Czy Facebook i Google dostaną po głowie?
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Czy Facebook i Google dostaną po głowie?

Dodano: 9
Parlament Europejski, zdjęcie ilustracyjne
Parlament Europejski, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Flickr / European Union 2013 - European Parliament (CC BY-NC-ND 2.0)
KONSTYTUCJA WOLNOŚCI II Jutro w Parlamencie Europejskim bardzo ważne głosowanie, o którym zaskakująco mało się mówi.

Rozpatrywany będzie raport komisji PE, stanowiący podstawę do zajęcia przez PE stanowiska w sprawie projektu aktu o usługach cyfrowych (Digital Services Act – DSA). Niezależnie od tego, jakie moglibyśmy mieć uwagi do funkcjonowania UE, to jedna z tych sytuacji, gdy Unia jedynie jako całość ma szansę przeciwstawić się dominującej pozycji cyfrowych gigantów. Głosowanie w PE określi, jakie w tej sprawie stanowisko zajmie parlament, kluczowy w procesie współdecydowania.

Polski rząd obiecywał konfrontację z właścicielami globalnych serwisów, ale obietnicy nie dotrzymał. Najgłośniej swego czasu pokrzykujący w tej sprawie Adam Andruszkiewicz stał się nie tylko pośmiewiskiem internetu, ale też symbolem tej porażki. Dziś Andruszkiewicz pisze swoje bojowe tłity z jakiejś kanciapy w Kancelarii Premiera, gdzie go przytulono po skasowaniu Ministerstwa Cyfryzacji.

Starciu z wówczas jeszcze Facebookiem, dziś Meta, a także z Alphabet, właścicielem Google’a i YouTube, miał posłużyć projekt przygotowany swego czasu przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Projekt nie był doskonały, budził obawy u części komentatorów, którzy twierdzili, że będzie dawał władzy możliwość decydowania o usuwaniu niewygodnych dla niej treści. Czy były to obawy uzasadnione – można dyskutować. Na pewno było tam wiele do poprawienia. Faktem jest natomiast, że był to jak dotąd jedyny konkretny pomysł po polskiej stronie, jak zmierzyć się z sytuacją, w której na podstawie całkowicie arbitralnych, nieprzejrzystych reguł anonimowi administratorzy mogli dowolnie cenzurować dowolne profile i kanały w mediach społecznościowych, czego kulminacją były ewidentnie politycznie motywowane działania Facebooka przeciwko Konfederacji. Dlatego warto zadawać rządowi pytanie, czemu projekt utkwił i nie był procedowany.

Natomiast jego niewątpliwie słabą stroną było, w jaki sposób spowodować, żeby olbrzymie firmy zarejestrowane poza Polską poddały się polskiej legislacji. Częściowo na te wątpliwości odpowiedziano w najnowszej wersji projektu, ale tylko częściowo.

Nie ma natomiast wątpliwości, że oba giganty, tworzące globalny duopol, musiałyby podporządkować się regulacji uchwalonej na szczeblu unijnym – która zresztą wcale nie wyklucza regulacji krajowej. Ta ostatnia mogłaby być sposobem na implementację unijnego rozporządzenia już po jego powstaniu. Natomiast tam, gdzie wkracza ustawodawstwo unijne, najwięksi muszą brać je pod uwagę.

Problem w tym, że DSA w postaci takiej jaką ma obecnie, jest pozbawiony niektórych istotnych instrumentów. Teoretycznie mógłby rozwiązać wiele problemów, które na Twitterze w błyskawicznej kampanii nacisku na europosłów wyliczała Fundacja Panoptykon, bardzo zasłużona w walce o naszą prywatność. Ważne jest tu również stanowisko polskiego rządu, w większości trafnie przedstawiające oczekiwania i problemy, jakie DSA powinno rozwiązać.

To nie tylko kwestia odebrania możliwości arbitralnego blokowania treści poprzez nadzór krajowych regulatorów nad platformami. To również – co Panoptykon podkreśla szczególnie mocno – zakaz stosowania praktyk, które wyszły na jaw dzięki przeciekom z wnętrza Facebooka, czyli m.in. napędzania sobie ruchu poprzez promowanie skrajności, agresji, chamstwa. Miarą hipokryzji firmy Marka Zuckerberga jest, że jednocześnie wprowadza cenzurę, twierdząc, że walczy z nienawiścią. Możliwe jest rozwiązanie, w ramach którego na wielkich platformach społecznościowych działałyby algorytmy innych firm, nastawione na inne priorytety niż to ma miejsce obecnie, zaś użytkownik mógłby wybrać korzystanie z nich, a nie z tych przygotowanych przez gigantów. Taką możliwość musi jednak stworzyć DSA.

Raport, który będzie przedmiotem czwartkowego głosowania i podstawą do podejmowania decyzji, nie ogranicza również inwazyjnego profilowania użytkowników, czyli tworzenia na podstawie ich aktywności wizerunków ich preferencji, upodobań, emocji, nawet sytuacji życiowej dalece przekraczających granice, w których chcielibyśmy informacje o sobie udostępniać jakiejkolwiek firmie. To także PE powinien zmienić.

Niestety, jak wskazuje Panoptykon, największa frakcja w PE – Europejska Partia Ludowa, do której należą Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe – rozważa wykreślenie z DSA przepisu zabraniającego wyróżniania graficznego zgody na śledzenie (czyli tzw. ciasteczka) – co jest dziś powszechną praktyką; naciskania na użytkownika o wyrażenie zgody, która raz już została wycofana lub której odmówiono; komplikowanie procesu likwidacji konta w serwisie tak, że staje się to trudniejsze niż jego założenie. Jakie są tu motywacje EPL – trudno pojąć.

Trudno też pojąć, dlaczego o głosowaniu i samym DSA jest tak cicho w obliczu coraz większych problemów i kontrowersji, jakie wywołują cyfrowi giganci. Wspomnieniem jedynie pozostają masowe protesty organizowane przy okazji próby uchwalenia ACTA, podczas gdy DSA może mieć większe znaczenie dla wszystkich, którzy krytycznie patrzą na wszechwładzę cyfrowego oligopolu. A takich jest coraz więcej.

Zachęcam zatem do tego samego, co stara się robić Panoptykon: europosłowie mają swoje konta w mediach społecznościowych. Jest jeszcze czas, żeby naciskać na nich za ich pośrednictwem w sprawie czwartkowego głosowania – do czego namawiam.

Źródło: DoRzeczy.pl
 9
Czytaj także