W każdym razie po owym (chwilowym?) utrąceniu idiotycznej nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, mającej nadać inspektorom PIP uprawnienia pracowniczej czerezwyczajki, dzięki którym mogliby oni z godziny na godzinę zamieniać stosunki z B2B na pracownicze i de facto przymusowo zamykać ludziom ich prywatne firmy, w przestrzeni publicznej pojawiła się właśnie ta stara śpiewka o tym, że najlepszym sposobem na spełnienie marzeń lewicowców/lewaków – marzeń o ludziach pracujących najlepiej wyłącznie na etatach – byłoby wprowadzenie w Polsce jednolitej daniny. A ta już sama, i to „pokojową” drogą, bez czerezwyczajki PIP, doprowadziłaby do upragnionego przez lewicowców/lewaków celu.
Chodzi o ową „legendarną” jednolitą daninę, czyli jeden podatek, który miałby zastąpić trzy obecne – obecny PIT, wpłacany dziś przez nas do urzędu skarbowego oraz obecny podatek emerytalny i obecny podatek zdrowotny – oba wpłacane dziś przez nas do ZUS.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
