Amerykańscy dziennikarze, prezenterzy i komentatorzy zaczęli dostrzegać u Joe Bidena poważne problemy zdrowotne. Tuż po debacie Trump-Biden wyrażano konsternację, że z prezydentem coś było nie tak już od kilku tygodni. Właściwie to od kilku miesięcy. A może od kilku lat? Niektóre zaskakujące odkrycia opisano choćby w artykułach „Zły sen Kwaśniewskiego” czy „Zespół zauroczenia Bidenem niszczy Polskę”, dlatego nie będą one tu powielane.
Punktem przełomowym w tym procesie jest nagła odmiana Jake’a Tappera. Ten okryty niesławą czołowy dziennikarz CNN-u niedawno, bo 20 maja 2025 r., opublikował napisaną wspólnie z Alexem Thompsonem książkę „Original Sin” – grzech pierworodny – szczegółowo opisującą to, jak otoczenie Bidena ukrywało przed światem prawdziwy stan jego zdrowia. Jest to zdarzenie o tyle szokujące, że Jake Tapper sam był jedną z osób twierdzącą usilnie na przestrzeni lat, że uwagi krytyczne na temat zdrowia Joe Bidena to tylko teorie spiskowe. Gdy jednak zabrał się za napisanie książki i zasięgnął opinii ok. 200 osób z otoczenia byłego prezydenta, Tapper przejrzał na oczy.
Jego wystąpienia promujące książkę to istna groteska. Oto mamy jednego z głównych obrońców bidenowskiego reżimu, współodpowiedzialnego za propagandę w stylu iście północnokoreańskim, próbującego dorobić się na oficjalnym potwierdzeniu tego, co wszyscy widzieli gołym okiem i co on sam przez lata negował. Gdy już jest za późno, żeby cokolwiek zmienić, nagle Tapper publicznie przyznaje, że z Bidenem rzeczywiście było źle od 2020 r. Że Biden zapominał imion swoich najbliższych współpracowników. Że to wcale nie był, jak twierdził usilnie, problem z jąkaniem. Np. w wywiadzie z Megyn Kelly z 21 maja 2025 r. wyznaje, że przeprosił Larę Trump za wmawianie jej na wizji wyolbrzymianie problemów zdrowotnych Bidena.
Jaki Tapper wyciągnął z tego wniosek? W programie Morning Joe z 21 maja 2025 r. powiedział prowadzącemu Joe Scarborough wprost, że Biden wprowadził ich wszystkich w błąd. Były prezydent chciał tych medialnych weteranów przekonać o swojej sprawności intelektualnej, no i panowie dali się nabrać. Jakby tego było mało, Tapper podkreśla w kolejnych wywiadach, że trzeba w przyszłości zapobiec podobnej sytuacji, w której Biały Dom ukrywa przed wszystkimi prawdziwy stan zdrowia urzędującego prezydenta.
Rzeczą niewypowiedzianą tutaj jest rola Jake’a Tappera w skandalach ostatnich dziesięciu lat. Najlepiej skwitowała go dziennikarka Mollie Hemingway w artykule „Jake Tapper is Lying About CNN’s Key Role in the Russia Collusion Hoax” po tym, jak 27 października 2024 r. doszło w czasie wywiadu między Tapperem a wiceprezydentem Vancem do agresywnej wymiany zdań. Ostateczną kością niezgody – a panowie spierali się o przeróżne afery z ostatnich lat – był wyczarowany przez obóz Hillary Clinton raport Christophera Steele’a, który to raport napędzał zarzuty o ingerencję Rosji w wynik wyborów prezydenckich z 2016 r. i który to raport stanowił istotny element narracji o koneksjach między Trumpem a Putinem. Hemingway była tak oburzona postawą Tappera, że wyjawiła po latach dość istotny szczegół. Tapper wiedział od początku, że wspomniany raport to stek bzdur, ale mimo wszystko zamierzał go grzać tygodniami, strona po stronie. Gdyby serwis BuzzFeed nie opublikował całości w styczniu 2017 r., Tapper ochoczo wycisnąłby z tej wyimaginowanej afery wszystko, co tylko by się dało.
