Szpital w Lubaniu nie potrzebuje Gizeli Jagielskiej

Szpital w Lubaniu nie potrzebuje Gizeli Jagielskiej

Dodano: 
Gizela Jagielska
Gizela Jagielska Źródło: YouTube / Kanał Zero
TOMASZ ROWIŃSKI Niesławna ginekolog-aborcjonistka powinna ostatecznie znaleźć się tam, gdzie jest jej miejsce, czyli poza systemem opieki zdrowotnej.

Zatrudnienie Gizeli Jagielskiej w szpitalu w Lubaniu, kilka miesięcy po jej odejściu ze szpitala w Oleśnicy, mówi jedno: presja społeczna wobec tej lekarki, ale też innych przedstawicieli służby zdrowia przychylnych wobec zabijania nienarodzonych, nie może się zmniejszyć. Niesławna ginekolog-aborcjonistka powinna ostatecznie znaleźć się tam, gdzie jest jej miejsce, czyli poza systemem opieki zdrowotnej. Jeśli chce, może zostać aktywistką którejś z marginalnych grup stawiających sobie za cel promowanie nienawiści do dzieci w prenatalnej fazie życia – chyba że po zmianie władzy niezależny sąd stwierdzi, za namową legalnie działającej prokuratury, że należy uznać ją za seryjnego zabójcę i jej miejsce jest w więzieniu. Tak czy owak nie powinna ona jednak mieć kontaktu z pacjentami, szczególnie z takimi, którzy mogą znajdować się w trudnej sytuacji osobistej. Do tego powinny dążyć nie tylko środowiska pro-life, ale i wszyscy przyzwoici obywatele.

Zresztą to właśnie tego rodzaju presja sprawiła, że Jagielska musiała odejść z Oleśnicy. Choć oficjalnym powodem był koniec kontraktu, mało kto wątpi, że rezygnacja ze współpracy była związana ze skandalem, jaki wywołało upublicznienie okoliczności śmierci Felka oraz aktywność aborcjonistki w mediach społecznościowych nieraz graniczącą z makabryczną obscenicznością.

Zabicie Felka

Sprawa zabicia przez Jagielską jesienią 2024 roku małego Felka, którego dokonała poprzez wstrzyknięcie do serca chłopca chlorku potasu, wywołała wśród wielu Polaków szok. Zobaczyli oni, na czym naprawdę polega realizacja wbijanego nam przez lata do głów hasła "Nie zakaz, a wybór". Informacje o tym wydarzeniu wywołały sprzeciw wielu zwykłych ludzi, ale także falę społecznej dezaprobaty. Przypomnijmy: Jagielska zabiła dziecko, którego jedyną winą było to, że cierpiało na łamliwość kości. Wielu ekspertów wypowiadało się jednak w tej sprawie stanowczo: dziecko pod opieką lekarską mogło dalej funkcjonować i doświadczać radości życia jak każdy nas.

Felek trafił w ręce Gizeli Jagielskiej dlatego, że inny lekarz, prof. Piotr Sieroszewski, miał wprost powiedzieć, że nie chce być mordercą. I trudno mu się dziwić. Przecież "samo postawienie diagnozy na podstawie badania genetycznego nie pozwala na określenie przebiegu choroby w przyszłości. Jedyną metodą obiektywnej oceny zaawansowania choroby jest bezpośrednie badanie lekarskie (badanie przedmiotowe). Wszystkie inne metody laboratoryjne i obrazowe mają jedynie wartość uzupełniającą wobec badania lekarskiego" – mogliśmy przeczytać w bardzo trzeźwym "Stanowisku Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych wobec przerywania ciąży w przypadku dziecka zdolnego do samodzielnego życia na podstawie przesłanki zdrowia psychicznego".

Wątpliwości mieli nawet lekarze z Oleśnicy, dobrze znanej z wykonywania największej w Polsce liczby aborcji. Ostatecznie chłopiec został jednak uśmiercony w łonie matki przez wicedyrektor szpitala, czyli Gizelę Jagielską we własnej osobie. Ponieważ mógł on już wtedy przeżyć poza organizmem matki trzeba to działanie określić słowem, na które zasługuje. Była to egzekucja, którą wykonano z zimną krwią. Przypomnijmy: mówimy od dziecku w 36 lub 37 tygodniu życia, czyli w 9 miesiącu ciąży.

