Cenzura i skomlenie
  • Dariusz WieromiejczykAutor:Dariusz Wieromiejczyk

Cenzura i skomlenie

Dodano: 
Zdj. ilustracyjne
Zdj. ilustracyjne Źródło: Unsplash
Co sądzić o kulturze, która snute przez siebie opowieści powierza nadzorowi ludzi zmagających się z własnymi traumami, dotkniętych poczuciem odrzucenia, skrzywdzonych i marginalizowanych?

Niezwykły zawód pojawił się w ostatnich latach najpierw w Stanach Zjednoczonych Ameryki, następnie zaś w innych krajach świata. Są to tzw. sensitivity readers, nazywani w Polsce „czytelnikami wrażliwościowymi”. Nie należy mylić ich ze zwykłymi, po prostu wrażliwymi czytelnikami. „Czytelnik wrażliwościowy” bierze za swoje lektury stosowne wynagrodzenie. Jego usługi oferowane są przez wyspecjalizowane firmy, mające w swojej ofercie dziesiątki skatalogowanych specjalistów, których kompetencje obejmować mogą różne, czasem niespodziewane, a innym razem szokujące dziedziny ludzkich doświadczeń. Klientami „sensitivity readers” są najczęściej wydawcy, rzadziej autorzy książek, scenariuszy, wydawnictw edukacyjnych i innego rodzaju tekstów. Ponieważ zapotrzebowanie na ich usługi powszechne jest głównie w świecie anglojęzycznym, terminu tego używał będę także w jego oryginalnym, angielskim brzmieniu. W Polsce czytelnicy tacy są na szczęście rzadkością, sądząc jednak po tempie, w jakim rozpowszechnili się w branży wydawniczej Zachodu, ich pojawienie się u nas wydaje się tylko kwestią czasu. Powszechnie komentowane były niedawno zmiany, jakim poddano w Wielkiej Brytanii ostatnie wydania książek tak popularnych pisarzy jak Agatha Christie, autor przygód Jamesa Bonda – Ian Fleming oraz twórca literatury dziecięcej i młodzieżowej – Roald Dahl.

Zmiany te polegały na usunięciu z ich książek wszystkich zwrotów „nieprawomyślnych” z punktu widzenia poprawności politycznej. Jeśli wymagała tego konieczność – to usunięte fragmenty zastąpiono frazami napisanymi współcześnie i niemogącymi urazić żadnej, nawet najmniejszej i nieznanej w dawnych czasach mniejszości. Podobne zabiegi – przez krytyków często nazywane cenzurą – uzasadniane były troską o wrażliwość i dobre samopoczucie każdego czytelnika. Zniknęły takie przymiotniki jak „mały”, „głupi”, „czarny” lub „brzydki”. Postać „gruba” stawała się w nowej wersji „niezwykłą”. Określenia takie jak „Murzyn”, „Azjata”, „Żyd” lub „Cygan” z reguły usunięto. Na dopuszczających się podobnych manipulacji wydawców spadła ze strony czytelników fala krytyki.

Artykuł został opublikowany w 6/2024 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także