Sosnowski: Wstydzę się za UJ. Studenci zablokowali spotkanie z Czarnkiem

Sosnowski: Wstydzę się za UJ. Studenci zablokowali spotkanie z Czarnkiem

Dodano: 
Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS
Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS Źródło: X / PiS
Adam Sosnowski II Studenci prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego sprzeciwili się organizacji spotkania z Przemysławem Czarnkiem w krakowskim klubie studenckim "Żaczek". Planowano je na 23 kwietnia i miało przybrać formę otwartej debaty o przyszłości Polski w Unii Europejskiej. Ostatecznie jednak do spotkania nie dojdzie.

Zdarzenia takie jak zablokowanie spotkania na Uniwersytecie Jagiellońskim trudno przyjąć bez poczucia wstydu. Mówię to jako ktoś związany z tą uczelnią – miejscem, które przez stulecia było symbolem wolnej myśli, odwagi intelektualnej i otwartości na spór. Miejscem, gdzie sam ukończyłem studia, a później broniłem doktoratu. Pamiętam, z jaką dumą stawiałem blisko 20 lat temu pierwsze kroki na najważniejszym uniwersytecie tego regionu Europy. Dzisiejsze obrazy nie przystają jednak do tej tradycji. Moja alma mater zamieniła się w alma macocher.

Samo słowo „akademia” ma przecież swoje źródło w starożytnej Grecji – od gaju Akademosa pod Atenami, gdzie nauczał Platon. Akademia była przestrzenią dialogu, ścierania się poglądów, poszukiwania prawdy poprzez rozmowę. Nie była miejscem ideologicznej jednolitości ani tym bardziej wykluczania tych, którzy myślą inaczej. Jej istotą był spór – ale spór rozumny, prowadzony argumentami, a nie krzykiem czy blokadą. Dlatego sytuacja, w której studenci uniemożliwiają spotkanie z przedstawicielem określonego środowiska politycznego, jest czymś głęboko sprzecznym z ideą uniwersytetu. Jeżeli ktoś jest przekonany o słuszności swoich poglądów, nie powinien obawiać się konfrontacji. Przeciwnie – powinien do niej dążyć. To właśnie w starciu argumentów ujawnia się siła lub słabość stanowisk. Zderzenie hipotez oraz ich falsyfikacja tudzież weryfikacja są absolutną podstawą nauki.

Przez wiele lat sam prowadziłem zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Niezwykle miło wspominam ten czas, ale już wtedy zauważyłem coś bardzo niepokojącego: niechęć studentów do debaty. Uczyłem języka mediów, rozmawialiśmy więc o tematach aktualnych, niemniej najczęstszą postawą studentów pozostawała bierność. Studenci często nie chcą wchodzić w spór, obawiają się polemiki. O wiele łatwiej jest kogoś wykluczyć, zamknąć się na rozmowę i trwać w swojej bańce. Ale przecież nie po to człowiek idzie na uniwersytet. Studia nie są tylko przekazywaniem wiedzy – są procesem dojrzewania. To czas, w którym młody człowiek powinien uczyć się myślenia, argumentowania, konfrontowania swoich przekonań z innymi. To moment, w którym rodzi się postawa – albo słaba i chwiejna, albo silna i ugruntowana.

Uniwersytet bez debaty przestaje być uniwersytetem. Staje się jedynie fabryką reprodukującą poglądy, a nie miejscem ich krytycznej analizy. Jeśli studenci zamiast rozmawiać wybierają blokowanie, to znaczy, że coś w tej formacji głęboko zawiodło. Tym bardziej, jeżeli są to studenci prawa, jak w przypadku zablokowania dyskusji z Przemysławem Czarnkiem. To przyszli prokuratorzy i sędziowie obnażają tu swoją najgorszą, lewicową i wykluczającą twarz. Czy rzeczywiście ze spokojnym sumieniem to akurat im możemy powierzyć w przyszłości polski wymiar sprawiedliwości?

Paweł Włodkowic należy do największych umysłów całego średniowiecza. Był prawnikiem i rektorem UJ w XV wieku – choć sądzę, że studenci w większości nie wiedzą, kim on był. Gdy on mówił, cała Europa słuchała. Krakowskim studentom prawa na koniec dedykuję jego słowa, które wypowiedział, wchodząc w – nomen omen – spór z Zakonem Krzyżackim i Stolicą Apostolską: „Gdzie mocniej działa siła niż miłość, tam szuka się tego, co stanowi własny interes”.

I dlatego – z ciężkim sercem – muszę to powiedzieć wprost: wstydzę się dziś Uniwersytetu Jagiellońskiego. Decyzja o wykluczeniu rozmowy to także wstyd dla władz uczelni, które przykładają rękę do cenzury. A przede wszystkim jest to wstyd dla krakowskich studentów prawa, którzy zamiast podjąć wyzwanie rozmowy, wybrali drogę tchórza – wykluczenie, czyli cancel culture.

Dr Adam Sosnowski, publicysta i autor książek, filolog związany z Uniwersytetem Jagiellońskim oraz wydawnictwem Biały Kruk.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także