Przyjaźń na siłę
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Przyjaźń na siłę

Dodano: 
Andrzej Duda, Wołodymyr Zełenski
Andrzej Duda, Wołodymyr Zełenski Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Gdyby wizytę Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie obedrzeć z pięknego, pełnego może nawet nieudawanych emocji pustosłowia, zostałyby głównie niedopowiedzenia i znaki zapytania oraz żenująca próba zamiecenia pod dywan zbrodni wołyńskiej.

Oczekiwania wobec odwiedzin prezydenta Ukrainy można było mieć duże. Zwłaszcza że na tę wizytę musieliśmy czekać 13 miesięcy. Wołodymyr Zełenski znalazł w tym czasie sposobność, aby odwiedzić Waszyngton, Londyn, Brukselę i Paryż. W Polsce tylko bywał, traktując ją jako stację przesiadkową. Sprawiało to wrażenie coraz większego lekceważenia, ale miało przecież całkowicie racjonalne wyjaśnienie, a pan prezydent Zełenski jest rasowym pragmatykiem: we wszystkich odwiedzanych stolicach ukraiński lider miał konkretne rzeczy do załatwienia i konkretną pracę perswazyjną do wykonania. W Warszawie żadnej wykonywać nie musiał, bo stąd wszystko miał na pstryknięcie palcami.

Wizyta ukraińskiej głowy państwa miała miejsce w konkretnym wewnętrznym politycznym kontekście. Zaczęła się już kampania wyborcza, a z badań jasno wynika, że powiększa się grupa Polaków podchodzących do polskiej strategii pomocy Ukrainie ze względnym sceptycyzmem. Nie są to osoby oczekujące ustawienia się przez Polskę w pozycji drugich Węgier, ale coraz bardziej skłonne preferować większą wstrzemięźliwość właściwie we wszystkich kwestiach – od pomocy socjalnej dla uchodźców

Artykuł został opublikowany w 15/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także