skoro to obowiązek, ale nie przymus? Czym się oba pojęcia różnią?

Zaglądam do definicji i przymus rzeczywiście różni się od obowiązku, ale w jego synonimach (107-miu) obowiązek występuje. No bo przymus to działania mające wywołać określony skutek za pomocą presji lub środków prawnych, zaś obowiązek to stan, konieczność wymuszona często przymusem bezpośrednim, czasami prawem, czasami moralnością. Co ciekawe, jak wygooglałem sobie słowo przymus, to wcale nie wyskoczyły mi jako pierwsze słowniki PWN, tylko artykuły o przymusie szczepień, że jest planowany i to w jakich krajach. Do PWN dostałem się dopiero wtedy kiedy wpisałem „przymus definicja”. Czyli w demokracji googlowej przymus kojarzy się ze szczepionkami, a to dość miarodajne, drodzy państwo z ministerstwa.

Ja nie wiem, może oni tam w ministerstwie zdrowia zatrudnili jakiegoś dialektyka pojęciowego, który będzie tłumaczył, że, panie, w zdekonstruowanym języku, to wszystko może oznaczać wszystko, a synonimy mają w sumie między sobą wielkie różnice. A więc człowiek się zastanawia co autor miał na myśli. A może to chodzi o wprowadzenie w głowach takiego rozróżnienia, że obowiązek bez sankcji to nie jest przymus? No to jakich sankcji ma nie być? No, bo zobaczmy jak oni to zrobili. Władza przecież nie będzie chciała zabrać się za egzekwowanie obowiązku, bo przymus odda w ręce innych: pracodawców, dowódców, ordynatorów, dyrektorów szkół. I to oni będą decydować, a właściwie będą posłańcami złej nowiny: ja bym pana/panią/panio zatrzymał, bez pana (itd.) oddział, klasa, granica się zawali, ale cóż przepisy…

I kto się będzie zajmował subtelnościami językowymi? Efekt będzie taki sam: won z roboty, a reszta to semantyka dialektyczna, a przede wszystkim – władza niewinna. Przecież żadnego przymus nie było. Znałeś reguły gry, wybrałeś jak chciałeś, gdzie tu przymus? I kopa. 30% wojskowym, 40% policjantom, 30% nauczycielom i 20% medyków, którzy sami przecież powinni wiedzieć jakie te szczepionki to złoto jest.

Przecież to prawo jest. Jak z każdym innym przepisem. boisz się kary – nie robisz, chcesz robić nielegalne – masz karę. Czy to obowiązek? Na pewno tak, jak powszechny obowiązek wojskowy, który nie byłby obowiązkiem, gdyby za nim nie stał przymus. A więc weście te swoje opowieści językowe i subtelności lingwistyczne wsadźcie i nie kompromitujcie się. Stańcie w prawdzie i powiedzcie: tak, uważamy, że dla zdrowia publicznego wszyscy się powinni zaszczepić, państwo daje nam podstawową władzę dystrybucji przymusu, czym państwo jest w swojej narzędziowej istocie. Sięgamy po to, dla dobra publicznego i jesteśmy w stanie wziąć na siebie pełną odpowiedzialność. Nie ukrywamy się za restauratorami, przedsiębiorcami, ordynatorami czy dowódcami. Tak, to my każemy i karzemy.

A tu mamy jakieś lingwistyczne sztuczki tchórzy, którzy wynajęli sobie jakiegoś relatywizującego językoznawcę.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Źródło: dziennikzarazy.pl
Czytaj także