Michalkiewicz przypomniał, że w kwietniu tego roku Niemcy podniosły swoje stosunki z Ukrainą do rangi strategicznego partnerstwa. Jego zdaniem w świetle tej kwestii powinniśmy rozpatrywać decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nazwaniu jednostki specjalnej imieniem "Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii". Podkreślił jednocześnie to, o czym mówił wielokrotnie – że jeszcze za prezydentury Joe Bidena Berlin dostał od Waszyngtonu zgodę na "poukładanie Europy po swojemu", co właśnie dzieje się na naszych oczach. W materiale zatytułowanym "Zełenski straci Order Orła Białego za gloryfikację UPA?" publicysta nakreślił kontekst współpracy niemiecko-ukraińskiej i na jego tle odniósł się do sprawy ostatnich głośnych w Polsce ruchów władz Ukrainy.
Ukraina ma strategiczne partnerstwo z Niemcami. Michalkiewicz: Polska nie jest już potrzebna
– To nie był przypadek, to nie był żaden wybryk, jak to chcieliby niektórzy, tylko to jest demonstracja arogancji. Prezydent Zełenski chce w ten sposób dać do zrozumienia, że właściwie Polska Ukrainie nie jest już potrzebna. Skoro ma strategiczne partnerstwo z Niemcami, to Ukraina już Polski nie potrzebuje. Tym bardziej nie musi przejmować się tym, co Polacy na temat Ukrainy myślą – zwrócił uwagę publicysta.
– Polska, jak się okazuje, jest zdolna do wykonywania jedynie symbolicznych gestów bez realnego znaczenia. Co z tego, że Kukuniek odepnie sobie od koszuli guziczek w barwach ukraińskich? – zapytał Michalkiewicz, nawiązując do reakcji Lecha Wałęsy. – Prezydentowi Zełenskiemu nie pęknie od tego serce. Zełenski dostał niedawno od Komisji Europejskiej 90 miliardów i w spłacaniu tej kwoty Polska, nolens volens, będzie partycypowała – podał przykład.
Michalkiewicz zaznaczył, że formalnie mowa jest o pożyczce, ale warto zwrócić uwagę, kto w rzeczywistości będzie ją spłacać. – Otóż teoretycznie tę pożyczkę ma spłacać Rosja w ramach reparacji wojennych na rzecz Ukrainy. Jest bardzo mało prawdopodobne, że kiedykolwiek do czegoś takiego dojdzie. W związku z tym tę pożyczkę będą musiały spłacić państwa członkowskie Unii Europejskiej, między innymi Polska – przypomniał.
Zobowiązanie w umowie z 2016 roku
Publicysta zwrócił w związku z tym uwagę na perspektywę elit w Kijowie. – Dlaczego prezydent Zełenski miałby się przejmować polskimi fochami, polskimi dąsami? Tym bardziej, że nadal obowiązuje w stosunkach polsko-ukraińskich umowa z 2 grudnia 2016 roku, której artykuł 12 przewiduje, że w razie stanu wojennego – a na Ukrainie trwa stan wojenny od co najmniej 4 lat – Polska zobowiązuje się do nieodpłatnego, i to jest expressis verbis wyrażone w artykule 12. Składa się on z wielu punktów i jeden z tych punktów właśnie o tym mówi, że Polska zobowiązuje się do nieodpłatnego dostarczania Ukrainie środków bojowych, niebojowych i mieszanych – słowem, zasobów całego państwa. No to dlaczego prezydent Zełenski miałby się przejmować jakimiś symbolicznymi gestami bez znaczenia, które zresztą nie wiadomo, czy zostaną zrealizowane – kontynuował publicysta.
"Bohaterowie UPA" i perspektywa drugiego pogrzebu Bandery
Przypomnijmy, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdecydował o nadaniu imienia "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" wojsk Ukrainy. To nie pierwszy taki przypadek. Część jednostek wojskowych na Ukrainie nosi nazwy związane z UPA i nazistowskimi Niemcami np. Oskarem Dirlewangerem.
Z kolei 25 maja na Narodowym Cmentarzu Wojskowym Ukrainy pochowano prochy jednego z przywódców OUN UPA Andrija Melnyka. W państwowym pogrzebie wziął udział prezydent Zełenski. Zapowiedziana została także możliwość państwowego pochówku Stepana Bandery. Prochy zbrodniarza miałyby wcześniej zostać przewiezione z Monachium na Ukrainę.
Strona ukraińska zaznacza, że żadna z tych decyzji nie jest wymierzona w Polskę i przypomina jednocześnie swoją narrację symetryzmu wobec ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W naszym kraju wskazuje się natomiast m.in., że ciężko wyobrazić sobie, by dla przykładu Niemcy miały dziś urządzać państwowe pogrzeby Göringa, Himmlera czy innych narodowosocjalistycznych zbrodniarzy albo nazywać swoje jednostki wojskowe imieniem Waffen-SS.
Przypomnijmy, że prawną przesłanką odebrania Orderu Orła Białego jest stwierdzenie, że do odznaczenia doszło w wyniku wprowadzenia w błąd albo odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny odznaczenia. Ostateczna decyzja należy do prezydenta, który wcześniej musi zaciągnąć opinii kapituły Orderu Orła Białego.
Czytaj też:
Kijów gra na Berlin w kontekście akcesji do UE – i tylko to go obchodzi
