Lisicki pytany w TV Republika o sytuację na Ukrainie po dwóch latach rosyjskiej inwazji ocenił, że "ta wojna zakończy się bez rozstrzygnięcia", takiego jak znamy z czasów I czy II wojny światowej.
– Myślę, że będziemy mieli do czynienia z rodzajem zamrożonego konfliktu, być może czegoś na wzór Półwyspu Koreańskiego, czyli podziału faktycznego, ale nie do końca akceptowanego na drodze jakiegoś traktatu pokojowego – powiedział.
– Zakładam, że Rosjanie bardzo prawdopodobnie zatrzymają podbite tereny. Nie zaakceptuje tego Ukraina ani Zachód i będziemy mieli do czynienia z sytuacją zamrożonego konfliktu, która może trwać długo – zaznaczył.
Lisicki: USA nie są w stanie finansować dwóch wojen – na Ukrainie i w Izraelu
Według Lisickiego na taki scenariusz wydarzeń wskazują badania amerykańskie.
– Skłonność do wspierania finansowego i militarnego Ukrainy jest obecnie znacznie mniejsza. Wynika to po pierwsze z tego, że konflikt się przeciąga, a po drugie pojawił się nowy element – konflikt na Bliskim Wschodzie, Izraela z Hamasem, który sprawia, że duża część tych pieniędzy, która mogłaby trafić na Ukrainę, pójdzie na Bliski Wschód – stwierdził.
Jak dodał, Stany Zjednoczone "nie są w stanie finansować tych różnych operacji na tak wielką skalę".
Jego zdaniem Władimirowi Putinowi nie należy przypisywać odpowiedzialności za konflikt na Bliskim Wschodzie. – Niezależnie od tego, że on na tym korzysta, mamy jednak silną wojnę od dawna, w której dwie strony biorą się za łeb i nie są w stanie dojść do żadnego porozumienia – tłumaczył.
Sankcje wobec Rosji. "Wyrządzają niewielkie szkody"
Komentując politykę sankcyjną Unii Europejskiej wobec Rosji, Lisicki oświadczył, że zawsze był sceptyczny wobec tych działań "z bardzo prostego powodu". – Sposoby ich ominięcia są tak duże, a szkody wyrządzone Rosji tak niewielkie, że możemy łatwo zauważyć – i to nie jest tylko moje zdanie, ale też wielu analityków – że nowe sankcje tego nie zmienią – powiedział.
Zwrócił jednocześnie uwagę, że na Półwyspie Koreańskim "formalnie pokoju nie ma, a jednak faktycznie jest".
Redaktor naczelny "Do Rzeczy" skrytykował koncepcję budowy armii europejskiej. – To myślenie uważam za niepoważne i szkodliwe. Jakakolwiek próba zastąpienia pod tym względem Amerykanów wydaje mi się absurdalna – podkreślił.
Czytaj też:
USA przygotowują się do zamrożenia wojny na Ukrainie według koreańskiego scenariusza