W 2026 r. raczej nie będzie lepiej, bo socjaldemokratyczny rząd w Londynie, aby utrzymać wiarygodność u zagranicznych inwestorów, znów podnosi podatki
Znajduję się w upadającym, niegdyś rozwiniętym kraju znanym jako »Wielka Brytania«” – tak amerykański ekonomista i popularny bloger Noah Smith opisywał pod koniec ubiegłego roku swą 90-minutową przesiadkę na lotnisku Londyn-Heathrow. I chociaż internauci szybko zwrócili mu uwagę, że gdyby uważniej śledził oznaczenia, przesiadka byłaby mniej stresująca, to kiepską sytuację Wielkiej Brytanii wyraźnie widać nie tylko na lotniskach, lecz także w gospodarczych statystykach.
Grudniowe dane opublikowane przez brytyjski Urząd Statystyk Narodowych (ONS) pokazały, że spada liczba pracujących (tylko w listopadzie o 38 tys. osób), bezrobocie rośnie (w okresie trzech miesięcy do października 2025 r. osiągnęło poziom 5,1 proc., czyli najwyższy od roku 2021), a dynamika płac w sektorze prywatnym spowolniła do 3,9 proc. (czyli najniższego poziomu od końca roku 2020). Co gorsza, z raportu firmy konsultingowej PwC wynika, że bezrobocie wśród osób poniżej 25. roku życia wzrosło w Wielkiej Brytanii wyraźnie szybciej niż w pozostałych krajach G7 (w 2025 r. wynosiło 15,3 proc., choć jeszcze w 2022 r. było to 10,8 proc.). Rząd w Londynie wciąż nie podejmuje skutecznych działań, aby naprawić tę sytuację, a tymczasem koszty braku
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