"Procedura aborcji ze wstrzyknięciem w serce chlorku potasu nie wymaga podania znieczulenia dla płodu według wytycznych WHO, na które powołuje się Gizela Jagielska. Takie znieczulenie jest wymagane przy zastrzyku z chlorku potasu w serce, podawanym w czasie wykonywania kary śmierci w USA. Także w wypadku eutanazji zwierząt (nawet ryb) przed podaniem zastrzyku wymaga się pozbawienia zwierzęcia świadomości. Jednak w przypadku «płodów» z wysoko rozwiniętym układem nerwowym znieczulenie to nie jest normą, stanowi wręcz temat tabu" – pisali Anna i Marek Grąbczewscy w maju 2025 roku w artykule Nawet Gizela Jagielska ma wątpliwości. Jak w Oleśnicy (i nie tylko) zabija się dzieci?

Niedawne zupełnie badania pokazują, opublikowane przez "Journal of Medical Ethics" pt. Reconsidering fetal pain, pokazują, że do tej pory nie doceniano, jak wielki ból powoduje w organizmie wstrzyknięcie takiej trucizny jak chlorek potasu. Zabijanie w ten sposób malutkich ludzi oznacza skazywanie ich na śmierć w niewyobrażalnym cierpieniu.

Trzeba też dodać, że w pierwszym szpitalu, do którego zwróciła się matka Felka, wspomniany już prof. Sieroszewski zaproponował urodzenie przez cesarskie cięcie i pełną opiekę państwa nad dzieckiem. Matka zatem zamiast zgodzić się na zabicie chłopca mogła oddać go do adopcji. Jednak część mediów starała się sugerować, że ten wybitny lekarz chciał "narzucić pacjentce swoje poglądy i moralność". A przecież prof. Sieroszewski, który stał się celem ataków głównie "Gazety Wyborczej" nie jest "jastrzębiem" ruchu pro-life. W roku 2024 pisał, że położnicy nie powinni kwestionować skierowań od psychiatrów na aborcję, ponieważ "świadomość, że dziecko jest ciężko, a czasem śmiertelnie chore i nie ma szansy przeżycia po porodzie, może doprowadzić do depresji, często połączonej z próbami samobójczymi".

Poród martwego już chłopca trwał ostatecznie sześć godzin.

Późne aborcje

Gdy sprawa stała się głośna i Jagielska na krótko urosła na gwiazdę wielu mediów, opinia publiczna mogła dowiedzieć się więcej o tym, jak wyglądają późne aborcje i jak zabija się dzieci w Polsce.

W wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" z maja 2025 roku lekarka opowiedziała historię innej śmierci broniąc nieudolnie procedury zabijania dzieci trucizną: "Był krótki moment, kiedy nie stosowaliśmy chlorku potasu. Byłam przy jednej takiej aborcji w 26. tygodniu. […] I powiem tak: ani ja, ani nikt z mojego personelu nigdy więcej nie chcielibyśmy w czymś takim uczestniczyć".

I dalej:

"Dziecko się rodzi i czekamy, aż umrze. Zapewniamy mu oczywiście postępowanie paliatywne. Ale tamta sytuacja tylko utwierdziła nas w przekonaniu, że nie możemy tak robić. Nie po to kobiety do nas przychodzą".

Nie można dać się zwieść sygnalizowaniu w wypowiedzi współczuciu. Z relacji przedstawionej przez Jagielską wynika, że urodzone żywe dziecko nie zostało objęte działaniami ukierunkowanymi na podtrzymanie życia. Zamiast procedur ratujących zdrowie i oddech, zastosowano wyłącznie opiekę paliatywną — rozwiązanie zarezerwowane dla pacjentów w stanie terminalnym, wobec których medycyna wyczerpała już możliwości leczenia. Po tym wywiadzie Instytut Ordo Iuris złożył zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Gizelę Jagielską i personel medyczny Powiatowego Zespołu Szpitali w Oleśnicy.

