Waszyngton i Kijów się rozjeżdżają. Groźny moment wojny
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Waszyngton i Kijów się rozjeżdżają. Groźny moment wojny

Dodano: 
Prezydent USA Joe Biden przemawia przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ
Prezydent USA Joe Biden przemawia przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ Źródło: PAP/EPA / JUSTIN LANE
Konstytucja Wolności || "Nie mam żadnych bezpośrednich planów, by skontaktować się z Putinem. (...) Ale jestem gotowy, by z nim rozmawiać, jeśli faktycznie jest zainteresowany, by zdecydować, że chce szukać sposobu na zakończenie tej wojny. Jeszcze tego nie zrobił" – oznajmił tydzień temu Joe Biden podczas konferencji prasowej po spotkaniu z odwiedzającym USA Emmanuelem Macronem.

To jedna z najbardziej znaczących wypowiedzi od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej. Amerykański prezydent wysłał w ten sposób publiczny sygnał w trzy strony.

Po pierwsze – do samego Putina, że droga do negocjacji nie jest zamknięta, choć warunkiem jest wyraźna wola zakończenia działań zbrojnych ze strony Rosji. Po drugie – do wyborców i elity politycznej USA, że Biały Dom przestał wykluczać negocjacje z Rosją, które musiałyby oczywiście oznaczać kompromis. Ma to duże znaczenie wobec przejęcia Izby Reprezentantów przez Republikanów. Zaś kompromis musiałby oznaczać to, co w Polsce nie przechodzi nikomu w głównym nurcie przez gardło: zatwierdzenie strat terytorialnych Ukrainy. Po trzecie – do Kijowa, że to Ameryka jest tutaj rozgrywającym i jeżeli ona postanowi prowadzić rozmowy z Moskwą, Kijów nie będzie mieć nic do gadania.

Robi się to już nudne, ale trzeba to napisać jeszcze raz: w Polsce debata jest tak usztywniona i przesiąknięta propagandą, że wariant negocjacji kończących się jakimś gorzkim dla obu stron porozumieniem prawie w niej nie występuje. Może poza debatami w eksperckim gronie, w trakcie których zostaje na ogół potępiony jako niesłuszny. Wynika to również z tego, że w polskim życiu publicznym nagminnie myli się analizę i opis tego, co się dzieje oraz co jest możliwe czy prawdopodobne, z rozważaniami o tym, co jest słuszne i chwalebne. Polska debata jest przede wszystkim „słusznościowa”, a nie analityczna. Problem w tym, że taki sposób myślenia wydają się podzielać także osoby, od których zależą decyzje o kursie polskiej polityki.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także