Słowem, miało być super, prawie tak samo jak jesienią roku 2024, kiedy to inny prezes Rady Ministrów, lepiej znany czytelnikom „Do Rzeczy”, Donald Tusk, stwierdził, że „nie ma powodów do paniki”, a „prognozy nie są przesadnie alarmujące”. Bartel był o tyle bardziej od Tuska ostrożny w swoich optymistycznych przewidywaniach, że spodziewany okres szczęśliwości uzależniał jednak od tego, czy „nie wejdą w grę czynniki nieznane i nieprzewidywalne”. A te akurat – któż by się spodziewał! – weszły!
Oto 24 października 1929 r., w dzień nazwany na pamiątkę tego, co przyniósł, „czarnym czwartkiem”, załamały się kursy na nowojorskiej giełdzie, a następnie w kolejny „czarny” dzień, wtorek 29 października, na Wall Street odnotowano jeszcze większe spadki. Firmy bankrutowały jedna za drugą, wyprzedawano aktywa, rosło bezrobocie, obroty w handlu zagranicznym uległy załamaniu, a ceny błyskawicznie spadały.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
