Tak się jednak złożyło, że włączył się w nie prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, stawiając weto najnowszemu projektowi ministry Nowackiej Barbary, wyraźnie cierpiącej na ostrą biegunkę pomysłów. Niezrażona tym ministra naprędce zwołała konferencję prasową, na której z całą mocą swojego autorytetu (?) orzekła, że głupszego weta to chyba nie było. Dodała jeszcze wdzięcznie, że psy szczekają, a karawana jedzie dalej.
Niestety, karawana ta rzeczywiście ciągnie się przez polską pustynię niczym smród po gaciach. I tak będzie dopóty, dopóki rządy sprawować będą ludzie tej miary, co ta była palikociara, zwolenniczka aborcji na życzenie, czarnych marszów, a w szkole edukacji seksualnej przemycanej pod płaszczykiem edukacji zdrowotnej, wyrzucania klasyki z listy lektur czy odciążenia dziatwy tak ją absorbującymi pracami domowymi. A nade wszystko wsławiona odkryciem historycznym, jakoby to „na terenie okupowanym przez Niemcy polscy naziści zbudowali obozy, które były obozami pracy, a potem stały się obozami masowej zagłady”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
