Jan Lechoń tak ją zdefiniował: „… była czarownicą, tylko inną, bardziej niebezpieczną, bo warzyła zioła z upajających zapachów, bo wabiła nie tylko uroczym smutkiem, ale nawet śmiechem. Bardzo dużo napisano o niej, ale wszystkim tym pochwałom czegoś brak: pisze się o niej, jak zawsze u nas, prawie jak o świętej. A to była czarownica. Rusałka, to też znaczy czarownica”.
O Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej traktuje „Czarująca poetka”, która zgodnie z deklaracją samej autorki nie jest biografią poetki, lecz „próbą opisania czarodziejskiej mocy Lilki w obu znaczeniach tego słowa, jej kobiecości i jej fascynacji zjawiskami nadnaturalnymi”. A 100 lat temu triumfy święciły teozofia i okultyzm, seanse spirytystyczne, biała i czarna magia.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
