Amerykański przywódca publicznie zagroził, że USA wkrótce przestaną się ograniczać do ataków na wenezuelskie statki i rozpoczną operację lądową. Donald Trump dał też wenezuelskiemu przywódcy szansę na bezpieczne opuszczenie kraju wraz z rodziną. Czy jeśli z niej nie skorzysta, zobaczymy amerykańską wersję "specjalnej operacji wojskowej"? To pytanie na łamach "Do Rzeczy" zadałem 7 grudnia ("DRz" nr 50/2025). Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. 2 stycznia byliśmy świadkami spektakularnego pokazu siły największego ze światowych mocarstw.
W nocnej operacji z 2 na 3 stycznia 2026 r. wzięło udział ponad 150 amerykańskich samolotów. Komandosi Delta Force przypuścili błyskawiczny szturm na rezydencję Maduro i zdążyli go schwytać, zanim zamknął się za pancernymi drzwiami. Według informacji resortu spraw wewnętrznych Wenezueli w amerykańskiej akcji zginęło co najmniej 100 osób – w tym ok. 27 wenezuelskich oficerów i 32 kubańskich wojskowych i policjantów, a kolejnych 100 zostało rannych. Z kolei Amerykanie według informacji podanych przez Biały Dom podczas całej operacji nie stracili ani jednego żołnierza (choć nie udało się uniknąć rannych) i ani jednego samolotu czy śmigłowca (jeden został co prawda uszkodzony, ale nadal mógł latać i z powodzeniem wrócił do bazy).
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
