Projekt UD 213, przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów, przedstawiany jest jako ważny krok w ochronie zdrowia publicznego. W cieniu głośnego zakazu sprzedaży jednorazowych e-papierosów kryją się o wiele poważniejsze przepisy, które mogą radykalnie przetasować rynek nikotynowy. Z korzyścią dla koncernów farmaceutycznych.
Na ostatniej prostej
Od marca rząd pracuje nad projektem zmiany ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (UD 213). W ostatnich tygodniach prace wyraźnie nabrały przyśpieszenia. Projekt uzyskał m.in. akceptację Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego i Stałego Komitetu Rady Ministrów. To w praktyce ostatni etap przed skierowaniem na posiedzenie Rady Ministrów.
Nowelizacja jest bardzo szeroka i zawiera szereg regulacji i przede wszystkim zakazów, które całkowicie przetasują rynek wyrobów nikotynowych. Do opinii przebił się tylko jeden– że chodzi przede wszystkim o całkowity zakaz sprzedaży jednorazowych papierosów elektronicznych, bo jak przekonuje Ministerstwo Zdrowia ten produkt jest olbrzymim zagrożeniem dla zdrowia najmłodszych.
Sęk w tym, że od 1 września "jednorazówki” praktycznie zniknęły ze sklepów. To efekt wprowadzenia 40 złotowego podatku przez Ministerstwo Finansów. Producenci i importerzy jednorazówek zastąpili je e-papierosami wielorazowymi, na wymienne "pody”, czyli wkłady z płynem nikotynowym. Niektórzy z nich sprzedają też e-papierosy w częściach, unikając w ten sposób płacenia podatku fiskusowi. Forsowany przez Ministerstwo Zdrowia zakaz jednorazówek wygląda więc dobrze na papierze. W rzeczywistości to regulacja czysto symboliczna – resort rozwiązuje problem, który rozwiązał się już sam.
Dziwne regulacje
Po cichu Ministerstwo Zdrowia wprowadza w UD213 inny zakaz. Chodzi o zakaz sprzedaży woreczków nikotynowych – legalne mają zostać te o smaku tytoniowym. Tylko że woreczki nikotynowe nie zawierają tytoniu. Żaden z ich producentów nie ma w ofercie wyrobów o "smaku tytoniowym”, tylko kilka wariantów smakowych (np. mięta czy mentol), które maskują gorzki smak nikotyny. Nowy zakaz, dotyczący smaków saszetek nikotynowych, oznacza w praktyce całkowity zakaz obrotu tymi wyrobami w Polsce.
W uzasadnieniu projektu Ministerstwo powołuje się Światową Organizację Zdrowia, według której aromatyzowane wyroby mają sprzyjać inicjacji nikotynowej wśród nastolatków. Jednocześnie UD213 nie reguluje np. aromatyzowania e-papierosów, które w Polsce są najpopularniejszą używką wśród nastolatków. Pierwotnie w projekcie UD213 widniał zakaz aromatyzowania płynów w e-papierosach. Z niewyjaśnionych jednak przyczyn – po drodze "wyparował”.
Jak wynika z najnowszych polskich badań największym problemem wśród dzieci są właśnie e-papierosy. Dane doskonale zna m.in. wiceminister finansów Jarosław Neneman, współautor tego raportu. Chodzi o przeprowadzone w 2024 r. ogólnopolskie badanie młodzieży w wieku od 14 do 18 lat. Wśród ponad 3 tysięcy nastolatków średnio co trzeci (35,3 proc.) ma już za sobą inicjację nikotynową i eksperymentował z produktami nikotynowymi – najczęściej zaczynając od e-papierosa (30,7 proc.).
W tej grupie do codziennego korzystania z e-papierosów przyznaje się 6,4 proc. badanych uczniów, a do palenia papierosów – nieco ponad 5 proc. uczniów. Zaledwie 0,8 proc. uczniów deklaruje codziennie sięganie po saszetki nikotynowe, a 0,6 proc. – po podgrzewacze tytoniu.
Znikające smaki i farmaceutyczny wyjątek
W styczniu 2026 r. ze sklepów znikną aromatyzowane wkłady tytoniowe do podgrzewania. To efekt implementacji dyrektywy delegowanej Komisji Europejskiej, która wprowadziła taki zakaz w całej UE.