A teraz Tapper robi z siebie ofiarę – ofiarę! – intrygi uknutej przez najbliższe otoczenie Joe Bidena, intrygi polegającej na tym, żeby ukryć przed światem to, że Biden od początku był fizycznie i intelektualnie niesprawny do pełnienia urzędu. (Wkrótce pojawią się kolejne książki. Ten cyrk dopiero się rozkręca.)
W całej tej aferze nie chodzi jednak o Bidena. Bodajże od 2019 r. był on już tylko marionetką w rękach pandemicznych puczystów, którzy pragnęli za wszelką cenę odsunąć Donalda Trumpa od władzy (i przy okazji przykryć machlojki z czasów administracji Obamy, dlatego wystawili akurat Bidena). Tomasz Lis stwierdził otwartym tekstem, po chwilowym zwątpieniu po debacie Trump-Biden, że lepszy Biden przed ostatnim namaszczeniem niż Trump recydywista.
Mówiąc prosto z mostu, adoracja wobec Bidena była sztuczna, bo on był tylko narzędziem. Gdyby przy podium prezydenckim postawiono kukłę z wbudowanym głośnikiem produkującą takie dźwięki, jak „Musimy pokonać Putina!” albo „Należy bronić demokracji przed autorytaryzmem!”, to oklaski byłyby bardziej gromkie niż podczas wystąpienia Bidena na szczycie NATO z lipca 2024 r. Nie dostrzeżono by zbyt wielkiej różnicy, bo publiczne wystąpienia Bidena były ustawione do tego stopnia, że wręczano mu instrukcję, co ma robić od początku do końca. Kogo pytać. Jakiej odpowiedzi się spodziewać. Co odpowiedzieć. Gdzie pójść, gdzie usiąść, kiedy wyjść. A i tak czasem się gubił.
W tej aferze tak naprawdę chodzi o tych wszystkich, którzy utorowali Bidenowi drogę do Białego Domu. O Anthony’ego Blinkena, który przed wyborami uruchomił kontakty w społeczności wywiadowczej, aby zminimalizować aferę z laptopem Huntera Bidena. O Jake’a Sullivana, który zdawał się mieć nadzwyczajny wpływ – wraz z Blinkenem – na politykę zagraniczną USA, zwłaszcza jeśli chodzi o negocjacje z Putinem. O Aleksandra Kwaśniewskiego, który w dowolnym momencie mógł wyrazić swoje wątpliwości na temat sprawności umysłowej Bidena, ale jego prywatne cele geopolityczne były dla niego zdecydowanie ważniejsze. O tych wszystkich ludziach w mediach i w polityce, którzy przymykali oko na rozliczne problemy z administracją Bidena, bo nie było dla nich nic ważniejszego niż wgniecenie Putina w ziemię (patrz artykuł „Cała prawda, całą dobę, ale…” na AmerykaForum.pl). I o tych wszystkich osobach, które spychają pandemię koronawirusa do śmietnika historii, aby przypadkiem nie wyszło, że pandemię nakręcano pod kątem ustawienia wyborów prezydenckich w 2020 r.
Ostatnie dni Joe Bidena będą teraz narzędziem do odwracania uwagi. Donalda Trump nieustannie daje wszystkim do zrozumienia, że podejmuje odpowiednie działania w celu wyjaśnienia kwestii wyborów prezydenckich z 2020 r. W międzyczasie media i politycy będą w sposób kontrolowany wymazywać przeszłość, aby ta kwestia nie wyszła poza wpisy Trumpa na jego platformie Truth Social. Media umyją ręce od tego, co zrobiły na przestrzeni ostatnich pięciu, a nawet dziesięciu lat, zaś politycy będą wyrażać moralne oburzenie tym, że Trump pastwi się nad schorowanym Bidenem.
Pewnego dnia powiedzą nam wszystkim prosto w twarz, że okłamywali nas od samego początku. Ale wtedy będzie zbyt późno, żeby cokolwiek z tym fantem zrobić. Ilu wtedy w Polsce pojawi się takich Tapperów?
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
