Obecnie w świecie zachodnim dominują dwie główne postawy czy podejścia do kwestii praw człowieka. Pierwsza, w ostatnim czasie coraz bardziej przybierająca na sile, związana raczej ze środowiskami określanymi jako „prawicowe”, w coraz większym stopniu traktuje kwestię praw człowieka jako zbędny balast i przeżytek, ograniczający działania silniejszych państw czy w ogóle aktorów. Prawa człowieka postrzegane są tam wręcz jako wytwór „lewicowych ideologii”, wyraz słabości, miękkości a nawet upadku kultury Zachodu. Takie akcenty pojawiają się choćby w otoczeniu administracji Donalda Trumpa czy środowisk ideowo mu powinowatych. Druga, kwalifikowana jako „lewicowa”, jest przywiązana do koncepcji praw człowieka i rozwija kolejne generacje tych praw, przy czym często traktuje je jako wyraz wyższej, kosmopolitycznej czy uniwersalnej normatywności, bez należytego pochylenia się nad kwestią kulturowych czy cywilizacyjnych różnic i w ogóle głębszego uzasadnienia pochodzenia i źródła tych praw, jak również ich stosunku do kwestii suwerenności państwowej. Są oczywiście różne środowiska pośrednie, ale zasadniczo widać coraz większą polaryzację stanowisk w tej kwestii i ich uwikłanie w spory ideologiczne czy polityczne.
Czy prawa człowieka mają przyszłość?
Dodano:

Koncepcja praw człowieka jest wytworem zachodniej myśli filozoficznej i prawnej, lecz wraz z przyjęciem przez ONZ Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka w 1948 r., stała się dziedzictwem ogólnoludzkim. Prawa tzw. pierwszej generacji (życie, wolność, własność, bezpieczeństwo) są szeroko akceptowane na świecie, jednakże ich kolejne generacje – prawa socjalne, solidarnościowe i aktualnie rozwijane „prawa czwartej generacji” – budzą coraz większe kontrowersje.
Źródło: DoRzeczy.pl