Co się stało na dnie Bałtyku? Jakóbik: Ceny gazu znów rosną

Co się stało na dnie Bałtyku? Jakóbik: Ceny gazu znów rosną

Dodano: 10
Gazociąg Nord Stream, zdjęcie ilustracyjne
Gazociąg Nord Stream, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP/EPA
Po wycieku gazu z Nord Stream 1 i 2 do Bałtyku, ceny surowca znów rosną, choć już spadały, bo gazowy straszak Rosji przestawał działać – mówi DoRzeczy.pl Wojciech Jakóbik, ekspert ds. energetyki, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Damian Cygan: Otwarcie gazociągu Baltic Pipe zbiegło się w czasie z wyciekiem gazu z Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Czy można tu mówić o przypadku?

Wojciech Jakóbik: Takie zdarzenia zawsze każą zastanowić się nad drugim dnem. Rosjanie używają gazu jako broni. Nie wiemy, co się wydarzyło na dnie Morza Bałtyckiego, mamy za mało informacji, żeby to rozstrzygnąć.

Natomiast ceny gazu znów rosną, choć już spadały, bo gazowy straszak Rosji przestawał działać. Wydaje się, że upłynie dużo czasu, zanim gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2 będą znowu gotowe do pracy. Gdyby teraz w Niemczech ktoś miał pokusę, żeby uruchomić NS2, to nie będzie takiej możliwości. Jednak z dalszą oceną sytuacji należy poczekać na konkretne informacje.

Czy wyciek gazu może spowodować katastrofę ekologiczną na Bałtyku? Czy Rosjanie próbują w ten sposób testować państwa NATO mające dostęp do morza?

Rosjanie są nieprzewidywalni i niegodni zaufania. To problem, który nie pozwala wierzyć komunikatom spółek rosyjskich. Wyciekowi gazu do Bałtyku przyglądają się na bieżąco Siły Zbrojne Danii. Duńczycy informują, że nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw gazu innymi szlakami, jak np. pobliski Baltic Pipe. Nie ma również zagrożenia dla fauny i flory.

Natomiast wyciek jest problemem klimatycznym – metan jest dużo bardziej emisyjnym gazem niż np. dwutlenek węgla. Zatem organizacje ekologiczne, które protestowały przeciwko budowie gazociągu Baltic Pipe, powinny uważnie przyjrzeć się rozwojowi wypadków wokół rur Putina.

Czy gazociąg Baltic Pipe jest dziś odpowiednio chroniony?

Strategiczna infrastruktura krytyczna powinna znajdować się pod ścisłą ochroną państwa i wydaje się, że tak jest. Tak było w przypadku terminalu LNG, wokół którego w przestrzeni informacyjnej krążyło wiele spekulacji na temat zagrożeń.

Baltic Pipe, rafineria w Gdańsku, naftoport – to są wszystko obiekty strategiczne i nasze energetyczne okno na świat, które powinniśmy chronić, szczególnie w obecnej sytuacji. Dobrze, że nasi sojusznicy z Danii i Szwecji ściśle przyglądają się wyciekom z Nord Stream 1 i Nord Stream 2 na Bałtyku.

Na ile Baltic Pipe zabezpiecza Polskę przed zimą? I w jakim stopniu rekompensuje nam gaz, którego nie będziemy już sprowadzać z Rosji?

Przepustowość Baltic Pipe to 10 mld m3 gazu rocznie. Z tego PGNiG zarezerwowało ponad 8 mld m3. W tym roku będzie możliwa dostawa do 3 mld m3. W przyszłym roku – według deklaracji PGNiG – będzie to 6,5 mld m3, a w 2024 r. – 7,7 mld m3, czyli prawie cała rezerwacja PGNiG.

To są znaczące ilości gazu pochodzące z różnych kontraktów oraz wydobycia własnego PGNiG. Warto w tym kontekście przypomnieć, że przed zerwaniem kontraktu przez Gazprom Polska importowała z Rosji od 8 do 10 mld m3 gazu rocznie.

Czytaj też:
Nord Stream. Sejsmolog: Nie ma wątpliwości, że były to eksplozje

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy.pl
 10
Czytaj także