Naprawdę trzeba głośno pytać, choć to pytanie retoryczne, czym różni się zabicie zastrzykiem dziecka gotowego do urodzenia w 9 miesiącu ciąży czy też pozostawienie dziecka na śmierć przez "obumarcie", od uśmiercenia dziecka niedawno urodzonego. W sytuacji wysokiego rozwoju medycyny mamy w tych przypadkach do czynienia z mentalną zgodą na praktykowanie zabijania noworodków.

W grudniu 2025 roku Jagielska została wyróżniona przez "Wysokie Obcasy" w rankingu "50 śmiałych 2025". Choć gest ten nie dziwi, można go uznać za najwyższe stadium moralnej kompromitacji tego medium.

Polityka śmierci

Sprawa Jagielskiej jest tym bardziej istotna w sytuacji, gdy liberalno-lewicowy rząd szuka wszelkich możliwych sposobów, by w Polsce zaistniało jak najwięcej krwawych abortoriów, do których będą mogli się zgłaszać wszyscy zamierzający skorzystać z nielegalnych tzw. "wytycznych Leszczyny".

Przypomnijmy, że według tych wytycznych ogłoszonych latem 2025 kryterium przesłanki aborcyjnej z ustawy o ochronie życia, która mówi, że zabicie dziecka może być dokonane w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia matki, wypełnia pojedyncze, niekonsultowane zaświadczenie dowolnego psychiatry o złym stanie psychicznym matki. Jest oczywiste, że tego rodzaju zapis stanowi otwartą drogę do szerokich nadużyć i wytworzenia się subsystemu w służbie zdrowia pozwalającego całkowicie wymijać podstawowe zadanie ustawy, którym jest ochrona życia. W przypadku Felka opinię taką podpisała choćby psychiatra, dr hab. n. med. Małgorzata Urban-Kowalczyk.

Przypomnijmy jednak dla porządku, że dokument minister Leszczny nie powinien mieć żadnej mocy, ponieważ "wytyczne", nie są w Polsce źródłem prawa. Tym bardziej nie mogą unieważniać Konstytucji czy intencji ustawodawcy, a ta w sprawie ochrony życia jest jasna – chronić, a nie zabijać. Zresztą także rozumienie Konstytucji RP jako ustawy zasadniczej "za życiem" zostało kilkukrotnie potwierdzone przez Trybunał Konstytucyjny, m.in. w słynnych wyrokach z 1997 r. i 2020 r.

Teraz potrzebny jest społeczny opór, by polityczne zapotrzebowanie na lekarzy aborcjonistów nie znajdowało odzewu. Jest to możliwe szczególnie, że – jak zauważył, paradoksalnie trafnie, Kolektyw Legalna Aborcja – to "lekarze są w Polsce barierą w dostępie do aborcji". A zatem muszą oni czuć wsparcie społeczeństwa, gdy stawiają opór wobec grozy mordu prenatalnego.

Wiemy, że nie możemy liczyć na upolitycznioną prokuraturę. Prokuratura Krajowa w piśmie z 15 lipca wskazała Prokuratorowi Okręgowemu we Wrocławiu, że postępowanie w sprawie Felka "zostało wszczęte przedwcześnie".

Lubańskie abortorium?

Wróćmy to postulatu z początku tego tekstu. Szpital w Lubaniu, której dyrektor Anna Płotnicka-Mieloch wierzy najwyraźniej w pseudonaukową i niebezpieczną koncepcję, wedle której życie człowieka zaczyna się dopiero po porodzie, od dziś musi stać się miejscem stałej publicznej kontroli społecznej. Jego szefostwo, ale i sama Jagielska muszą wiedzieć, że patrzymy im na ręce. Wcześniej na współpracę z Jagielską nie zdecydowały się inne szpitale. Ich dyrektorzy prawdopodobnie zrozumieli, że atmosfera skandalu nie służy dobrej jakości pracy lekarzy. Media pisały o Ostrzeszowie, Wrocławiu, Opolu czy Trzebnicy. Warto utwierdzić te placówki w przekonaniu, że podjęły dobrą decyzję, innym zaś pokazywać, że nastawanie życie dzieci nienarodzonych nie pozostanie bez zdecydowanej reakcji społeczeństwa.

Tekst powstał w ramach programu analiz Instytutu Ordo Iuris

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także