W styczniu poseł Marcin Józefaciuk poinformował, że odchodzi z klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. "Dzisiaj dowiedziałem się z dokumentów dostarczonych przed głosowaniami, że zostaję odwołany z funkcji członka Komisji Edukacji i Nauki. Bez rozmowy, bez wcześniejszej informacji, bez możliwości wyjaśnienia" – informował polityk Józefaciuk.
Teraz w rozmowie z Kanałem Zero polityk opowiada o kulisach odejścia i pracy w Sejmie. Jak zapewnia, nie ma żalu do KO, że został usunięty z Komisji Edukacji, ale stawia zarzuty dot. formy w jakiej doszło do tej sytuacji. – Na miejscu klubu (...) wcześniej bym przyszedł o tym porozmawiać. Powiedziałbym: słuchaj, Marcin, mamy reformę do zrobienia, potrzebujemy większość w komisji. Ty się z nią nie zgadzasz, więc musimy cię wymienić" – stwierdził.
Posłowie nie wiedzą, nad czym głosują
Co więcej, polityk ujawnił, że posłowie w komisjach zazwyczaj nie mają pojęcia, nad czym głosują.
– Na pewno nie patrzą na zmiany w komisjach, bo mają przeświadczenie, że to uzgodnione przez kluby i wszyscy zainteresowani wiedzą. Ale ja nie wiedziałem, że mnie odwołują. Koleżanka nie wiedziała, że ją powołują. Nie była nawet na pierwszym posiedzeniu komisji edukacji i nauki, bo jej nie powiadomiono, że została wybrana. Tak samo, jak Franek Sterczewski nie wiedział, że głosował za swoim odwołaniem z komisji infrastruktury – stwierdził.
Józefaciuk ma też żal, że nie może wrócić do komisji. – Jest w niej miejsce dla posła niezrzeszonego, więc formalnie nie ma problemu. Natomiast mój wniosek nie trafił pod obrady Sejmu – jest wstrzymywany na poziomie prezydium lub konwentu seniorów – mówi.
Dopytywany, dlaczego posłowie mimo iż znajdują się w rządzącej koalicji nie mają siły przebicia, Józefaciuk wskazuje na siłę resortów, które monopolizują proces podejmowania decyzji oraz na uwarunkowania poszczególnych posłów.
– Sytuacja każdego posła jest trochę inna. Są tacy, których partnerzy czy rodzina są zatrudnieni w partii, spółkach Skarbu Państwa. Są tacy, którzy są szefami jakichś klubów, kół, okręgów. Myślę, że mają dużo do stracenia, nie podporządkowując się. Ja nie mam takich problemów – przyznaje.
Józefaciuk: KO nie staje w obronie swych posłów
Józefaciuk nie kryje też żalu do władz klubu, że formacja nie stanęła w jego obronie, gdy przydarzyła mu się wpadka z zaproszeniem pedofila do Sejmu.
– Wiecie, od kogo dostałem wsparcie? Od wicemarszałka Krzysztofa Bosaka z Konfederacji i posła Janusza Cieszyńskiego z PiS, którzy publicznie stanęli w mojej obronie. Później okazało się, że to oni mieli rację: kancelarie i Sejmu, i Senatu nie dopatrzyły się żadnego zaniechania z mojej strony. Podobnie komisja etyki poselskiej uznała, że dopełniłem wszystkich procedur. Nadal oczywiście uważam, że ten człowiek nie miał moralnego prawa uczestniczyć w posiedzeniu, ale też nie mogłem zrobić wiele więcej, by się tam nie znalazł – mówi.
Jak dodaje, to nie jedyna taka sytuacja. Jak dodaje, gdy zaliczył wpadkę z odpowiedzią na pytanie dziennikarki dot. trójpodziału władzy również nie mógł liczyć na kolegów z partii.
– Wcześniej też nie dostawałem żadnego wsparcia, choćby gdy zbłaźniłem się w sprawie trójpodziału władzy. Ale klub KO nie wspiera też innych posłów wystawionych na hejt. Na przykład posła Witka – dodaje.
Czytaj też:
Józefaciuk poparł projekt Konfederacji. "Tym razem jestem w pełni za"Czytaj też:
Poseł KO znów błysnął: Donald Tusk to wielka nadzieja białych
