• Wojciech GolonkaAutor:Wojciech Golonka

Neokonserwatyści

Dodano: 
Kapitol Stanów Zjednoczonych
Kapitol Stanów Zjednoczonych Źródło: PAP/EPA / MICHAEL REYNOLDS
Frakcja w Waszyngtonie, na którą stawia PiS, to osobliwe zjawisko, nadające polityce międzynarodowej tempa i temperatury.

W2004 r., czyli rok po dokonanej przez USA i ich koalicjantów inwazji na Irak, na corocznej gali American Enterprise Institute wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Dick Cheney ogłosił początek jednobiegunowej ery amerykańskiej hegemonii, a zatem globalnej dominacji USA nad światem. Inwazja na Irak zdawała się udowadniać, że Ameryka może z dnia na dzień obalić każdy autorytarny reżim na świecie i zaprowadzić w jego miejsce zachodni model rządów demokratycznych, ma się rozumieć – pod patronatem USA. Ideały neokonserwatyzmu, które od czasu administracji Ronalda Reagana drążyły politykę zagraniczną USA, święciły właśnie swój triumf, choć paradoksalnie w tym samym czasie w szeregach ich wyznawców zaczynała szerzyć się niewiara.

Przysłuchujący się przemówieniu Dicka Cheneya Francis Fukuyama, ten sam, który 20 lat wcześniej w upadku Związku Sowieckiego dopatrywał się ostatecznego zwycięstwa liberalnej demokracji i obwieścił wówczas swój słynny „kres historii”, dojrzewał do zerwania z utopią neokonserwatyzmu. Z perspektywy czasu zawiedziony prorok miał nawet gorzko porównać swe byłe „neokońskie” credo do rewolucji bolszewickiej: „Neokonserwatyści wierzyli, że można przyspieszyć historię za pomocą prawego stosowania władzy i za pomocą woli. Leninizm był tragedią w swym bolszewickim wydaniu, a stał się farsą, gdy zaczął być stosowany przez Stany Zjednoczone. Neokonserwatyzm, zarówno jako polityczny symbol, jak i korpus myśli, ewoluował w coś, czego nie mogę już więcej popierać”.

Farsa dla swych byłych adeptów, krwawa rozgrywka dla innych, summa summarum chaos zaprowadzony przez USA na Bliskim Wschodzie, z neokonserwatystami w roli spiritus movens, rzeczywiście spowodował zwątpienie wyznawców i falę apostazji w tym ruchu politycznym, który miał w sobie coś z wyznawanej religii. Zacznijmy jednak od początku.

Rozczarowani liberałowie?

W drugiej połowie lat 60. XX w. grupa liberałów związana z lewicowym skrzydłem Partii Demokratycznej dokonała „konwersji” na prawicowe poglądy. W młodości byli oni nawet komunistami, tyle że w opozycji do stronnictwa stalinowskiego byli trockistami z krwi i kości; byli także nierzadko Żydami, o czym za chwilę. Co sprawiło zatem, że z komunistycznych rewolucjonistów stali się konserwatystami, którzy zasilili szeregi republikanów i stopniowo narzucili partii własny ton? Powszechnie literatura opisuje, że byli to liberałowie, których liberalizm ostatecznie pozbawił złudzeń tudzież, jak wskazał jeden z liderów pierwszej generacji tego ruchu Irving Kristol, neokonserwatysta to „liberał dopadnięty przez rzeczywistość”.

Cały artykuł dostępny jest w 42/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także