Szewko: Wtedy Hezbollach przystąpi do wojny z Izraelem

Szewko: Wtedy Hezbollach przystąpi do wojny z Izraelem

Dodano: 
Szejk Naim Qassem, zastępca przywódcy Hezbollahu wyraża solidarność z Palestyńczykami w Strefie Gazy
Szejk Naim Qassem, zastępca przywódcy Hezbollahu wyraża solidarność z Palestyńczykami w Strefie Gazy Źródło:PAP/EPA / WAEL HAMZEH
Wojciech Szewko wskazał, co musiałoby się stać, żeby Hezbollach uderzył na Izrael. Przypomniał także, jak wyglądają relacje Hamasu z Iranem i organizacjami dżihadu.

W 98 odcinku na swoim kanale "Szewko czyli na Wschód od Bliskiego Wschodu" dr Wojciech Szewko, ekspert ds. stosunków międzynarodowych, analizował bieżące wydarzenia polityczne w regionie w związku z eskalacją konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Elementem obszernego omówienia były m.in. relacje Hamasu z Egiptem, Katarem, Rosją i Iranem – państwami na różne sposoby powiązanymi z całą rozgrywką.

Hamas a dżihad

Szewko przypomniał też skomplikowaną mozaikę organizacji dżihadu w państwach arabskich w kontekście ich reakcji na konflikt zbrojny Izraela z Hamasem. Z perspektywy większości tych organizacji Hamas nie jest organizacją dżihadu, jako zbyt nacjonalistyczny, co jest uznawane za niekompatybilne z islamem, a także zasłaniający się dżihadem dla własnych korzyści politycznych czy finansowych.

W związku z tym – tłumaczył Szewko – obecne wezwania Hamasu do działań przeciwko Izraelowi, pozostanie z ich strony bez realnej odpowiedzi. – Jeżeli podejmą jakieś działania, to w solidarności z Palestyńczykami, nie z Hamasem, i będą to wyraźnie zaznaczali – powiedział naukowiec.

Ekspert podkreślił, że państwa arabskie potępiają Izrael za ataki na Strefę Gazy, ale robiłyby to silniej, gdyby w całej układance nie było Hamasu. – Państwa arabskie mają problem, bo z jednej strony sprawa palestyńska jest u nich na sztandarach, ale z drugiej strony nie będą popierały organizacji, która jest im jawnie wroga – zwrócił uwagę Szewko.

Optyka Iranu

– Hamas zabiega i zabiegał o poparcie Iranu. Wiemy, że Iran pomagał finansowo, ale również zabiegał o wsparcie Syrii i Rosji. Mamy tych trzech aktorów, ale to nie znaczy, że istnieje wielka przyjaźń między tymi podmiotami – zaznaczył.

Jak przypomniał, jeszcze w 2015 roku Hamas prawdopodobnie wysyłał bojowników (choć nie pod swoim sztandarem) do walki przeciwko Baszszarowi al-Asadowi, a więc z Rosjanami i Hezbollachem w Syrii. – W związku z tym z żołnierzami Hamasu spotykali się na polach bitewnych żołnierze rosyjscy, irańscy czy Hezbollahu – dodał.

Szewko tłumaczył, że Iran prowadzi sprytną politykę zagraniczną. W Syrii strona, po której walczyli bojownicy dżihadu, w tym Hamasu, została pokonana m.in. przez Iran i Hezbollah i obecnie w optyce Teheranu hamasowcy stanowią narzędzie do polityki antyizraelskiej. – Są najsilniejszą grupą zbrojną, która w tej chwili rzuca wyzwanie Izraelowi i jako taka, jest finansowana przez Iran. – Jeżeli natomiast Iran miałby wybierać między Hezbollachem – który rzeczywiście jest sojusznikiem Iranu – a Hamasem, to wybierze Hezbollah – przypomniał Szewko.

Hezbollach – zasób na Izrael

– Jeżeli zaś chodzi o Hezbollah, to on wymienia się w tej chwili ciosami z Izraelem, ale jest to ostrzał "kurtuazyjny". – To nie oznacza, że Hezbollach nie ma ochoty zaatakować Izraela, tylko że ta organizacja jest trzymana przez Iran na specyficzny moment. Izrael bardzo by chciał, żeby Hezbollach teraz zaatakował, bo oznaczałoby to wielką wojnę, ale z drugiej strony oznaczałoby zasadnicze zmniejszenie zdolności bojowych Hezbollachu po takiej wojnie. Ona byłaby krwawa, przyniosłaby masę ofiar, ale z całą pewnością Hezbollach nie wyszedłby z takiej wojny zwycięsko – ocenił ekspert.

Jak tłumaczył, organizacja ta straciłaby dużą część sprzętu, żołnierzy czy infrastruktury. – A to oznacza, że w sytuacji ataku Izraela na Iran, Hezbollach nie mógłby odpowiedzieć. Krótko mówiąc, moim zdaniem, zresztą nie tylko moim, bo wielu specjalistów podziela tę opinię, to jest tak, że Hezbollach owszem, przystąpi do wojny z Izraelem, ale w momencie, kiedy Izrael zaatakuje Iran. Wtedy będzie jednocześnie próba odwetu z Iranu i atak ze strony Hezbollachu. W związku z czym, nie ma sensu marnować tego zasobu dla Hamasu, który jest wrogi – powiedział o perspektywie Teheranu Szewko.

– Nie tylko dlatego, że Hamas jest sunnicki, ale również dlatego, że Hamas prowadzi własną agendę polityczną. Jest narzędziem, nie jest sojusznikiem. Warto to więc rozróżnić Hezbollach – jak najbardziej proirański, Hamas – finansowany, wspierany przez Iran, ale to nie jest sojusznik, taki jak Hezbollach – podsumował.

Czytaj też:
Czy Izrael może zlikwidować Hamas? Analityk wskazuje, w czym problem
Czytaj też:
Bartosiak: Amerykanie być może są na brzegu podjęcia kluczowej decyzji

Źródło: Szewko czyli na Wschód od Bliskiego Wschodu, YouTube / DoRzeczy.pl
Czytaj także