Wraz ze wznowieniem przez Donalda Trumpa wojny amerykańsko-żydowsko-perskiej, zamrożonej od 24 czerwca 2025 r., świat medialny i mediów społecznościowych zalał potok spekulacji co do powodów i celów oraz perspektyw i konsekwencji, które niesie ze sobą ten brutalny konflikt. Z pewnością perspektywa czasu, dystans emocjonalny i ustanie propagandy – kiedy po obu stronach opadnie już pył z gruzów, rany zabliźnią się, a łzy po zabitych zostaną otarte – umożliwią wydawanie pewniejszych osądów. Niemniej już teraz można i niestety należy wskazać te istotne okoliczności, nie tylko jako istotny temat z domeny stosunków międzynarodowych, lecz także w ramach uwarunkowań określających nasze specyficzne, polskie położenie.
Polska bowiem nie okazała się w tej wojnie w ogóle postronna. Jeśli prezydent Rzeczypospolitej i minister obrony narodowej już na samym początku wojny składają stronie amerykańskiej publiczne kondolencje z powodu śmierci trzech żołnierzy, którzy zginęli w ramach irańskiej reakcji na zabójstwo przywódcy Iranu, to oznacza to, że z punktu widzenia militarnego jesteśmy do cna wasalem Ameryki, a ich deklaracje mają głęboki sens polityczny.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