W efekcie jedynymi wyrobami nikotynowymi, w których byłyby obecne smaki inne od tytoniu, byłyby e-papierosy i gumy nikotynowe.
Projekt UD213 zawiera ponadto zakaz wprowadzania do obrotu wyrobów beztytoniowych (w tym aromatyzowanych) zawierających nikotynę – z wyjątkiem produktów wytwarzanych przez firmy farmaceutyczne. W praktyce oznacza to, że na rynku pozostałyby tylko plastry, gumy, tabletki i spraye nikotynowe, mimo że zawierają porównywalne ilości nikotyny i o podobnej czystości farmaceutycznej co saszetki nikotynowe.
Minister Zdrowia tłumaczy to koniecznością "doprecyzowania zakazu sprzedaży wyrobów, takich jak gumy, tabletki, spray do nosa i ust oraz napoje z nikotyną”, argumentując, że powinny one być dostępne wyłącznie po przejściu pełnej procedury rejestracyjnej właściwej dla leków. W wyrobach farmaceutycznych smaki pozostaną.
Kto skorzysta?
Nowelizacja tzw. ustawy antynikotynowej sprawi, że nikotyna o słodkich smakach pozostanie wyłącznie w rękach branży farmaceutycznej – i w e-papierosach. Gumy, spreje, drażetki o smakach jagód, truskawek i słodkiej mięty już są w ofercie firm farmaceutycznych. Z kolei producenci e-papierosów oferują ponad 16 tysięcy rozmaitych smaków płynów e-papierosowych.
W efekcie projektowana regulacja (UD213) nie tyle ogranicza dostęp do nikotyny jako takiej, ile przenosi go do kanału farmaceutycznego. Rynek zostaje zamknięty dla alternatywnych produktów konsumenckich, a otwarty wyłącznie dla koncernów posiadających zaplecze regulacyjne i finansowe do rejestracji wyrobów jako produktów leczniczych. Drugim senariuszem jest przekierowanie konsumentów nikotyny na rynek e-papierosów – jedynego produktu konsumenckiego z nikotyną dostępnego w sklepach, którego zakaz aromatów (smaków) nie obejmie.
Największym, jawnym adwokatem zmian w przepisach, które faworyzują nikotynę w formie aptecznej, jest firma Kenvue, producent m.in. gum i sprejów nikotynowych Nicorette. To niedawna Kenvue była częścią globalnego koncernu farmaceutycznego Johnson & Johnson. W grudniu 2025 r. Hannah French, wiceprezes ds. regulacyjnych w Kenvue, wezwała Unię Europejską do nałożenia dodatkowych regulacji na branże tytoniową, wymierzonych nie w papierosy, a w bezpośrednio w produkty konkurencyjne dla jej firmy. Kenvue, tuż po ogłoszeniu przez Ministerstwo Zdrowia projektu UD213, rozpoczął w Polsce kampanię reklamową swoich drażetek nikotynowych "Rzuć palenie razem z farmaceutą”.
Regulacja zdrowotna czy redystrybucja rynku?
Choć oficjalnym celem projektu UD 213 jest ochrona zdrowia publicznego, jego skutki rynkowe są jednoznaczne: delegalizacja całych kategorii produktów konsumenckich i koncentracja sprzedaży nikotyny w rękach sektora farmaceutycznego i e-papierosowego.
To rodzi pytania o proporcjonalność regulacji oraz o to, czy państwo rzeczywiście ogranicza dostęp do nikotyny, czy raczej decyduje, kto ma na niej legalnie zarabiać.
Sam zakaz ma także tło polityczne i finansowe. Saszetek nikotynowych używa m.in. prezydent Karol Nawrocki, choć podkreśla, że jest gotów zerwać z nałogiem w każdej chwili. Choćby z tego powodu trudno będzie mu zawetować przepisy Ministerstwa Zdrowia.
Skutki wykreślenia z listy produktów nikotynowych podlegających podatkowi akcyzowemu saszetek nikotynowych boleśnie odczuje fiskus. Zgodnie z oceną skutków regulacji przygotowaną w zeszłym roku przez resort finansów, tylko na tym akcyzie ze sprzedaży woreczków nikotynowych budżet państwa miał do 2027 r. zarobić blisko 1 mld zł (974 mln zł). Łącznie, z tytułu utraconej akcyzy za wyroby delegalizowane przez UD213, z budżetu może zniknąć nawet 8 mld zł w ciągu najbliższych 5 lat.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
