Rzadko zdarzają się takie fenomeny: jeśli o jakiś serial spierają się zarówno znajomi w biurze, jak i Elon Musk na portalu „X”, to znaczy, że mówimy o tytule, który zdobył prawdziwy rozgłos. I tak jest z brytyjską miniserią „Dojrzewanie” („Adolescence”), najnowszym hitem Netflixa, który niespodziewanie stał się numerem jeden w kilkudziesięciu krajach świata.
Dlaczego niespodziewanie? W rolach głównych 14-letni debiutant Owen Cooper oraz Stephen Graham – ceniony aktor charakterystyczny. Ale gdzie mu do sław Hollywood? Gatunek? Żadna fantastyka, żaden romans, żaden przekombinowany kryminał (do tego wszystkiego wszak przyzwyczaił nas Netflix; jeszcze najlepiej, by rzecz była oparta na jakiejś mandze albo powieści Cobena) ani nawet komedyjka. „Dojrzewanie” to poważny dramat psychologiczny, w dodatku tak intensywny, że trudny do obejrzenia. A jednak wszyscy oglądają, choć gdybym chciał go reklamować hasłem „coś jak skrzyżowanie kina Gusa van Santa z dramatami Floriana Zellera”, to mało kogo, poza koneserami, zdołałbym zainteresować.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.